Chłodnik pomidorowo-arbuzowy. Jedna zupa, tysiąc możliwości

Chłodnik pomidorowo-arbuzowy Doszły mnie słuchy, że ponoć dopadło Was lato! Jakże się cieszę! Tak jak syty nie zrozumie głodnego, tak zmarznięty nigdy nie pojmie udręk niekończących się upałów (chociaż to lato dla nas wyjątkowo łaskawe, nie mogę się skarżyć).

No i w końcu mogę wrzucić coś z serii Jak na latomój ulubiony chłodnik pomidorowo-arbuzowy!!

Nie podam tutaj przepisu, bo sama nigdy ich nie używam. Owszem, oglądam wiele książek kucharskich, stron i blogów kulinarnych, które mnie bardzo inspirują, ale nie zapisuję proporcji i kolejności. Głównie patrzę na zdjęcia, czasami przeczytam opis przygotowania i usiłuję sobie wyobrazić, jak przebiega. Jednak potem zamykam wszystko i zaczynam tworzyć. Bo ja niestety mam taką wadę, że muszę ZROZUMIEĆ. Zrozumieć zasadę.

Dobrą stroną tej wady (!) jest to, że gdy zrozumiesz, masz dużą (do)wolność interpretacji. Zresztą zazwyczaj przygotowuję rzeczy proste, skomplikowane obróbki termiczno-gastronomiczne powierzając w ręce fachowców.

A w tym chłodniku podstawowych składników jest zaledwie 3: pomidory, arbuz i oliwa. Diabeł tkwi w surowcu (z niedojrzałych zielonych pomidorów nie wykrzesa się wiele), proporcjach i teksturze.

Proporcje. Pomidory (po sparzeniu i obraniu ze skórki miksujemy – zaznaczam dla dopełnienia formalności) ze swoją kwasowością walczą ze słodyczą arbuza, a do tego nawzajem atakują się się aromatami. Trzeba też wziąć pod uwagę, że podczas chłodzenia arbuz dalej bezczelnie i podstępnie będzie starać się o przewagę. Jeśli po 4-5 godzinach w lodówce nie chcesz jeść słodkiego kompotu, daj fory pomidorom! Po uzyskaniu pożądanego smaku, dodaj ich nieco więcej.

Oliwa z oliwek z pierwszego tłoczenia. W Indiach niestety droooga (poniżej 850 rupii/ 45 PLN za litr nie dostaniesz), ale konieczna, by zaprząc warzywno-owocowe elementy do współpracy. Lubię te o wyrazistych smakach, które również mają coś do powiedzenia w daniu. Spokojnie można ją jednak zastąpić innymi, łagodniejszymi, ulubionymi olejami.

Tekstura. Dysponuję jedynie ręcznym blenderem i muszę włożyć nieco wysiłku w uzyskanie przynajmniej zadowalających rezultatów. Znam kilka Hiszpanek, które mają w stajni diabelską maszynę zwaną Thermomix i działają w tym temacie cuda. Nie jestem dystrybutorką tego sprzętu, to nie jest wpis sponsorowany (a szkoda, bo wzięłabym barter z pocałowaniem w rękę), jednak nie mogę zaprzeczać faktom: ich zupy i gazpacha mają konsystencję, o jakiej ja tylko mogę pomarzyć ze swoim blenderkiem. I jeszcze, żeby mnie chyba dobić, dodają, że ani im w głowie żmudne obieranie pomidorów ze skórki!! Lądują w garze w całości!

Przyprawy. Zazwyczaj dodaję tylko sól, pieprz i ząbek (albo pół) czosnku. Dokładniej: zmielony pieprz  i posiekany świeży czosnek – podczas miksowania, a solą (najlepiej w płatkach lub średnich ziarnach) posypuję chłodnik już na talerzu. Dzięki temu rozpuszcza się ona na języku i można wyczuć wszystkie smaki obok siebie. Z czosnkiem trzeba uważać, również lubi wychodzić przed szereg po jakimś czasie.

W sezonie jemy ten chłodnik co najmniej kilka razy w tygodniu. Nigdy nam się nie nudzi, a to za sprawą niezliczonych opcji tuningowania. Podaję tylko kilka propozycji, jestem pewna, że każdy z Was ma mnóstwo innych pomysłów.

  • Świeża bazylia (a właśnie dziś zostałam obdarowana pęczkiem własnoręcznie wyhodowanej z polskich nasion!)
  • Poszatkowane drobno chrupiące warzywa (zupełnie jak przy gazpacho, więc np. czerwona papryka, ogórek, rzodkiewki)
  • Szparagi – blanszowane, grillowane, smażone, gotowane na parze – pełna dowolność
  • Obsmażone w czosnku krewetki, a dla amatorów –  chrupiące kawałki boczku
  • Sery: tofu, feta, paneer, parmezan, mozarella, biały kozi ser
  • Wędzona papryka w proszku
  • Oliwki
  • Płatki migdałów
  • Kokosowe mleko
  • Aromatyzowane ziołami oliwy, octy balsamiczne
  • Ewentualnie makaron

Podczas wakacji w Hiszpanii próbowałam również rewelacyjnego chłodnika czereśniowo-pomidorowego, a myślę, że pomidorowo-truskawkowy też byłby niezły.

Cała lato do eksperymentowania przed nami!!

Chłodnik pomidorowo-arbuzowy Chlodnik (3) Chlodnik pomidoro-arbuzowy (5)Chlodnik (4)

You may also like

  • Ewa Dzwonkowska

    Joanno, dziękuję za te przepisy, wkrótce będzie okazja do ich przetestowania. Lubię chłodniki. Swoją drogą może tym latem spróbuje tez wersji typowo hiszpańskich. Poproszę o wskazówki, gdzie się wybrać na mieszane wakacje trochę zwiedzania i leniuchowania. Ewa Dz

  • asiaya

    Co za zbieg okoliczności! Wstałam dzisiaj z myślą o tym, żeby napisać do Pani maila, a tu komentarz! Co do chłodników i kuchni hiszpańskiej w ogóle to bardzo polecam blog Smak Hiszpanii! http://smakhiszpanii.blogspot.com.es/

    Jeśli chodzi o podróż, to myślę, że na pierwszy raz po prostu MUSI być Andaluzja :)) Tu z kolei kopalnią informacji jest blog Pisane w Sewilli http://www.pisanewsewilli.com/andaluzja/page/8/ Co do szczegółów, to już piszę maila.

    Ale w tym roku musimy koniecznie się spotkać w Ł.!

  • Ewa Dzwonkowska

    Tak jestem za spotkaniem, tylko podaj przedzialy czasowe kiedy bedziesz w Polsce lub w Hiszpanii. Do Indii na razie sie nie wybiore, wczoraj widziałam sie z Weroniką, ktora trafiła na swoje upragnione studia do NY. Ok spotkanie w Ł lub na Mazurach

    W dniu 23 maja 2014 06:38 użytkownik Disqus napisał:

  • asiaya

    Poszedł już mail. Pozdrowienia i gratulacje dla Weroniki, jeśli jeszcze tu zagląda!! :)

  • Amisha

    jak dla mnie – zupełna nowość… konieczna do wypróbowania! a z przepisami Asiu, mam tak samo jak ty – czytam, oglądam inspiruję się, a potem robię i tak „siama” ;). o thermomixie mówiła mi moja szefowa. bardzo zachwalała, ale to coś jest na tyle drogie, żebym spokojnie mogła przejść obok tego bez większych nadziei. również posiłkuję się blenderem. temat hiszpańskiej oliwy z oliwek z pierwszego tłoczenia w Indiach zaś, jest mi znany z pierwszej ręki… jakbyś potrzebowała – szukaj w Kalkucie ;-)

  • asiaya

    Amisho, spróbuj koniecznie! Co do Thermomixu – tak, tysiąc jurków ta przyjemność. Ja naprawdę nie jestem osobą jarającą się takimi sprzętami, ale jeżeli różnicę wyczułam w smaku, to chyba warto. Poza tym ma wiele funkcji, więc jakby tak doliczyć wszelkie sprzęty, które zastępuje. Mam dosyć kupowania sprzętów na 2-3 lata. Uważam, że 10 powinny wytrzymać bez łąski :) Jednak na 100% nie kupię go w Indiach, bo po prostu szkoda mi na tę poniewierkę. I zapylenie straszne i wahania w sieci. Ale kiedyś tak, Może ceny spadną do tego czasu.
    Co do oliwy – do Kalkuty mam stąd marne 1.500 km :)) To jak jechać z Warszawy do Toskanii po tą oliwę :)) Można, czemu nie :))

  • Amisha

    Jak ceny spadną, to może i ja nabędę, ale za te tysiąc jurków to mam taki bilet do Indii, nie?

    Noooo, z Wawy do Toskanii jechać po oliwę to nawet należy, bo w Polsce chyba jej nie wytwarzają ;).

    Ah, na poważnie zafascynowałaś mnie tą zupą… Po niedzieli robię!

  • asiaya

    A nawet dwa bilety do Indii :) Chociaż do Kalkuty chyba są droższe :))
    Gdyby tą oliwę wytwarzali w Kalkucie, pewnie nie byłoby problemu ;) Udanych ekperymentów :)

  • Maria

    Ale trafiłaś w mój gust kulinarny: arbuzy to moje ulubione letnie owoce ( warzywa ?), wczoraj była premiera tego lata ( tak, tak w Polsce upalne lato w maju) i chłodniki też uwielbiam. Wypróbuję oczywiście . O thermomixie czytałam, cudeńko, jak dla mnie za drogie, może jak będzie tańsze. Póki co zrobiłam sałatkę :arbuz, ser feta , czarne oliwki, soki z limonki i oliwa – świetne połączenie słodkiego ze słonym. Asiu, jak zwykle przepiękne zdjęcia. Pozdrawiam.

  • asiaya

    Dziękuję ślicznie :))
    Słyszałam właśnie o fali upałów w Polsce i nawet przyznam szczerze, że czekałam z publikacją tego postu na to :) Inaczej ludzie po prostu machają głową: „Co Ty mi tu o chłodnikach, ja potrzebuję żurku!” :))
    Uwielbiam połączenia słodkiego ze słonym i na pewno skorzystam z tego przepisu, ale raczej w Europie (już niedługo!!), bo tu feta niestety strasznie droga. Pozdrawiam serdecznie!

  • Magdalena Rogulska-Pai

    Ale super przepis :) Nie wpadłabym na takie połączenie. Idę po arbuza :D Ja mam tylko indyjski „mixie” z 3 różnymi nakładkami. Mam nadzieję, że się nada :D Najtańsza oliwa z oliwek w Indiach póki co kupuję Musa Extra Virgin- często jest w promocji -50% w hipermarkecie EasyDay, wtedy kosztuje 1l za około 400-450Rs.
    Zrobiłam jakiś czas temu polecany przez Ciebie chłodnik litewski. Mi smakował super. Jedynie miałam problem bo mąż był na nie. Zjadł z kwaśną miną, ale najgorzej że zaraz poleciał na kibel… on ma jakiś problem jak zje za dużo mleka, jogurtu. Potem musiałam to jeść sama, a narobiłam jak dla armi i miałam na 3 dni 2 razy dziennie :D :D

  • asiaya

    Magda, daj znać, jak Ci smakował arbuz z pomidorem :) mam nadzieję, że nie wzbudzi takich sensacji żółądkowych u Twojego męża, jak chłodnik! Niestety nie każdy trawi mleko i ja sama raczej surowego mleka nie piję, ale sery i jogurty pochłaniam!
    Co do oliwy – u nas też bardzo długo (chyba ze 3 lata!!) była promocja 1+1 na pewną włoską oliwę i wychodziło właśnie ok 400 rupii za litr, czyli super. Niestety już nie widuję :/
    A co do blenderów – właśnie kupiłam Philipsa produkowanego w Indiach i troche mnie wcięło, bo strasznie tandetnie wykonany – ostro zakończone kanty, obudowa się otwiera… ale oK, byle działał :)

  • Magdalena Rogulska-Pai

    Oj ja też mam Philips. Chyba ten model: http://www.philips.co.in/c/food-preparation/mixer-grinder-hl1643_04/prd/ Jest ok. Choć raz pomyliłam nakrywki pomiędzy tymi dwoma dużymi pojemnikami i się otworzyło i jedzenie eksplodowało na kuchnię :D Nie mam porównania w sumie z innymi. Ale mieli nawet twardy ryż na dosę więc chyba jest ok.

  • asiaya

    Wygląda porządnie. Ja mam ręczny blender.