Alternatywy 4, ale co to za alternatywa?

To już 211-ty dzień, odkąd opuściliśmy dom. Ten w Pradze. Wszyscy, którzy pytają mnie: „Od kiedy?”, dostają odpowiedź w dniach :). Nie, nie skreślam kresek na ścianie. Robi to za mnie mój aparat foto. Wychodząc z domu, nastawiłam tryb „podróży”, żeby po paru tygodniach odkryć, że on wciąż odlicza dni. I dobrze, niech tak zostanie. Bo ja jeszcze nie jestem w domu. Jak się tak poczuję, wyłączę opcję.

Póki co, właściciel mieszkania tego nie ułatwia. Któregoś wieczoru, zupełnie przez przypadek, odkryliśmy, że jesteśmy ZAMYKANI NA NOC!!!! Do tej pory nie mogę wyjść ze zdumienia nad głupotą, brakiem wyobraźni i egocentryzmem tego, kto to zrobił. Bo oczywiście NIE WIADOMO, kto to zrobił, a jest nas raptem 4 rodziny! Żeby znaleźć klucze, musiałam obudzić WSZYSTKICH! Była co prawda dopiero 23.20, ale w Indiach zmrok zapada dosyć wcześnie, a większość rodzin na naszym osiedlu żyje w trybie kapciowo-telewizyjnym, nie oszukujmy się. Dla nich 23.00 to głęboka noc i proszę bardzo, wolnoć Tomku w swoim domku, ale od mojego życia wara!

Z zaciśniętymi zębami tolerowałam fakt, że od 3 miesięcy nie działa światło na klatce. W zasadzie tylko na naszym piętrze. Żeby jakiś generalny włącznik na dole czy coś? Nieee, skąd, po co? Każdy ma swoją żarówkę i o tą żarówkę się martwi. O naszą chyba nie martwi się nikt. Bo chyba nie mogę zaliczyć do tego trzykrotnej wizyty elektryka, żeby OBEJRZEĆ. Niestety, jego wzrok ani nie leczy, ani nie naprawia. Na naszą uprzejmie zwróconą uwagę, że czasami, wracając po zmroku, musimy iść po omacku i 5 minut celować kluczem, usłyszeliśmy od właściciela wyrzut: „Czasami??? Bardzo często wracacie po zmroku!!”. „Nie tak często, jak byśmy sobie tego życzyli, niestety” – wycedziłam przez zęby. Jak wytłumaczyć facetowi ok. pięćdziesiątki, który wraca z pracy ok.16.30 każdego dnia (chyba trzeba bardzo nie lubić swojej pracy, żeby wychodzić z niej o 15.30), przebiera się w swoje brudne, poplamione spodnie dresowe koloru khaki, plastikowe klapki i spędza resztę dnia w towarzystwie swojej upierdliwej mamusi, że my mieszkaliśmy w Pradze, gdzie chyba nikt z moich znajomych nie chodził prosto z pracy do domu (a wychodził z niej o 17.00 najwcześniej). Przynajmniej nie codziennie. Przecież było tyle możliwości – sporty, kino, koncerty, kursy językowe, kawiarnie, mnóstwo knajp. I nie przypomina kwatery diabła, pomimo, że – o zgrozo! – ludzie wracają po zmroku do domu!!!

Miarka się jednak przebrała, kiedy koleżanka, po mile spędzonym u nas wieczorze, wychodząc do czekającej już na nią taksówki, odkryła, że na bramie wisi kłódka! Zamknięta kłódka. A my nie mamy kluczy do niej. Co więcej, nic nie wiemy, ani na temat kłódki, ani kluczy, ani kto, co, jak, kiedy i dlaczego. Nic!

Najpierw zadzwoniłam do WNM (właściciela naszego mieszkania), który mieszka piętro niżej, czyli, jak by nie było, jest właścicielem dwóch z czterech mieszkań w domu. On klucza nie ma! Dzwońcie na parterze.

Proszę bardzo, z wielką przyjemnością! Jest okazja, żeby nadrobić sąsiedzkie zaległości. Zaspany sąsiad z parteru oświadczył, że owszem, ma klucz, ale tylko jeden! Ten z trzeciego za to ma 3! Ooo tak, BZT (Buc z Trzeciego) to najlepsza osoba na powierzenie dobra społecznego. Na swoja ksywę zasłużył sobie z nawiązką, ignorując wszelkie zasady kompomisowego współżycia sąsiedzkiego. Naraził się nie tylko mieszkańcom naszego domu (np. puszczając wstrętne techno na cały regulator o dowolnej porze dnia czy nocy), ale już większości sąsiadom z ulicy, parkując swojego wychuchanego merca w dowolnie wybranym miejscu, niekoniecznie martwiąc się o przejezdność ulicy. Jak się ma tyle samochodów (3), to przecież trudno się troszczyć o samochody pozostałej reszty ludzkości. Zresztą Buca trzeba zobaczyć, jak dumnie kroczy z wypięta piersią, trzeba zobaczyć, jak traktuje swojego służącego, żeby docenić w pełni perfekcjonizm jego bucowatości.

I oto ten Buc, proszę Państwa, dzierży klucze, jak by nie było, do również naszego domu, zamyka sobie, nikogo (nas) nie pytając i chyba uważa, że wszystko jest OK. Buc się osobiście na spontanicznym zebraniu klatkowym nie stawił, przysłał służącego z kluczem. Ominęła go zatem przemowa, którą wygłosiłam zebranym, a której nie powstydziłby się sam Stanisław Anioł. Motywem przewodnim, powtórzonym kilkakrotnie było stanowcze oświadczenie, że my tu nie jesteśmy więźniami, a ograniczanie wolności jest karalne. Dorzuciłam parę przykładów hipotetycznych (niebezpiecznych) sytuacji, w których ich brak wyobraźni mógłby mieć opłakane skutki (pożar, wypadek etc.). Na koniec, żeby nie pozostawić żadnych wątpliwości, dodałam, że są nieodpowiedzialni i myślą tylko o sobie.

Po czym poszłam otworzyć tę cholerną bramę, po której jednej stronie czekała koleżanka (niebardzo zdziwiona tą sytuacja, jest też zaprawiona w mieszkaniowych bojach), a po drugiej stronie kierowca taksówki.

Komentarze
2011/03/25 08:34:44
Hehe, u nas też oczywiście jest brama, jest też taka metalowa krata przy wejściu do budynku, na której wisi kłódka, ale na szczęście są one tylko dla picu i wieczorem dozorca jedynie je przymyka, tak że z daleka wygląda na niedostępne :)
I, ciekawa sprawa, u nas też na klatce schodowej jest ogólnie dostępna elektryczność, jedynie z wyjątkiem naszego piętra… Ale przywiozłam przewidująco brelok na klucze z mini-latareczką i sobie jakoś radzę :)
I Ty serio chcesz w tym Delhi zostać na dłużej? Mój aparat też odlicza dni (dawno nie sprawdzałam, ile jest na koncie), ale wolałabym, żeby pokazywał raczej, ile mi jeszcze zostało. Wtedy na pewno sprawdzałabym codziennie :D
2011/03/25 08:48:14
Też mam brelok-latarkę :)
Ja do tej kłódki nic nie mam, niech sobie wisi, tylko niech mi najpierw dadzą klucze, a potem zamykają. Nienawidzę takiego myślenia sięgającego do czubka własnego nosa.
No i tak na jedno przymknę oko, drugie przemilczę, ale jak sie czara przeleje, to lecę z automatu.
W Delhi zostanę, czemu nie, zresztą nie mam na razie wyboru. Tylko się przeprowadzimy do innego mieszkania. Już od dawna się nad tym zastanawialiśmy, ale teraz to jest bardziej kwestia „Kiedy?” niż „Czy?”. No i coś nowego trzeba znaleźć.
Czytałam też o Twoich i Twoich znajomych przebojach mieszkaniowo-sąsiedzkich, niezłe :) Czasami tylko nie „wchodzi” mi komentarz u Ciebie, muszę naciskać ze 4 razy, zanim zaskoczy :)
2011/03/25 12:13:28
widze, ze Cie wyprowadzili z rownowagi :( buuu
2011/03/25 14:30:46
Niezle masz przeboje!! Pierwsze o czym pomyslalam zaczynajac czytac ten wpis bylo wlasnie „a co jesli wybuchlby pozar?”!!! Tez by mnie krew zalewala na takie zwyczaje! Co za brak wyobrazni! No i jak ktos moze w ogole decydowac o tym, o ktorej reszta lokatorow powinna byc w domu?? Mam jednak nadzieje, ze do samych Indii sie nie zniechecisz za szybko:) Zmiana mieszkania wydaje sie byc koniecznoscia! Powodzenia w szukaniu nowego lokum z normalnymi sasiadami:)

A swoja droga to jak czytam czy slysze opowiesci europejczykow mieszkajacych w miastach indyjskich wydaje mi sie, ze latwiej zyc na wsi tam, albo w mniejszym miescie. Ja spedzilam najwiecej czasu w miejscowosci wcale tez nie takiej malej (mysle, ze tak ok 120tys, moze wiecej) i bardzo dobrze to wspominam, sprawilo to miasto na mnie najlepsze wrazenie sposrod tych, ktore mialam okazje odwiedzic:) No ale mialam ochronny kokon rodzinki nad soba i z wieloma problemami, ktorym Ty musisz stawiac czolo na co dzien, ja w ogole nie mialam do czynienia.

pozdrawiam!

Gość: lexa, w3cache.axelspringer.pl
2011/03/25 16:47:15
włos się jeży na głowie. Ale w Polsce też króluje bezmyślność i głupota – nie wiem czy może to być pocieszenie, czy nie – ale takie zjawiska spotyka się pod każda szerokością geograficzną. :)
2011/03/25 17:11:05
@Agradabla: Wyprowadzili, powiedziałam, co myślę i ok. Nazbierało się. Ja nie pisze na blogu nawet o połowie przebojów, bo mi się już nie chce samej siebie truć tymi negatywnymi emocjami. Ale potem idę na jogę i po mnie spływa :)
2011/03/25 17:38:44
@Lusin: Ja tego zdarzenia, czy zachowania tych ludzi nie odnoszę do całości Indii. Mój kolega Indus, któremu to opowiedziałam, był tak samo oburzony. Opowiedział mi z kolei, że u niego sąsiad kiedyś bez pytania zainstalował domofon otwierany ze swojego mieszkania :) Tzn. reszta mogła otworzyć te drzwi osobiście (czyli schodzić na dół za każdym dzwonkiem), ale z własnych mieszkań już nie :) A nie prościej by było spytać wszystkich i razem kupić domofon z otwieraniem z każdego mieszkania? W rezultacie, po protestach mieszkańców (Indusów) musiał ten domofon zdemontować.
Powiem Ci, że rzeczywistość obcokrajowców „wżenionych” jest diametralnie różna, z tego, co widzę. Po pierwsze właśnie kokon rodzinny (a Indie rodziną stoją), a po drugie człowiek, jak się zakochuje w cudzoziemcu, zazwyczaj też zakochuje się w jego kulturze. Wiem to po sobie :))
2011/03/25 17:48:45
@lexa: Ja w to wcale nie wątpię i nie pociesza mnie to :) Zresztą, powiem Ci, że mi Indie często Polskę przypominają :)) Pozytywnie i negatywnie. Dopiero do mnie dotarło, co kiedyś niektórzy cudzoziemcy na temat Polski mi mówili :) Chyba rozwinę kiedyś ten wątek :)
2011/03/25 19:45:36
@Asiaya ciesze sie bardzo, ze masz wokol siebie rowniez i tych normalnych przedstawicieli tego wielkiego narodu;)Ja rowniez znam wielu takich sensownych, z moim mezem na czele, hehe:)

Moje Indie na prawde roznia sie o tych, ktorych Ty doswiadczasz (dlatego chetnie czytam bloga i dlatego mysle o stazu tam, chocby na kilka miesiecy), glownie dlatego, ze jak ja tam bylam to kazdego natreta maz odganial, to on negocjowal ceny w sklepach czy hotelach (ja tylko swoja osoba je zawyzalam), a jezdzilismy wszedzie samochodem z kierowca. Takze nie mialam okazji posmkawac tych Indii do konca tak jakbym sobie tego zyczyla;)zreszta nawet teraz maz mi bedzie to utrudnial, myslac jakby mi tu zycie ulatwic kiedy w koncu cos znajde i bede juz leciec (mysle, ze za kilka miesiecy, tak poazdziernik/listopad, oczywiscie o ile beda sensowne oferty), ot taki opiekunczy typ co to sam juz za dlugo w Indiach nie mieszka i wiele rzeczy z tamtej rzeczywistosci go irytuje na tyle, ze nie jest pewien czy moglyby w takim Delhi zamieszkac;)

Ale nie wydaje mi sie zebym kiedykolwiek przeszla ta faze zakochania sie kulturze meza, wrecz przeciwnie od paczatku bylam dosc sceptycznie nastawiona do wielu jej aspektow. Ok, moze na poczatku troche bolly sobie ogladalam, ale szybko mi to przeszlo;)Chociaz zgadzam sie z Toba, ze to zjawisko dosc powszechne w zwiazkch mieszanych. Sama znam takie babki totalnie wkrecone w kulture indyjska za sprawa mezow. Przy czym nie mowie, ze to cos zlego, jak im podoba sie noszenie salwar kameez wrecz na co dzien i poszcza w Karva Chauth to super! Ja bym to robila wbrew sobie. Ichnie stroje jako ciekawostke zakladalam i jeszcze zaloze, ale nie odnajduje sie w nich. Sporo czytalam o roznych swietach, uroczysta kolacje i przystrojony dom na Diwali mialam. Ale poza tym zyjemy dosc po europejsku. Moja indyjska rodzinka tez mi sie trafila bardzo otwarta i nie ingerujaca w zycie syna, mimo, ze najstarszy, wiec teoretycznie mialby pewne obowiazki w domu, wobec rodziny do spelnienia. Jedyne w co sie wkrecilam bez reszty to jedzenie, ktorego przed poznaniem meza, nie znalam wcale! 80% naszej domowej kuchni to kuchnia indyjska, wegetarianska:)

2011/03/26 15:20:40
Trzymam kciuki, żeby Ci się udało :) Podejrzewam jednak, że na stypendium AISEC zaznasz jeszcze innej rzeczywistości, niż ja. Większość zagranicznych firm mieści się w Guragaon i raczej tam pewnie byś mieszkała. To jest twór niesamowity – nowoczesne bloki i centra handlowe, które wyrosły jak grzyby po deszczu. Jest tam też duże zagęszczenie obcokrajowców, zarówno w firmach, jak i osiedlach. W naszej dzielnicy widzę 1 obcokrajowca na miesiąc (do tego stopnia, że często się pozdrawiamy, nawet się nie znając – jak w górach :))
Indie mają tak wiele twarzy, że nie dziwią mnie bardzo różne opinie na ich temat, wszystko zależy od okoliczności poznawania (i oczekiwań też). Coraz bardziej mnie zdumiewa fakt, że to jest jeden kraj. Wiesz, że np. znajomy z Kalkuty uważa się tu za obcokrajowca? Albo np. gdy wyjeżdżasz z Delhi, Twój telefon przełącza się na roaming, jakbyś była za granicą :) Mamy znajomego, który od 30 lat spędza kilka miesięcy w roku na południu (Goa, Kerala). Gdy nas odwiedził w Delhi, otwierał oczy ze zdumienia. On zna inne Indie :) Więc myślę, że mnie czeka jeszcze duuuużo niespodzianek :)
Co do kuchni – polska nigdy nie była moją ulubioną, przynajmniej nie na codzień, więc u nas króluje śródziemnomorska, i to z północnych brzegów :) Indyjską mam, gdy wychodzimy na miasto, więc nie chciałoby mi się jej gotować w domu, zwłaszcza, że jakoś mi tak skomplikowanie wygląda z tymi wszystkimi przyprawami, marynatami itp. :)
2011/03/26 17:33:31
Wlasnie bardzo nie chce Guragaon jako miejsca pobytu;)w sumie jak patrze na oferty to z Delhi jest sporo, ale tez sa z Chandigarh. Z samego Guragaon jeszcze mi sie nie rzucily w oczy, ale mozliwe, ze jest trakowany jako czesc Delhi. No nic zobaczymy!

Oj tak Indie maja wiele twarzy! Ja mam nadzieje poznac ich chociaz troszke wiecej. Za kazdym razem jak sie przekracza granice stanow to sie wlacza roaming, niesamowicie upierdliwe to jest;)Delhi jest trakotowane jako osobny dystrykt administracyjny, wiec pewnie dlatego tez tak ma z tymi telefonami. Masz racje, jakby kazdy region byl innym panstwem! Zreszta roznia sie tak bardzo, nawet jezykami, niesamowite to jest jak ten kraj sie trzyma razem w takim tyglu innosci!

Jesli chodzi o kuchnie to kucharz ze mnie marny, ale kuchnia indyjska jest najlatwiejsza na swiecie, szybko opanowalam podstawy, co na prawde bylo dla mnie zaskoczeniem! Teraz robie sporo i zawsze to wychodzi, poza tym bardzo szybko sie gotuje i przewaznie sa to potrawy jednogarnkowe, wiec i balagan minimalny;) Rowniez jemy sporo srodziemnomorskich potraw, glownie wloskich, gdzie jest duzo opcji wegetarianskich, a oboje uwielbiamy pasty. Polska kuchnia tez nigdy nie byla moja ulubiona, nie przepadam za miesem, ewentualnie krewetki jem;) A maz to wegetarianin.

A Tobie zycze aby czekajace Cie niespodzianki byly jak najbardziej pozytywne!

2011/03/26 20:35:52
Dzięki :) Chandigarh mnie intryguje ze względu na Le Corbusiera. Na pewno kiedyś odwiedzimy.
W kuchni indyjskiej najbardziej przerażają mnie te wszystkie przyprawy, ale muszę kiedyś zgłębić temat :)

You may also like