Walencja. Co jeść? Co pić? Co zobaczyć?

Nie samą Ruzafą człowiek żyje, Walencja ma jeszcze inne ciekawe zakątki. Od czasu do czasu opuszczaliśmy „naszą” dzielnicę, aby eksplorować też inne rejony. Centrum miasta łączy w sobie szerokie, ocienione wysokimi palmami aleje, monumentalne i eleganckie kamienice z wąskimi tylnymi uliczkami, gdzie można zaglądać ludziom w okna, a już na pewno na balkony. Walencja – co zwiedzać? Z atrakcji czysto turystycznych wybraliśmy piętnastowieczną Giełdę Jedwabiu (La Lonja) – niezbyt wielki, ale śliczny budynek z salą kolumnową i błyszczącą podłogą w szachownice oraz pomarańczowym mini gajem na dziedzińcu. Zajrzeliśmy też na moment do stuletniej modernistycznej Hali Targowej. To nie jedyna hala w Walencji, choć […]

Continue Reading

Delhi. Cafe Lota

We wpisie o Crafts Museum (Muzeum Rękodzieła) w Delhi wspomniałam, że jego wielkim plusem jest kafejka/restauracja Cafe Lota. To jest naprawdę unikatowe zjawisko na skalę Delhi, a przypuszczam, że również Indii. Muzealne przybytki gastronomiczne – o ile w ogóle występują – odstraszają. Wszystko, na co można w nich liczyć, to smętna butelka Coli czy wody, ewentualnie lurowata lub/i przesłodzona herbata. Zdarzyło się nam już i tak, że musieliśmy przerwać zwiedzanie, gdyż w środku parnego monsunu nigdzie na terenie muzeum w środku stolicy nie można było kupić butelki wody. Strażnik nawet nie rozumiał, o co pytaliśmy i skierował nas do… kantyny […]

Continue Reading

Na herbacie w Hongkongu

Tak się złożyło, że święta w tym roku spędziliśmy w Chinach – Wielkanoc w Hongkongu, a Boże Narodzenie – w Pekinie. Jest to błyskawiczna wizyta, a miasto niewątpliwie zadziwiające. Miejscami przypomina mi Warszawę, niektóre ulice – zachodnie metropolie. W niczym nie przypomina Delhi. Tak powszechnie porównuje się Chiny i Indie, ale w ich stolicach podobieństw nie widzę żadnych. Jest trochę zimniej, momentami szczypią policzki. Pierwszy raz od czterech lat założyłam czapkę i rękawiczki. Powietrze jest O NIEBO lepsze niż w Delhi, przynajmniej jeśli chodzi o jakość wyczuwalną dla człowieka. Nie działa Facebook, google i gmail, a WIFI dostępne w hotelu […]

Continue Reading

Być wege w Hiszpanii #2

Część pierwsza poradnika „Wegetarianin w Hiszpanii” TUTAJ Do szparagów w ogóle, a do zielonych trigueros w szczególe, mam ogromną słabość. Zdarzyło mi się wracać 3 dni pod rząd do tej samej restauracji tylko po porcję zielonych chrupiących pędów z patelni posypanych grubą solą. Jeśli w hiszpańskiej restauracji/barze ujrzymy na ladzie stos szparagów, nie zawahajmy się poprosić o ich przyrządzenie! Żadnych sosów, dodatków, pełen minimalizm. Kiedyś w Wiedniu prawie popłakałam się nad talerzem, gdy postawiono przede mną talerz zamówionych szparagów… w grubej panierce! No cóż, nie bez kozery w austriackich supermarketach sprzedaje się bułkę tartą w 10-kilogramowych workach. Kuchnia hiszpańska kocha ziemniaki i ja też. Dwie […]

Continue Reading

Być wege w Hiszpanii #1

Do niedawna nie przyszłoby mi do głowy, żeby zwrócić na to uwagę. Iberyjska kuchnia to był (i jest!) jeden z mocnych argumentów za kolejną podróżą do Hiszpanii. Zawsze cieszę się przede wszystkim na obfitość owoców morza i ryb, które uwielbiam, a niestety do tej pory nie dane mi było mieszkać w miejscach, gdzie występowałyby w nadmiarze. Jednak coraz więcej znajomych wybierających się do Hiszpanii pyta nas o to, co dobrego może tam zjeść bez mięsa. I o zgrozo! – bez ryb. Zwłaszcza znajomych Indusów, wśród których jest sporo wegetarian. Wegetarianin indyjski zazwyczaj nie jada jajek, za to owszem, mleko i przetwory mleczne. Widziałam też takich, którzy […]

Continue Reading

Jak na lato. Café con hielo. Kawa z lodem

„Dla mnie kawa z lodem. Nie, nie z lodami!” „Ice cubes, not ice cream” „Eiswürfel, nicht Eiscreme” – nie wiem, ile razy musiałam tłumaczyć, o co mi chodzi z tą kawą z lodem. W końcu doszłam do najłatwiejszej do wyjaśnienia wersji: „Poproszę podwójne espresso i szklankę z lodem”. Ponieważ rzadko kto poza Hiszpanią, gdzie to standardowy napój, potrafi sobie wyobrazić, że można pić coffee on the rocks. „Przecież to nie ma smaku!!” – usłyszałam od pewnego kelnera w Niemczech. Kawy na zimno zazwyczaj są serwowane z potwornymi ilościami cukru, mleka, śmietany i Bóg wie, czego jeszcze. Najeść się tym można. Tymczasem ja tylko […]

Continue Reading

Kuchnia tybetańska w Delhi. Hauz Khas. Restauracja YETI

Powinnam napisać, że słupek rtęci na termometrze rośnie, ale przyznam się, że wyrzuciłam termometr. Zresztą był elektroniczny i nie miał żadnego słupka, który dawałby usprawiedliwienie dla moich figur retorycznych, a ja nie potrzebuję już wiedzieć, czy jest 43 czy 47 stopni. Wszystko powyżej 40 kwalifikuje się jako UPAŁ NIE DO WYTRZYMANIA i WEŹCIE-MNIE-STĄD! Kuchnia tybetańska chyba nie bardzo pasuje do tego kontekstu klimatycznego, ale już sam widok ośnieżonego szczytu góry w logo restauracji podziałał na mnie ochładzająco (chociaż wygląda trochę tak, jakby się topił, prawda?) i podczas zakupów na Hauz Khas wstąpiłyśmy z M. na obiad do YETI. Będąc tam w marcu, zamawiałyśmy m.in. […]

Continue Reading

Jak na lato. Indyjskie owoce

Lato w Delhi to nie jest pora roku, na którą się cieszę. Żar leje się z nieba i sprawia, że nawet kilkuminutowy spacer okupiony jest strumyczkami potu spływającymi po skroniach. Ulice Delhi uspokoiły się nieco, gdyż nikt bez ważnej przyczyny nie wychodzi spod klimy. Uliczni kwiaciarze osłaniają kwiaty przed słońcem nakrywając je płachtami materiału, które dopiero wieczorem zostają usunięte. Niektórzy przechowują je w zamykanych pojemnikach styropianowych z lodem, a i tak szybko więdną po przyniesieniu do domu. Rynki dopiero po zachodzie słońca ruszają pełną parą. INA Market, na którym robię zakupy przynajmniej raz w tygodniu, świeci pustkami przed południem, nawet część stoisk […]

Continue Reading

Chłodnik pomidorowo-arbuzowy. Jedna zupa, tysiąc możliwości

Doszły mnie słuchy, że ponoć dopadło Was lato! Jakże się cieszę! Tak jak syty nie zrozumie głodnego, tak zmarznięty nigdy nie pojmie udręk niekończących się upałów (chociaż to lato dla nas wyjątkowo łaskawe, nie mogę się skarżyć). No i w końcu mogę wrzucić coś z serii Jak na lato: mój ulubiony chłodnik pomidorowo-arbuzowy!! Nie podam tutaj przepisu, bo sama nigdy ich nie używam. Owszem, oglądam wiele książek kucharskich, stron i blogów kulinarnych, które mnie bardzo inspirują, ale nie zapisuję proporcji i kolejności. Głównie patrzę na zdjęcia, czasami przeczytam opis przygotowania i usiłuję sobie wyobrazić, jak przebiega. Jednak potem zamykam wszystko i […]

Continue Reading

Kuchnia południowych Indii. Idli & masala dosa

Moją rundę po indyjskich kuchniach regionalnych zaczynam od najłatwiejszych do zdobycia w Delhi dań kuchni południowych Indii. Idli i dosa to sztandarowe ich specjały, przy czym nie wiadomo, któremu dokładnie stanowi należałoby przypisać ich pochodzenie. Pisałam zresztą już o dosie i moim dla niej uwielbieniu tutaj. Idli i dosa są robione z tego samego ciasta – sfermentowanego ryżu i soczewicy, zmielonej do odpowiedniej konsystencji: dosa bardzo drobnej, płynnej, idli – grubej, z wyczuwalnymi kawałkami. Dosa jest smażonym, kruchym plackiem, idli ma kształt przypominający okrągłą poduszkę i jest gotowane na parze. Oba dania podaje się z aromatyczną i pikantną zupą rasam na […]

Continue Reading