Walencja. Co jeść? Co pić? Co zobaczyć?

Nie samą Ruzafą człowiek żyje, Walencja ma jeszcze inne ciekawe zakątki. Od czasu do czasu opuszczaliśmy „naszą” dzielnicę, aby eksplorować też inne rejony. Centrum miasta łączy w sobie szerokie, ocienione wysokimi palmami aleje, monumentalne i eleganckie kamienice z wąskimi tylnymi uliczkami, gdzie można zaglądać ludziom w okna, a już na pewno na balkony. Walencja – co zwiedzać? Z atrakcji czysto turystycznych wybraliśmy piętnastowieczną Giełdę Jedwabiu (La Lonja) – niezbyt wielki, ale śliczny budynek z salą kolumnową i błyszczącą podłogą w szachownice oraz pomarańczowym mini gajem na dziedzińcu. Zajrzeliśmy też na moment do stuletniej modernistycznej Hali Targowej. To nie jedyna hala w Walencji, choć […]

Continue Reading

Delhi. Cafe Lota

We wpisie o Crafts Museum (Muzeum Rękodzieła) w Delhi wspomniałam, że jego wielkim plusem jest kafejka/restauracja Cafe Lota. To jest naprawdę unikatowe zjawisko na skalę Delhi, a przypuszczam, że również Indii. Muzealne przybytki gastronomiczne – o ile w ogóle występują – odstraszają. Wszystko, na co można w nich liczyć, to smętna butelka Coli czy wody, ewentualnie lurowata lub/i przesłodzona herbata. Zdarzyło się nam już i tak, że musieliśmy przerwać zwiedzanie, gdyż w środku parnego monsunu nigdzie na terenie muzeum w środku stolicy nie można było kupić butelki wody. Strażnik nawet nie rozumiał, o co pytaliśmy i skierował nas do… kantyny […]

Continue Reading

3 filmy z Mumbajem w tle

Czasami tęsknię za Mumbajem. Mam do niego nieporównanie więcej sentymentu niż do Delhi. Wspominam naszą krótką wizytę, przeglądam zdjęcia, ale najbardziej lubię sięgnąć sobie po film czy książkę, której akcja rozgrywa się w tym mieście. Na obrazy w nich nakładam te własne, już nieco przykurzone. Myślę, że wyhodowałam sobie na prywatny użytek piękny mit. Mumbaj jak z filmu. Filmy o Mumbaju to przede wszystkim historie Mumbajczyków – tych od pokoleń i całej masy nowych, napływowych – Indusów z całego Subkontynentu. Potężna metropolia wchłonie wszystkich – brutalna, ale obiecująca wiele – jak każdy imigrancki „raj”. Zaglądanie pod kolejne podszewki jej codziennego życia […]

Continue Reading

Joanna Irzabek „Indie spółka z o.o.”

Trzeba mieć twardą skórę, żeby pisać o Indiach. Nie znam kraju, o którym by dyskutowano równie zaciekle, nieprzejednanie, do pierwszej krwi. Internet pełen jest mniejszych i większych awantur na temat: „Indie – tak czy nie?” Każdy temat, poczynając od jedzenia, bezpieczeństwa, podróży, sytuacji kobiet, a kończąc na kwestii mitycznych „prawdziwych Indii” budzi ogromne kontrowersje. Każda teza rodzi dziesiątki antytez, a wszystkie mają swoich zagorzałych zwolenników gotowych walczyć o nie do upadłego. Coraz mniej mam do tego serca, co zresztą da się zauważyć na blogu. Zapytana, dzielę się swoim zdaniem, potrafię je uargumentować, ale rękami i nogami bronię się przed wciąganiem […]

Continue Reading

Pekin. The Bookworm, czyli pekiński mól książkowy

The Bookworm przewijał się na stronach z programami kulturalnymi w Pekinie i zaintrygował mnie na tyle, że uparłam się tam pójść wcześniej nawet niż do Zakazanego Miasta. Księgarnia, biblioteka (!!), kawiarnia, restauracja, bar i miejsce imprez kulturalnych – wszystko w jednym, ale sporym, lokalu z trzema salami. Na dodatek książki po angielsku, a nie w miejscowym, jakże dla mnie hermetycznym, języku. Wiedziałam, że z zewnątrz nie prezentuje się zbyt efektownie i tak było. W środku jest za to dużo lepiej – przytulnie, przestronnie, ciepło – co nie bez znaczenia po godzinnym spacerku na mrozie. W świąteczne popołudnie nie było w nim tłumów, ale […]

Continue Reading

Na herbacie w Hongkongu

Tak się złożyło, że święta w tym roku spędziliśmy w Chinach – Wielkanoc w Hongkongu, a Boże Narodzenie – w Pekinie. Jest to błyskawiczna wizyta, a miasto niewątpliwie zadziwiające. Miejscami przypomina mi Warszawę, niektóre ulice – zachodnie metropolie. W niczym nie przypomina Delhi. Tak powszechnie porównuje się Chiny i Indie, ale w ich stolicach podobieństw nie widzę żadnych. Jest trochę zimniej, momentami szczypią policzki. Pierwszy raz od czterech lat założyłam czapkę i rękawiczki. Powietrze jest O NIEBO lepsze niż w Delhi, przynajmniej jeśli chodzi o jakość wyczuwalną dla człowieka. Nie działa Facebook, google i gmail, a WIFI dostępne w hotelu […]

Continue Reading

Być wege w Hiszpanii #2

Część pierwsza poradnika „Wegetarianin w Hiszpanii” TUTAJ Do szparagów w ogóle, a do zielonych trigueros w szczególe, mam ogromną słabość. Zdarzyło mi się wracać 3 dni pod rząd do tej samej restauracji tylko po porcję zielonych chrupiących pędów z patelni posypanych grubą solą. Jeśli w hiszpańskiej restauracji/barze ujrzymy na ladzie stos szparagów, nie zawahajmy się poprosić o ich przyrządzenie! Żadnych sosów, dodatków, pełen minimalizm. Kiedyś w Wiedniu prawie popłakałam się nad talerzem, gdy postawiono przede mną talerz zamówionych szparagów… w grubej panierce! No cóż, nie bez kozery w austriackich supermarketach sprzedaje się bułkę tartą w 10-kilogramowych workach. Kuchnia hiszpańska kocha ziemniaki i ja też. Dwie […]

Continue Reading

Być wege w Hiszpanii #1

Do niedawna nie przyszłoby mi do głowy, żeby zwrócić na to uwagę. Iberyjska kuchnia to był (i jest!) jeden z mocnych argumentów za kolejną podróżą do Hiszpanii. Zawsze cieszę się przede wszystkim na obfitość owoców morza i ryb, które uwielbiam, a niestety do tej pory nie dane mi było mieszkać w miejscach, gdzie występowałyby w nadmiarze. Jednak coraz więcej znajomych wybierających się do Hiszpanii pyta nas o to, co dobrego może tam zjeść bez mięsa. I o zgrozo! – bez ryb. Zwłaszcza znajomych Indusów, wśród których jest sporo wegetarian. Wegetarianin indyjski zazwyczaj nie jada jajek, za to owszem, mleko i przetwory mleczne. Widziałam też takich, którzy […]

Continue Reading

Madryt. Centro Centro / Matadero

Czytałam ostatnio, że słynne muzea pękają w szwach, a liczba odwiedzających je rośnie w ogromnym tempie. Muzea kocham, odkąd przekonałam się, że mogą zachwycać architektonicznie, zaskakiwać koncepcją, inspirować – do działania, tworzenia lub przynajmniej podzielenia się wrażeniami z innymi. Widzę, że koncepcje wystawiennicze coraz bardziej zmierzają w stronę organizowania kompleksowych przestrzeni, w których można nakarmić i oczy, i duszę i ciało. Można spędzić cały dzień pośród wystaw, książek, prasy, filmów, koncertów oraz posilić się nie masakrując kubków smakowych. To są prawdziwe hedonistyczne świątynie XXI wieku, miejsca, gdzie nie tylko należy bywać, ale także z niekłamaną przyjemnością – być. Na konto ostatniej wizyty w Madrycie […]

Continue Reading

Jak na lato. Café con hielo. Kawa z lodem

„Dla mnie kawa z lodem. Nie, nie z lodami!” „Ice cubes, not ice cream” „Eiswürfel, nicht Eiscreme” – nie wiem, ile razy musiałam tłumaczyć, o co mi chodzi z tą kawą z lodem. W końcu doszłam do najłatwiejszej do wyjaśnienia wersji: „Poproszę podwójne espresso i szklankę z lodem”. Ponieważ rzadko kto poza Hiszpanią, gdzie to standardowy napój, potrafi sobie wyobrazić, że można pić coffee on the rocks. „Przecież to nie ma smaku!!” – usłyszałam od pewnego kelnera w Niemczech. Kawy na zimno zazwyczaj są serwowane z potwornymi ilościami cukru, mleka, śmietany i Bóg wie, czego jeszcze. Najeść się tym można. Tymczasem ja tylko […]

Continue Reading