3 filmy z Mumbajem w tle

Smak-Curry- filmy z Mumbajem

Czasami tęsknię za Mumbajem. Mam do niego nieporównanie więcej sentymentu niż do Delhi. Wspominam naszą krótką wizytę, przeglądam zdjęcia, ale najbardziej lubię sięgnąć sobie po film czy książkę, której akcja rozgrywa się w tym mieście. Na obrazy w nich nakładam te własne, już nieco przykurzone. Myślę, że wyhodowałam sobie na prywatny użytek piękny mit. Mumbaj jak z filmu.

Filmy o Mumbaju to przede wszystkim historie Mumbajczyków – tych od pokoleń i całej masy nowych, napływowych – Indusów z całego Subkontynentu. Potężna metropolia wchłonie wszystkich – brutalna, ale obiecująca wiele – jak każdy imigrancki „raj”. Zaglądanie pod kolejne podszewki jej codziennego życia może być fascynujące, choć spod spodu często wyzierają rzeczy niezbyt piękne, czasami przerażające. Mnie najbardziej urzekły historie bardzo osobiste, intymne, kameralne. Wybrałam 3 filmy, które mogę Wam polecić na filmową wycieczkę – w kolejności preferencji.

Smak Curry / The Lunch Box

„Smak curry” miał premierę kinową w Polsce już ponad rok temu i udało mi się go zobaczyć podczas wakacji w Polsce. Był poniedziałkowy poranek, miałam kilka godzin do wyjazdu z Warszawy, nad miastem oberwała się chmura, a ja z parującym kubkiem kawy zaszyłam się w pustym kinie. Jak to smakowało! Jeśli chcecie przenieść się na jeden wieczór z Polski do Indii, to potwierdzam – ten film tego dokona! Zajrzycie do indyjskich biur, mieszkań, szaf i kuchni. Takich zwykłych mieszkań, nie dekoracji na potrzeby bollywoodzkiej produkcji: kuchni, gdzie na ścianie wisi metalowa suszarka do naczyń – tak typowa dla tutejszych gospodarstw domowych (pisałam TUTAJ), gdzie co rano ktoś przygotowuje wielodaniowy, świeży posiłek, pakuje go do piętrowej menażki i wysyła pracującym członkom rodziny przez dabbawalę. Zauważycie, że w indyjskim bloku drzwi i okna stoją otworem, a sąsiadki – czasami każda w swojej kuchni – wymieniają się przepisami na jedzenie i życie. Zobaczycie, że w indyjskiej rodzinie – tak gloryfikowanej dumy tutejszych tradycjonalistów – problemy są takie same, jak w wielu innych na świecie. Że czasami łatwiej jest zaufać obcemu człowiekowi.

Jak właśnie zauważyłam, film za chwilę wychodzi na DVD. Jeśli więc do tej pory nie mieliście jeszcze okazji – nie przegapcie. Chociaż przyznam – w kinie to curry smakuje najlepiej, i to nie tylko miłośnikom indyjskości.

Dhobi Ghat. Mumbai Diaries

Dhobi ghat to słynna dzielnica pralni w Mumbaju, która wręcz stała się jedną z atrakcji turystycznych. Pracuje w niej Munna. Młody przystojny chłopak roznosi gotowe pranie do domów klientów z bogatych dzielnic. Tak poznaje go i zaprzyjaźnia się z nim Shia – zamożna i atrakcyjna Amerykanka indyjskiego pochodzenia. Shia, choć wygląda jak Induska – jest w tym mieście cudzoziemką. Patrzy na nie i jego mieszkańców przez obiektyw aparatu fotograficznego, znajduje w nim egoztykę i piękno. Jest bezpośrednia, spontaniczna i być może nawet nie zdaje sobie sprawy, że łamie niepisane zasady indyjskiego społeczeństwa. Ich ścieżki krzyżują się również z losami awangardowego artysty oraz muzułmanki Yasmin, przybyłej wraz z mężem z prowincji. Mumbaj jawi się tu jako miasto, gdzie możliwe jest spotkanie osób z tak różnych światów, miasto, gdzie przez chwilę, może przez przypadek, można zajrzeć przez wysokie mury społecznych podziałów. A może zresztą to nie podziały, tylko zwykła niechęć do wychodzenia ze swojej strefy komfortu.

Bombay Talkies

Przyznam, że niecerpliwie czekałam na „Bombay Talkies” po obejrzeniu zwiastuna, ale trochę mnie rozczarował za pierwszym razem. Musiałam wrócić do niego raz jeszcze, by go docenić. Składa się z czterech krótkich filmów autorstwa czterech różnych reżyserów. Chyba spodziewałam się po nim czegoś innego, a pierwsza historia jakoś nie pasowała mi do Mumbaju. Może dlatego, że rozgrywała się w sterylnych pomieszczeniach redakcji i apartamentach wyższej klasy średniej, do tego (albo dlatego) gra aktorów również wydała mi się nieco kanciasta. Pozostałe wątki mają jednak miejsce już w bardziej realnych sceneriach, choć motywem filmu jest iluzja, jaką  stwarza kino – jego kreacje i jego gwiazdy. Bo Mumbaj to również legendy Bollywood, jak np. słynne studio filmowe Bombay Talkies, od którego film wziął swoją nazwę. A Indusi uwielbiają swoje kino, może nawet jest to dla nich inny rodzaj religii. Sami zobaczcie.

Rozgość się, wpadaj, kiedy chcesz! Posłać Ci zaproszenie, kiedy pojawi się tu coś nowego?

Zostaw namiary!

 

You may also like

  • Amisha

    Idę zatem na internety szukać „Smaku curry” na dvd. Koniecznie. Mohi ma jakiś indyjski film pod tytułem „Bombay” i odgrażam się, że go w końcu obejrzę, ale moje odgrażania najczęściej spełzają na niczym…

    Czy ten Pan na zdjęciu to przypadkiem nie grał tego policja w Slumdogu?….

  • asiaya

    Amishko, film wychodzi na DVD 18 marca. Te pozostałe może Ci rodzina z Indii podrzuci? :) Są tu dostępne bez problemu i nie kosztują majątku. Nigdy nie próbowałam wysyłać filmów z Indii, ale chyba nie powinno być problemów. Irrfana Khana możesz kojarzyć ze Slumdoga, to prawda. Świetny aktor. A Nimrat Kaur grała … Pakistankę w serialu „Homeland”. Kojarzysz?

  • Amisha

    Nie Asiu, nie znam i nie oglądałam tego Homeland… 18 marca? Czyli niebawem, aczkolwiek… na allegro już jest do kupienia. Możliwe? Em być może w tym roku pojedzie do Indii to ewentualnie coś przywiezie, choć ja muszę dokładnie sprawdzić to, co on już ma, bo to ze 300 filmów…

  • Ciummaa

    Ale Lunchbox (nie lubię polskiego tytułu – zwłaszcza, że tam to wcale specjalnie curry akurat nie gotują:P) juz dawno jest dostępny na dvd. Mam takie ładne wydanie specjalne z wkładką z listami bohaterów do siebie.
    A Bombay koniecznie. Jeden z lepszych filmów Maniego. Bo to kino tamilskie tak w ogóle, znaczy z południa kraju :)

  • asiaya

    Ciummaa, na stronie dystrybutora (Gutek FIlm) stoi, że premiera DVD (polskiego) 18 marca 2015. Może masz wydanie z innego kraju? W Indiach jest dostępne oczywiście, sama kupiłam.
    Wrzucę tamilski Bombaj na listę, dzięki! :)

  • asiaya

    Amisho, są dostępne, ale wysyłka po dacie premiery ;) Och, ja bym na Twoim miejscu przegrzebała te 300 filmów, bo na pewno są wśró nich perełki :)

  • Ciummaa

    A, polskie… Oczywiście, że mam indyjskie – nie miałam ochoty czekać, czy Gutek łaskawie wyda film na dvd czy może jednak nie :) Zresztą przyzwyczaiłam się, że i tak to, co chcę zamawiam z zagranicy, drożej to nie wychodzi, a mam szybko, to co faktycznie chcę:)
    I starsze filmy Maniego można ‚wrzucać’ w zasadzie całościowo prawie (ja osobiście bardzo lubię jego kino z lat 80), te z ostatniej dekady są słabsze (tak gdzieś od Guru).

  • asiaya

    Dzięki, wezmę pod uwagę. Uwielbiam stare kino indyjskie – tzn. w zakresie, w którym je znam ;)
    Czy Dhobi Ghat i Bombay Talkies można też zamówić z Polski? Bo przyznam się, że nie mam pojęcia.

  • Ciummaa

    Oczywiście. Nie takie rzeczy można:) (w sensie hindi to w ogóle prosto, choćby na eBayu, ja się ‚specjalizuję’ bardziej w kinie regionalnym i to też kupuję w necie)
    Na swoim blogu mam listę ‚sklepową’, nawet ostatnio aktualizowaną ;) http://ciumma.blogspot.com/p/tu-robie-zakupy.html

  • Amisha

    No tak to jest, jak się nie dopatrzy info. Niemniej, to już marzec, więc niebawem. A co do tych filmów Em… Wiele to zwykle – lepsze lub gorsze bolly, ale też są tam np stare filmy czarno-białe. Jeden nawet kiedyś z Em oglądałam i podobał mi się. Przegrzebać mówisz… Stoją na regale, więc przy kolejnej akcji „kurz” przyjrzę się. Stoją tam też filmy angielskie, polskie, włoskie, francuskie (może i inne…) i cały arsenał bajek i kreskówek… Można by rzec – kino za darmo! Na pewno wszystkiego około 500 sztuk – nie licząc kolekcji, która stoi w Amsterdamie – o wiele mniejsza, ale dodana do grajewskiej poważnie wzmaga całość… Obecnie chłopcy (a ja razem z nimi) mają fazę na Krainę Lodu. Uwielbiamy, ale jest to chyba „histeria” narodowa (może światowa?).

  • asiaya

    Super, ale nie wiem, co to Kraina Lodu. Powinnam?

  • Amisha

    Nie mając dzieci i nie lubując się w bajkach – niekoniecznie powinnaś, choć animacja i sama opowieść urocza. Bardziej może dla dziewczynek, bo ponoć wszystkie teraz zbierają gadżety, przebierają się za bohaterki i śpiewają filmowe piosenki (a sporo ich), ale moi chłopcy też polubili, gdyż nie same królewny w filmie się pojawiają ;-). Angielski tytuł filmu to Frozen. Ja mogę nie wiedzieć kto dostał Oscara za najlepszy film obcojęzyczny (choć w tym roku akurat wiem ha ha ha), ale co na topie wśród filmów dla dzieci wiedzieć muszę ;-). Zresztą – dostaję te wiedzę niejako by default…

  • asiaya

    Nie przepadam za filmami animowanymi, a już typu Disney to w ogóle, więc chyba z ulgą odpuszczę ;)

  • kinga

    a wyjaśnisz jakie są „niepisane zasady indyjskiego społeczeństwa”? :)