Coś taka sztywna?

Byłam wczoraj na konferencji. Trochę nie moje tematy, ale „po drodze” było, a poza tym  interkulturowość w tytule, a ja to przecież mam na codzień :). Chciałam też zobaczyć, jak wygląda środowisko akademickie tutaj.  Zainteresowanie było spore, zajęłam miejsce przy wyjściu (sala jak teatralna, prelegenci za stołem na scenie), żeby, w razie czego, salwować się ucieczką. To był dobry pomysł i dwa razy byłam już bliska, żeby go wcielić w życie. Pierwszy raz, gdy zaczęła mówić pani o znaczących cielesnych dymensjach ubrana w przepiękne kolorowe sari. Rozmiarów jej umysłowości nie mogłam niestety zgłębić, gdyż nie zrozumiałam przekazu. Mówiła, a raczej wydzierała się do mikrofonu: raz w hindi, raz po angielsku. Rozpoznawałam, że to akurat angielski, kiedy od czasu do czasu dolatywały znajome słowa. Poza tym różnica bardzo mała :). Nie wiem, o czym tak huczała, ale brzmiała mniej więcej jak: „jaaajka, jaaajka świeże, tanie niesłychanie” i gdy tak trajkotała, śmiejąc się i gestykulując, wyobrażałam sobie, że zza jej sari zaraz wyjdzie gdacząca kura. Nie wyszła… Za to nad głowami szanownego gremium zgromadzonego na scenie zaiskrzyło, i to dosłownie, a po chwili ukazała się chmura dymu. To był ten drugi moment, kiedy pomyślałam o ucieczce :) Publiczność, widać zaprawiona w bojach, ani drgnęła. Okazało się, że spaliła się lampa. Szkoda, że nie tej pani mikrofon…

Ogólnie miałam wrażenie, że nikt nie mówił na temat. Większość prelegentów skorzystała z okazji, aby zaprezentować własne książki, zaznaczając jednocześnie, że nie dysponują wystarczającą ilością czasu, aby przedstawić je w całej ich złożoności. Rozumiem, łączę się w bólu… Jeśli się jednak traci większość czasu na gesty wzajemnej adoracji między kolegami/koleżankami naukowcami (wymiana prezentów, pochwały i tasiemcowe podziękowania bez końca), to nie dziwi, że brakuje go na część merytoryczną. Wiem, wiem, trzeba sobie zapewnić zaproszenia na następne konferencje :)

Potem w programie było otwarcie wystawy i mały poczęstunek. To drugie cieszyło się zdecydowanie większym zainteresowaniem. Podczas, gdy na jednym końcu sali artysta próbował nielicznej grupce skupionej wokół niego wytłumaczyć zamysł swojego dzieła, po drugiej stronie tłum zaatakował bufet i uczynił to skutecznie. Po 10 minutach bowiem po winie i piwie nie było nawet śladu. Widząc to, drugi z artystów, zamiast rozwodzić się nad procesem twórczym, przytomnie zauważył: „Proszę Państwa, zapraszam do obejrzenia wystawy. Nie będę mówił więcej, bo MY TEŻ LUBIMY WINO” :) Kelnerzy roznoszący zakąski w zasadzie robili trzy kroki i mogli wracać, bo taca już była pusta. Poddaliśmy się walkowerem, zwłaszcza, że wybieraliśmy się zaraz na kolację. Stanęliśmy z kilkorgiem znajomych w kółeczku z boku i gawędziliśmy. Jeden z organizatorów jednak, widząc nas z pustymi rękami, wysłał w naszą stronę kelnera z pełną tacą. Iście niedźwiedzia przysługa. Gdy tylko taca znalazła się w środku kółeczka, nagle za naszymi plecami pojawił się tłum i kilkanaście rąk usiłowało jej dosięgnąć. Rozeszliśmy się co prędzej i znowu stanęliśmy z boku, zostawiając kelnera w środku tego mrowiska. Lekko zniecierpliwiony organizator wysłał nam drugiego. Sytuacja się powtórzyła. Tym razem się nie wycofałam. Stałam i patrzyłam na faceta, który prawie deptał mi stopy i był tak zajęty napychaniem sobie buzi jedzeniem, że nie zauważył, że stał się obiektem mojej obserwacji. Gdy w końcu napotkał mój wzrok, zapytał, opluwając mnie przy tym okruchami paniru:

-Why are you so formal?

:)

AKTUALIZACJA:

Rozmawiałam z kolegą Indusem nt. pamiętnej konferencji. On też tej pani nie rozumiał :) Okazało się, że mówiła wsanskrycie, czyli starożytnym języku literackim Indii. Nie jest co prawda, jak łacina, zaliczany do języków martwych, tylko wegetujących, ale i tak nie mogę pozbyć sie wrażenia, że…

…Quidquid Latine dictum sit altum videtur :)))

Komentarze
2010/11/12 10:09:17
ale Ty ładnie piszesz ; o
tzn. opisujesz. xd
2010/11/12 11:39:21
Pytanie koncowe bylo przednie!
Ale tak szczerze: czy naprawde tak bardzo sie rozni opisana przez Ciebie konferencja od podobnych w Polsce? Pomijajac oczywiscie stroje i jezyk hindi.
Przypomnialy mi sie mianowicie organizowane przez UAM roznorakie konferencje na romanistyce, w ktorych bralam udzial jako sluchaczka.
Pozdrawiam,
M
2010/11/12 16:46:44
:)) no cos taka sztywna? mialas mu dac w pysk! :))
2010/11/12 19:25:52
@adayoohoo: Dziękuję :)
2010/11/12 20:08:07
@marta_praga: Jest praaaawie tak samo, ale prawie robi różnicę :)) Czy na romanistyce konferencje odbywały się po polsku lub angielsku?
2010/11/12 20:15:10
@agradabla: Wiesz, w kraju Gandhiego i non-violence nie wypada :)
2010/11/12 21:46:30
hahhahahhaaaaahha
2010/11/13 15:23:42
;-)
Gość: malgosia979, p57aaab28.dip.t-dialin.net
2010/11/24 13:12:17
dobre..
2010/12/05 22:00:14
Co za nienażarci tupeciarze… Dobra, u nas też się ludzie na konferencjach i wernisażach rzucają na jedzenie, ale chyba trochę bardziej dyskretnie.
Chociaż kiedyś czytałam artykuł, czeski, o „zawodowych” wyjadaczach konferencji, prezentacji i podobnych imprez. Najczęściej to emeryci, którzy sobie tylko znanymi kanałami zaopatrują się w zaproszenia, jakoś wysiedzą na części merytorycznej tylko czekając na poczęstunek, po czym nie tylko jedzą aż im się uszy trzęsą, ale ładują pod stołem żarcie do foliowych torebek…
2010/12/07 18:11:08
@la_polaquita: nie, no wynoszenie jedzenia z jakiegokolwiek bufetu, również zapłaconego, to jest obciach. Ja bym zrozumiała, gdyby to były osoby cierpiące głód, ale nie oszukujmy się, takie tutaj nie dostają zaproszeń na konferencje.
Gość: , 122.161.113.21*
2011/02/26 19:14:54
czyli: cokolwiek powiesz po lacinie, brzmi madrze.
2011/02/26 19:20:30
Wydało się :))

You may also like