Aktualizacja

Kakar 5

Kakar 3

Dostałam ostatnio książkę „Professional blogging for Dummies”, którą przyjęłam tak samo jak kiedyś prezent od kolegi pt.: „Mądre kobiety, głupie postępowanie”. Z mieszanymi odczuciami. Jakkolwiek jednak średnio mnie interesuje „profesjonalizowanie” się, to owszem, chciałabym, żeby to moje miejsce w sieci było funkcjonalne i estetyczne. Dowiedziałam się, że powinnam zainwestować w domenę, hosting i sporo czasu, żeby to ogarnąć od strony technicznej. Na bloxie mi całkiem dobrze. Było.

Po tym, jak powiększyłam szpaltę główną i zdjęcia, co rusz natrafiam na limit miejsca do magazynowania plików. W sumie jest to 170 Mb, czyli malutko. Zaczęłam zamieszczać jedynie linki do zdjęć, ale to jeszcze bardziej wydłuża czas przygotowywania postów. Więc myślę, że doszłam tutaj do ściany i muszę się zastanowić, dokąd dalej z moim wirtualnym poletkiem. Testuję różne opcje, ale przez to nie mam czasu na nowe wpisy.

Poza tym przechodzę też mały kryzys w temacie Indii. Bo ręce mi opadają i odnoszę wrażenie, że nic się tu nie zmieni, na pewno nie za mojego życia. I jeszcze, bo widzę, jak żywe są traumy, urazy i wszelka krytyka traktowana jest niezwykle ambicjonalnie i osobiście, zwłaszcza z ust cudzoziemca. I jak niektórzy są zafiksowani na jednym temacie i choć byś mówiła o czymś zupełnie innym, uważają, że to była aluzja do „ich” tematu. Wczoraj byłam na spotkaniu autorskim z Sudhirem Kakarem, jego żoną Kathariną Kakar i tłumaczką hiszpańskiej wersji ich książki,  o której pisałam tutaj. On jest psychoanalitykiem, ona antropolożką. Podjęli się karkołomnej próby określenia „indyjskiej mentalności”. Uważam, że wybrnęli z tego zadania całkiem dobrze, aczkolwiek nie uchronili się przed pewnymi uogólnieniami. Podczas dyskusji Katharina stwierdziła, że Hindusi jako bardzo zróżnicowana, pluralistyczna społeczność religijna mogą odczuwać pewien lęk, słabość w stosunku do innych, bardziej „uporządkowanych” religii o wyraźniejszej strukturze i organizacji. Jeden ze słuchaczy zapytał, dlaczego sądzi, iż Hindusi boją się, że członkowie ich religii będą się konwertować na inne. A ona słowa „konwersja” nie użyła ani razu. Sudhir Kakar chyba wiedział, czym grozi wdawanie się w takie dyskusje i uciął króko: „O tym nie było mowy”. Gdy wychodziłam, widziałam owego słuchacza rozmawiającego z autorką. Zapewne przekonywał ją, że on wie lepiej, o czym mówiła :)

Ostatnio też bardziej niż zwykle zaczyna męczyć mnie pewna różnica kulturowa dotycząca komunikacji międzyludzkiej. Chyba każdy wie, że nie jest ona tutaj tak bezpośrednia, jak w większości zachodnich kultur. Krótko mówiąc, kręcenie i okłamywanie jest na porządku dziennym. Z czasem człowiek zaczyna rozróżniać, kiedy „tak” znaczy „tak”, a kiedy nie za bardzo. Jednak nadal mam to zachodnie odczucie (i nie mogę się go pozbyć), że osoba, która mnie okłamuje, mnie lekceważy i robi ze mnie idiotkę. Więc słyszę kłamstwo, wymówkę z ust znajomej. Obie wiemy, że to nieprawda, na głos nie może to być wypowiedziane. Według nich tak jest lepiej, ja bym wolała usłyszeć prawdę, bo to podkopuje moje zaufanie do tej osoby i buduje dystans. Nic na to nie poradzę. Tym bardziej, że kwestia nie była naprawdę istotna i negatywna odpowiedź wcale by mnie nie zmartwiła. Podczas pobytu w Niemczech musiałam się przełamać do całkiem odwrotnych zachowań. Tam bardziej się ceni otwarte postawienie sprawy, nawet jeśli jest niewygodna, a jednocześnie, mam wrażenie, przyznaje się większe prawo do własnej opinii i do jej obrony. Nie jest może łatwo na początku, trzeba zebrać się czasami na odwagę, ale myślę, że na dłuższą metę wygodniejsze. Przynajmniej człowiek wie, na czym stoi. Tutaj przede wszystkim nie można „ranić uczuć” i jeśli trzeba użyć kłamstwa lub wykrętu to się to robi. I już. Muszę się nauczyć nie przywiązywać do tego wagi.

Kakar 4

Kakar 2

Kakar 1

Komentarze
2013/03/19 09:49:42
Czytam Twój wpis o problemach kulturowych i czuję się tak, jakbym czytała o Filipinach. Bo tu też każda najmniejsza krytyka, nawet w zamierzeniu nie będąca krytyką, traktowana jest niezwykle ambicjonalnie, a kwestie unikania i omijania wszelkich drażliwych tematów i lub wspomnianych również przez Ciebie wykrętów, są na porządku dziennym.
Przyznaję, że z czasem się do tego przyzwyczaiłam, a nawet nauczyłam (i cały czas uczę) wykorzystywać to na swoją korzyść;) Choć nie powiem, wcale to niełatwe, więc doskonale Cię rozumiem:)
2013/03/19 10:13:42
Ania, to chyba azjatycki fenomen. Ja raczej też nie walę „prawdą w oczy” podczas okazjonalnego small talku, to nie miejsce na rzeczowe dyskusje, ale w stosunku do znajomych mam ochotę zapytać: „I ty, Brutusie?” :) Paradoksalnie to, co ma moje uczucia chronić przed brutalnym „Nie”, bardziej mnie dotyka.
Co do krytyki Indii, to sami ją uskuteczniają najczęściej, często mnie podpuszczają, zadając retoryczne pytania, np. „Ale brudne te Indie, prawda?” I co mam powiedzieć? „Nie, ależ skąd”? Coś tam mamroczę pod nosem.
Wiem, że jest trudno przyjmowac krytykę pod adresem własnego kraju, znam to z własnego doświadczenia. Czego to ja się nie nasłuchałam o Polsce od obcokrajowców… Nauczyłam się rozróżniać rzeczową, uargumentowaną krytykę od takiej, która zdradza wyłącznie ignorancję i zaściankowość rozmówcy. I jeszcze, żeby nie reagować na nią emocjonalnie. Kiedyś myślałam, że tylko Polacy mają kompleksy niższości pomieszane z manią wyższości, ale okazuje się, że nie, nie tylko.
2013/03/19 11:53:37
a ja nie do końca zrozumiałam, czy wahasz się co dalej z blogiem? Szkoda by dla mnie było, bo go bardzo lubię, poznałam zupełnie inne oblicze Indii niż przedstawiają to już wcale nie foldery czy pocztówki ale nawet większość moich znajomych, którzy tam byli…pozdrawiam z niestety, wciąż zaśnieżonej W-wy…
2013/03/19 13:56:38
:) jakbym czytała o Marokańczykach i Algierczykach. kantowanie doprowadzało mnie do białej gorączki, bo jestem zwolennikiem prawdy, nawet wtedy, kiedy jest ona niewygodna. krytykowanie- dokładnie to samo. nie daj Bóg. po pierwsze nie mamy prawa, bo tutaj nie mieszkamy, po drugie- nie znamy się na Maroku i Algierii.
dochodzi jeszcze sprawa traktowania białych niczym chodzące bankomaty. i kręcenie, kręcenie, wybielanie i kręcenie. po miesiącu zebrało mnie na wymioty. wcale Tobie się nie dziwię.
2013/03/19 16:08:19
Chyba nie wniose za wiele nowego jezeli dodam, ze Chinczycy podobnie „kreca” i za wszelka cene (nawet smiesznosci) chca zachowac twarz…. ciekawy fenomen. Zdecydowanie bardziej podoba mi sie niemieckie podejscie i „kawa na lawe”. Twoj wpis sklonil mnie do zastanowienia sie jak jest w Stanach i przyznam szczerze, ze mam problem jednoznacznie to okreslic. Niby ceni sie bezposredniosc, chociaz na porzadku dziennym jest „obtancowywanie” problemu, a tzw. ‚zle wiadomosci’ nalezy przekazywac na sandwicza tzn. dobra-zla-dobra.
A propos bloga i hostingu to widze, ze „mruga” ci banner blue host’a….mialam kiedys sprawe z nimi i przyznam, ze nie byli zbyt chetni do wspolpracy i kompromisu…wiec moze wez to pod uwage… Tez blox mnie wkurza i juz robilam kilka przymiarek przeprowadzki, ale na razie brak czasu zeby sie tym glebiej zajac… pozdrawiam.
2013/03/19 18:06:59
Chiaro, nie zamykam, ale chciałabym znaleźć jakieś wygodne miejsce, żeby sama obsługa i wrzucanie postów nie było zbyt czasochłonne. Ale też, żebym miała możliwość zmian w wyglądzie, jeśli zajdzie taka potrzeba. Wszyscy ostatnio twierdzą, że „prawdziwy blog” tylko na wordpressie, ale darmowe szablony mają tam bardzo ograniczone możliwości zmian. Za zmianę czcionki czy kolorów trzeba płacić! To samo za dostęp do CSS.
Dzięki za ciepłe słowa! :)
2013/03/19 18:26:18
Invitado, a to mnie zaskoczyłaś! Nie dlatego, że tak jest, jak piszesz, ale myslałam, że Ci się to właśnie w Maroku podoba :) Albo przynajmniej nie przeszkadza.
2013/03/19 18:41:05
Asiaya, moge sie pod Twoim postem podpisac rekami i nogami. Dokladnie mam takie same odczucia i juz mnie bardzo meczy „klocenie” sie, bo dyskusja tego nazwac nie mozna, z Indusami na temat ich kraju. I najbardziej wlasnie po tych klotniach/dyskusjach z tak zwana Induska Inteligencja wpadam w depresje i glebokie przekonanie, ze w ich kraju nic sie nie zmieni. Bo pierwszy krok do zmiany/poprawy to przyznanie, ze problem istnieje.Co do bloga, to czy patrzylas na blogspota? Blogspot nalezy do grupy google, ma duzo szablonow do wyboru, wszystko za darmo, zdjec limitu w praktyce nie ma, bo ida z konta picasy, ktore sie powieksza razem z iloscia dodawanych zdjec :). Zgadzam sie, ze do profesjonalnych stron wordpress jest lepszy, ale blogspot nie jest najgorszy. Poki co mi dobrze sluzyl i dobrze zniosl kilkokrotna zmiane szablonu.
2013/03/19 19:01:59
Falszywosc i zmyslanie (a raczej wybielanie) jest tez w duzej mierze obecne w Argentynie, chociaz zdaje sie daleko mu do hinduskiego.
Tez chodzi o zachowanie twarzy.Co do USA.
„Twoj wpis sklonil mnie do zastanowienia sie jak jest w Stanach i przyznam szczerze, ze mam problem jednoznacznie to okreslic. Niby ceni sie bezposredniosc, chociaz na porzadku dziennym jest „obtancowywanie” problemu, a tzw. ‚zle wiadomosci’ nalezy przekazywac na sandwicza tzn. dobra-zla-dobra. „— ceni sie bezposredniosc owszem, ale ona musi byc przekazana w okreslony sposob. Ja bym ten sposob okreslila jako neutralny (bez emocjonalnych zabarwien, przytykow czy czegos takiego) i zostawiajacy drugiej stronie pole manewru.
Tak jest przynajmniej na gruncie zawodowym i wsrod dalszych znajomych, bo wsrod blizszych to w zasadzie wszstko uchodzi.

Powiem szczerze, ze wole cos takiego. Np. wole jak do mnie szef w pracy powie „wiesz, ze to byl twoj blad..? [tak, wiem ze byl i wiecej go nie powtorze, zdaje sobie sprawe z konsekwencji i co zawalilam]. Niz gdyby mial powiedziec „czy ty naprawde taka durna jestes ze nie potrafisz nic zrobic dobrze”?

2013/03/19 20:10:55
to jest osoba na tym świecie, która lubi fałsz i kłamstwa?:) można się trochę przyzwyczaić i „ogłuchnąć” na to, ale raczej nie polubić:) przestałam słuchać i było mi o niebo lepiej.
2013/03/19 20:19:58
Edi, Nina, oczywiście, że odpowiednia forma podania rzeczonej prawdy jest bardzo ważna, ale nie zmienia to faktu, że to jednak prawda. Nie mogę się za bardzo wypowiadać, ale obstawiam, że jednak mówienie prawdy jest wartością, do jakiej się zachęca, w jakiej się wychowuje dzieci w USA. W indyjskich kulturach raczej nie istnieje bezwzględny nakaz mówienia prawdy, sposób postępowania często jest uzależniony od kontekstu, więc i różnego typu wykręty nie spotykają się z potępieniem.
Ja też oczywiście wolę, żeby mi sygnalizowano zawczasu, jeśli jest coś nie halo. Ach, bo jeszcze niektórzy, nawet na Zachodzie, czasami nie umieją powiedzieć, że coś im nie odpowiada, nie sygnalizują tego i się męczą, aż w końcu im się uzbiera i wtedy jest tsunami pretensji o wszystko, istotne czy nie istotne sprawy.
Nina, przekazywać negatywną ocenę jest na pewo trudno, ale chyba jeszcze gorzej samej się przyznać do błędu. Prawdę powiedziawszy tutaj trochę zrewidowałam swoją postawę, tzn. jestem gotowa, ale tylko wobec osób, o których wiem, że to docenią, a nie wykorzystają i które są zorientowane na zadanie a nie na personalne wojenki. Inaczej się po prostu podkładasz :)
2013/03/19 20:31:17
Edi, dzięki za radę :). Ta reklama jest umieszczona na liczniku, nie na blogu bezpośrednio. Osobiście wolałabym mieć darmowy blog na jakiejś dobrej platformie niż samej się grzebać w technicznych sprawach. Trochę mnie przeraża eksportowanie całej treści i zdjęć, na których zresztą mam bloxowy adres :)
Co do Chińczyków – wyobrażam sobie. Udało się Wam w Chinach nawiązać jakieś głębsze, trwalsze relacje?
2013/03/19 20:42:34
Monsun, no właśnie trudno z Indusami rozmawiać na wiele tematów, bo albo trzeba słodzić, żeby atmosfery nie popsuć, a jak coś konkretnego powiesz, to jest to odbierane jako atak. I można usłyszeć nieśmiertelne: „U Was nie jest lepiej”. Ale skąd ta pewność, że ja uważam, że „u nas” jest lepiej, skoro nawet o tym nie wspomniałam? Mówiąc, że czegoś nie lubię w Indiach, nie twierdzę automatycznie, że to lubię w moim kraju. Może akurat gdzieś indziej widziałam lepsze rozwiązania?
Blogspota właśnie sprawdzam. I tak naprawdę, mam wrażenie, wybór ogranicza się do Blogspota, WordPressa i własnego hostingu. Trudny wybór, a nie chciałabym za moment przenosić się znowu :)
2013/03/19 23:49:20
Ha. Zaskoczyłaś mnie. W moim odczuciu Indyjska kultura jest dosyć bezpośrednia w porównaniu na przykład z taką Tajlandią. W Tajlandii wszyscy się uśmiechają niezależnie od tego czy faktycznie jest ku temu powód czy właśnie łamiesz jakieś lokalne tabu i ten uśmiech znaczy coś zupełnie innego niż można by się było spodziewać. W Indiach nigdy nie czułem się że dryfuje woku gór lodowych lokalnej kultury w Tajlandii zdecydowanie tak. I jest to powód dla którego nie mieszkam w Tajlandii. Powodem dla którego nie mieszkam w Indiach jest konieczność targowania się na każdym kroku, może to głupie ale nie jestem w stanie zdzierżyć tego dłużej niż parę miesięcy.
BTW Odkryłem że można sprowadzić indyjskie wydanie „The Indians” z wysyłką z Londynu w sumie niecałe 10$ z dostawą (jeszcze nie doszło także zobaczymy).
2013/03/20 05:43:45
Lazy_sod, o Tajach się absolutnie nie mogę wypowiadać, ale z moich obserwacji wynika, że obcokrajowcy są nieźle manipulowani w Indiach. Tak dobrze, że nawet czasami się nie orientują. Gdzieś na forum dziewczyna z zachwytem pisała, że po przyjeździe do miasta XYZ okazało się, że z powodu konferencji nie było wolnego miejscaw żadnym hotelu i pracownik zaproponował jej zamieszkanie u siebie. Wróciła do domu i nie zorientowała się nawet, że stała się ofiarą jednej z najpopularniejszych ściem. Internet jest pełen opowieści o nich.
Widocznie w Londynie mają indyjskie wydanie. Ceny książek są tu naprawdę boskie!! Dla mnie to zaleta nr 1 Indii. Indyjskie wydanie kosztuje tutaj ok. 250 Rs, a za hiszpańskie na spotkaniu zapłaciłam 1000 Rs. W Hiszpanii kosztuje 15 EUR. Miłej lektury, daj znać, jakie wrażenia!
2013/03/20 10:06:56
Bardzo dobrze wyczuwam twoje wahania odnośnie platformy blogowej. Wszyscy chwalą WordPress, któremu i ja uległam, ale okazuje się w wersji gratis bardzo ograniczony. Wszystkie tabelki i układy strony, nawet tabulacje itp znikają po wrzuceniu na stronę, ręczne poprawianie nic nie daje. czcionka jest jedna i już, tyle na plus, ze ma większą pojemność do 1GB, ale brak formatowania tekstu to największa wada darmowych szablonów.Przyznam, ze sama jakoś nie zauważyłam bezpośredniości u Niemców na każdym gruncie. Dla nich wszystko jest „süß ( słodki) a zwłaszcza wtedy gdy słodki na pewno nie jest. Z komentarza Niny widzę, ze w Argentynie jest podobnie jak w Hiszpanii- perder la cara, to najgorsze towarzysko co może się przytrafić.
2013/03/20 12:49:58
@asiaya
takie ściemy to normalka po jakimś czasie wyczuwa je się na kilometr. pamiętam jak pierwszy raz pojechałem do Indii (sam) wyposażony w przewodnik Lonely Planet jako jedyne źródło wiedzy to też parę interesujących przygód przeżyłem. ja bardziej mam na myśli subtelności lokalnej kultury mocno utrudniające porozumienie np ktoś się do ciebie uśmiecha i czy to znaczy że jest ok czy wręcz przeciwnie. albo pani w banku mówi ci że musisz poczekać czy to znaczy że musisz poczekać czy nie ma możliwości załatwienia sprawy z którą przyszedłeś.
2013/03/20 18:03:45
Neha, nad Wordperessem spędziłam sporo czasu, zrobiłam ustawienia, zaimportowałam parę wpisów, nawet podesłałam linki do znajomych z prośbą o rzucenie okiem, ale podejrzewam że za moment zaczną mnie te ograniczenia denerwować. Więc jestem w punkcie wyjścia.
Co do „perder la cara”: jeśli bym sobie zrobiła skalę porównawczą i umieściła na niej znane mi z autopsji kultury, to Indusi byliy na jednym końcu, a Niemcy na drugim. Hiszpanie, Polacy gdzieś pośrodku. Natomiast dla lazy_sod Tajowie uplasowaliby się bardziej ekstremalnie od Indusów, a jeden Niemiec kiedyś mnie zapewniał, że Duńczycy są „bardziej” niż oni. Nie wiem, w jakich sytuacjach miałaś do czynienia z Niemcami, ale „süß” to jest coś tak sformalizowanego jak „dzień dobry”. Chyba w odpowiedzi na dzień dobry nie mówisz „jaki on dobry?” A propos, to słyszałam, że Indusi mają za granica problem z tym: wydaje im się, że te uprzejmości są fałszywe, bo przecież ktoś, kto Cię pyta „How are you” wcale nie chce usłyszeć, jak się masz, tylko zagaić rozmowę, czasami na zupełnie inny temat, ewentualnie usłyszeć „Fine, thank you”.
2013/03/20 18:21:02
Tak, Amerykanie sa wychowywani w atmosferze, gdzie uczciwosc jest premiowana a klamstwo pietnowane. Bylo nie bylo ich kultura fundowala sie na korzeniach purytanskich :), z czego notabene zrodzila sie potem potworna hipokryzja, no ale to juz inny temat.Tak, przyznac sie do bledu trudno jest – zwlaszcza, jesli towarzystwo dookola az sie slini, zeby potem fakt ow wypominac i zameczac jeszcze przez 3 lata z rzedu :)
2013/03/20 19:22:11
Lazy_sod, rozumiem, chodzi Ci o przypuszczenia/założenia. To chyba wyższa szkoła jazdy. Podejrzewam, że takie niuanse najlepiej się poznaje w małżeństwach mieszanych, ale moja chęć poznawania kultury indyjskiej nie sięga tak daleko ;) Na codzień bardzo możliwe, że nie zauważam pewnych oczekiwań względem mnie i strzelam gafy nawet nie wiedząc :)
2013/03/20 19:27:19
Nina, myślę, że wszystkie kultury restrykcyjne produkują duuużo hipokryzji. O tym też mowa w tej książce – pod wływem Zachodu Indie jako państwo potępiło kasty, ale w gruncie rzeczy one nadal istnieją w świadomości, a nawet podświadomości Indusów.
2013/03/20 20:31:12
mi również jak na razie nie udało się odkryć bezpośredniości Niemców. Powiem wręcz – że oni uwielbiaja zabawę w kotka i myszke. Takie stopniowe sączenie z „przemiłym” i „bardzo troskliwym” usmiechem, brrrr. Najbardziej mi odpowiada słowianskie – prosto z mostu z „poklepaniem po plecach” – typu nie martw sie, jakoś to bedzie. Ale odmienne wrażenia pewnie wynikają z różnych punktów wyjściowych Pozdrawiam serdecznie!
2013/03/21 06:12:15
Lilka, na pewno zależy, jaką masz skalę. Może też powinnam była opisać konkretnie tą sytuację, którą miałam na myśli wyciągając takie wnioski. Wydaje mi się, że Niemcy w takiej sytuacji, jakkolwiek „przemiło” i z tym uśmiechem, o którym piszesz, ale powiedzą Ci, co myślą. Natomiast Indusi, mam wrażenie, nie.
Np. w sytuacji, kiedy się z kimś umawiasz na wyjście, nie jakoś konkretnie, ale na zasadzie „zdzwonimy się jeszcze”. I załóżmy, że tej osobie się odwidzi, nie chce jej się. Co by Twoim zdaniem powiedziała Twoja niemiecka koleżanka? Zakładam, że coś takiego: „sorry, ale tak mi się nie chce ruszyć tyłka z chaty, może kiedy indziej” Ona wie, że ma prawo do tego, żeby jej się nie chciało i ja powinnam to zrozumieć. Co robi w takiej sytuacji moja indyjska koleżanka? „Słuchaj nie mogę niestety jechać, bo mi się samochód popsuł” i ja wtedy idiotka myślę, że ona chce jechać, a nie może. Więc proponuję, że po nią pojadę. Na to ona „Ale wiesz, boli mnie noga” No to nawet ja już zajarzyłam o co chodzi, ale się zastanawiam, po co te cyrki? Nie może powiedzieć, że jej się nie chce? Przecież to żadna tragedia dla mnie :)
2013/03/21 07:04:55
Moze w jej pojęciu brzmi lepiej ” zepsuł się samochód” ( na niekoniecznie świadome podkreślenie statusu). Oczywiście, ze mogla użyć jakiegokolwiek innego argumentu zamiast powiedzieć wprost, ze” jej się nie chce” tego dnia, ale pewnie uznała, ze to nie wypada przyznać się do lenistwa. Dziwne, bo oni tutaj maja opracowane „wykręty” nie dające alternatywy. Wystarczy, ze powie, ze musi pomoc mamie, bo mama zaangażowała się w przygotowywanie wesela kogoś tam- co może być prawda a nie musi, ale brzmi dużo lepiej i nie zamyka drzwi na przyszłość. Sytuacje towarzyskie są do przełknięcia, ale pomyśl, ze pracując tutaj, ktoś ciągle odpowiada ci – „tak, tak”, a ” tak” wcale nie znaczy „tak”. I dopóki mówi to szeregowy pracownik, to łatwiej to zrozumieć, niż gdy w Rumunii, dyrektor produkcji potwierdza mi plan produkcji, ja wysyłam natychmiast maila do firmy, po pol godzinie dostaje telefon, ze ona sama dzwoniła 5 minut wcześniej i wszystko odwołała i ze nawet ja się zgodziłam na zmiany. To co mi się podoba na gruncie zawodowym w Niemczech, to to, ze tak oznacza tak – chociaż raz, by wyjść z twarzą za opóźnioną wysyłkę wykręciliśmy się „spalonym” transportem.
Moje doświadczenia indyjskie to mały pikuś w porównaniu z rumuńskimi.
2013/03/21 08:05:35
Neha, pomoc mamie jest częstym argumentem, tudzież pogrzeby, tudzież rozwolnienie. I właśnie się zastanawiam, dlaczego nie można przyznać się do słabości wobec dobrej (wydawało mi się) znajomej.
Masz rację, na gruncie towarzyskim to nie rodzi poważniejszych konsekwencji.
Inną kwestia na zawodowym gruncie: mam wrażenie, że w mniemaniu Indusów rzeczy niekoniecznie muszą wyjść/być dobrze zrobione za pierwszym razem, poprawki są czymś normalnym, a nie wyjątkiem. Nikomu nie jest głupio, że coś zrobił źle i Ty zgłaszasz zastrzeżenia.
Po drugie: Jeśli złożyłaś zamówienie i Ci zależy, to powinnaś trochę pozawracać gitarę. Jeśli tego nie robisz, to znaczy, że Ci nie zależy. A jak Ci nie zależy, to znaczy, że można sobie olać. Np. u mojej koleżanki w Londynie Indusi złożyli zamówienie X na dzień Y. Tydzień przed terminem zaczęli wydzwaniać, czy jest zrobione. Koleżanka do nich, że umawiali się przecież na Y, więc o co chodzi? Chodzi o to, że wydzwaniając tydzień przed chcą mieć to zrobione na Y i raczej nie wierzą, że bez przypominania to będą mieli w terminie.
Napisz kiedyś o rumuńskich doświadczeniach :)
2013/03/21 16:37:57
To nie jest takie proste jak się wydaje i użycie argumentu, ze mi nie zależy jest niestety błędne. Nie można współpracować z ludźmi w obcym kraju metoda „nóż na stole”, czyli ja chce i ty masz mi zrobić to co ja chce, osobiście nie pozwoliłabym sobie być takim przedstawicielem mojej firmy. Mogę za to w każdej chwili zerwać kontrakt, jeśli jakiś poważny warunek zostaje naruszony, na przykład, gdyby zatrudniono dzieci.
W Indiach, jeśli coś pójdzie nie tak, nadrabiają nocami, co jest nie do pomyślenia w Europie i północnej Afryce. Mam nieraz wrażenie, ze moich rumuńskich doświadczeń nikt tak naprawdę nie chciałby przeżyć. Jesli mowie o różnej perspektywie i odbiorze Hindusów, to zapewne wynika to z moich doświadczeń, po krajach arabskich, Rumunii, Indie jawią się przyjaźniejsze we współpracy. A problemy, a gdzie ich nie ma?
2013/03/21 17:42:37
Neha, chyba mnie źle zrozumiałaś. Chodziło mi o to, że Indusi jeszcze przed upłynięciem terminu realizacji zamówienia przypominają o nim, jakby nie wierzyli, że zamówienie bez przypominania może zostać wykonane na czas.
„Nóż na stole” to wszędzie ostateczność, nie tylko w obcym kraju. To chyba jasne.
Tym bardziej bym chętnie poczytała o Twoich doświadczeniach.
Gość: A-gata, static-209-106-224-77.ipcom.comunitel.net
2013/03/23 10:59:45
Moj M. mimo tego, ze nie mieszka juz w Indiach, nie zmienia sie, wciaz nie odwazy sie powiedziec prawdy kiedy rozmawia z rodzina i maja do omowienia jakis temat, a kiedy pytam, dlaczego nie powiedzial im tego co naprawde mysli?… „bo nie chce ich urazic”(!?). Na poczatku zawsze komentowalam, ale teraz to juz tylko przewracam oczami :) A jak jestem w Indiach i ktos zadaje mi pytanie, czy podobaja mi sie Indie? Odpowiadam, ze po pierwsze, nie widzialam calych Indii a po drugie, to co widzialam, wcale mi sie nie podoba, bo trudno zobaczycz cos ladnego miedzy smieciami, ktore wyrzucaja gdzie sie tylko da. :P Na taka odpowiedz nie sa przygotowani, wiec albo milkna albo dorzucaja,ze taka hinduska mentalnosc :/ Masz racje, ze trudno sie do tych roznic przyzwyczaic. Jedynie co, to faktycznie, nie przywiazywac wagi do ich klamstw, podchodzic do nich z dystansem, ale nie pozbywac sie wlasnych odczuc i po prostu mowic prawde. Przeciez nie pobija cie, a moze nawet spojrza na to co mowia z innej perpektywy i, kto wie, zmienia swoja przyzwyczajenia. A ty przyjamniej, bedziesz w zgodzie sama z soba i poczujesz sie lepiej :)
2013/03/23 14:11:28
Agata, no to sobie nieźle nagrabiłaś :)) Prawdę powiedziawszy jeśli ktoś nieznajomy lub nowo poznany mnie pyta, czy mi się podobają Indie, to sataram się znaleźć coś, co mi się podoba i o tym mówię. Nie będę kłamać, że mi się podoba, co mi się nie podoba. Jednak żeby ktoś zozumiał, że ja nie atakuję, a rzeczowo krytykuję, potrzebna dłuższa rozmowa, a często nie ma ku temu okazji. Natomiast osobom, które bliżej znam czy rozmawiamy częściej, mówię szczerze, co mi się nie podoba i bardzo często podzielają moje poglądy. W tej książce autorzy piszą, że tak właśnie jak Twój M. młodzi Indusi rozwiązują problem rozdźwięku między nowoczesnym życiem, a obowiązkiem dochowania tradycji. Polecam Ci tą książkę, na pewno Ci wyjaśni parę kwestii!
2013/03/26 14:51:45
@ lazy_sod
W odpowiedzi na:
„ja bardziej mam na myśli subtelności lokalnej kultury mocno utrudniające porozumienie np ktoś się do ciebie uśmiecha i czy to znaczy że jest ok czy wręcz przeciwnie. albo pani w banku mówi ci że musisz poczekać czy to znaczy że musisz poczekać czy nie ma możliwości załatwienia sprawy z którą przyszedłeś.”W Indiach w banku pan/pani na pewno ci powie zebys poczekal(a) i bedzie mial(a) nadzieje, ze cie to dluuuugie czekanie znudzi i sobie pojdziesz. Natomiast wcale nie musi byc to zrobione z usmiechem, bo nie ma w Indiach takiego kanonu postepowania, ze nalezy sie usmiechac do klienta/kogokolwiek.A co do tego czy sprawe sie da zalatwic? Oczywiscie, tak jak wszedzie na swiecie jest to kwestia czasu (dluzszy w Indiach niz w wiekszoci innych krajow) i pieniedzy (mniejsze niz w innych krajach). Dodatkowo w Indiach dziala tez *image* czyli wygladanie na bogato i z powiazaniami, arogancki styl bycia i uzywanie grozb.

2013/03/26 14:57:57
Natomiast co do Niemcow, to z perspektywy osoby, ktora mieszkala i pracowala w Niemczech przez ponad lat, i do dzis w gronie swoich najblizszych przyjaciol ma kilkoro Niemcow, moge z cala stanowczoscia stwierdzic, ze Niemcy sa bezposredni w swojej komunikacji (nawet za bardzo) i nigdy zadnego slodzenia z ich strony nie zaobserwowalam. Co wiecej znajomi Niemcy wracajacy z innych krajow (np USA czy Australii) do Niemiec, sami mi opowiadali jak im ciezko jest po powrocie, bo nikt sie nie usmiecha, nie jest uprzejmy, i mowi to co mysli bez zwrocenia uwagi na odczucia innych osob.Co do Tajow, no coz, trzeba ich traktowac dokladnie tak samo jak oni nas: usmiech na twarz i zdecydowanie lecz uprzejmym glosem domagac sie swojego.
2013/03/26 19:26:18
Monsun, z tym bankiem to chyba jeszcze o inny typ sytuacji chodzi, chociaż oczywiście to wszystko, co napisałaś, to prawda. My na początku mieliśmy problem ze znalezieniem taksówkarza. Co sie dogadaliśmy, to po paru kursach się zmywał. Wydaje mi się, że stawka była za niska, a oni nie mieli odwagi negocjować.
Co do Niemców – dokładnie tak, aczkolwiek braku formalnej uprzejmości nie mogę im zarzucić.
2013/03/26 21:20:01
Asiaya, pewnie tak: jak mial do wybory miedzy klientem, ktory umie sie dobrze targowac, albo takim co mu zaplaci wiecej, wybieral tego drugiego.My problem z taksowkarzami rozwiazalismy nastepujaco: Negocjujemy jak najnizsza stawke oficjalna mowiac, ze bedziemy stalymi klientami. Nastepnie pod koniec dnia/kursu placimy ta stawke umowiona, plus baaardzo wysoki napiwek (jak na miejscowe oczekiwania) plus oczywiscie standardowe koszty posilkow. Dzieki temu wiecej zarabia kierowca, a nie firma do ktorej nalezy taksowka, i kierowcy sami bardzo chetnie do nas wracaja.
2013/03/27 06:01:42
Monsun, to dobry sposób targowania, my tez tak często robimy, gdy podróżujemy. Na codzień nie chcę się targować, Po 2-3 takich historiach znaleźliśmy taksówkarza, który pracuje dla nas do dzisiaj (ponad 2 lata). Ponieważ korzystamy z taksówek codziennie, ważne jest, żeby stawka była satysfakcjonująca dla niego i dla nas, bo to bardzo duża część naszego budżetu. Oczywiście za zaufanie i niezawodność (naszego taksówkarza nazywamy Szwajcarem, tak jest punktualny) płaci się więcej niż standardowo. Do tego trzeba zrobić prezent od czasu do czasu. Dla mnie to ważne również ze względów bezpieczeństwa – jeżdżę czasami nocą sama i nie zdecydowałabym się wsiąść do taksówki z ulicy.
A co do tamtych – jeden z nich musiał dojeżdżać z odległego miejsca w Delhi – dalej niż wynosiła trasa kursu, więc ja sama się stukałam w głowę, jak mu się to opłaca. Chodzi mi tylko o to, że nam nie powiedział, że sorry, nie opłaca mu się. Pewnego dnia po prostu nie przyjechał. I tak robi wiele służących. Pewnego dnia nie przychodzi i nie wiadomo, o co chodzi. Czasami pojawi się po kilku tygodniach czy miesiącach, czasami nie.

You may also like