Delhi. Targi Książki 2014, czyli cały (indyjski) naród buduje polskie stoisko [2]

stoisko_walczyna
Maciej Walczyna przed polskim stoiskiem na Delhi World Book Fair 2014

Wracam jeszcze do tegorocznych Delhijskich Targów Książki, a konkretnie do polskiego w nim uczestnictwa. Początkowo zamierzałam Wam po prostu pokazać, jak prezentowało się polskie stoisko (naprawdę fajnie!), ale gdy architekt nadzorujący jego budowę, Maciej Walczyna, zdradził mi kulisy jego powstawania, stwierdziłam, że to rewelacyjna, wręcz mrożąca krew w żyłach, historia, która świetnie oddaje potyczki z indyjską rzeczywistością jakiegokolwiek obcokrajowca próbującego tutaj coś zdziałać. Czy produkujesz trampki czy sprzedajesz żelazka, czy jesteś biznesmenem, czy gospodynią domową, studentką czy wykładowcą – schemat wszelkich projektów wciąż jest ten sam: tłumaczenie standardów i często ściana, na którą się w tej sytuacji napotyka nawet przy dobrej woli obu stron, nieprzekładalność wymogów estetyki, codzienne potyczki o własną wizję, czyli po prostu krew, pot i łzy, prośby, groźby i motywowanie (się również ;)). Czujesz się trochę jak UFOludek, który właśnie wylądował i coś mamrocze w niezrozumiałym narzeczu, budząc powszechne zdziwienie. W pewnym momencie sam się zastanawiasz, czy aby na pewno nie jesteś tym UFO. W końcu po tym, jak realia cię przetargają za twarz w lewo i w prawo, nogi zaczynają się pod Tobą uginać, jakbyś właśnie zszedł z roller coastera, nadchodzi (zazwyczaj, choć nie zawsze ;))  – upragniony, wyczekiwany, wymodlony SUKCES!! I wielka euforia.

Ale po kolei…

Maciej Walczyna doskonale zna tę rzeczywistość, gdyż w Delhi spędził ostatni rok, wykładając w międzynarodowej szkole designu Raffles Millennium International. To jest taki bagaż kulturowy, który oszczędza wielu pomyłek, gdy trzeba działać szybko i niezawodnie, a i nie ma ryzyka, że nadzorca zejdzie na zawał, gdy zobaczy warsztat stolarski, w którym przyszło mu pracować ;) Świetnie też orientuje się w tutejszej – bardzo hierarchicznej – organizacji pracy. Ma przy tym tyle poczucia humoru i dystansu, że po prostu wklejam jego tekst poniżej.

Podkreślenia pochodzą ode mnie.

Na zlecenie Instytutu Polskiego w New Delhi i Instytutu Książki pełniłem nadzór inwestorski nad wykonaniem stoiska na World Book Fair 2014 w Delhi, na których Polska była gościem honorowym. Stoisko miało być otwierane przez ważne osoby z Polski i Indii, więc organizatorom zależało, by wyróżniało się wyglądem i jakością wykonania. Wszystkie stoiska targowe Instytutu Książki wyglądają podobnie, projekt został przygotowany przez pana Pawła Mikosza z krakowskiego Dobrego Studia.

Znajomi śmiali się ze mnie, że podjąłem się pilnowania jakości w Indiach, ale ja byłem dobrej myśli i w sumie się nie zawiodłem. Wykonawca był fantastyczny, uczynny, dbał o detale, pracował bez przerwy i z poświęceniem. Ja miałem pilnować jakości wykonania i zachowania „zachodnich standardów”.

Ale jak pilnować czegoś, czego nie ma? Projekt zakładał stosowanie rozwiązań, które w Europie są najtańsze, zaś w Indiach muszą być sprowadzane na zamówienie. Meble były zaprojektowane z różnokolorowych elementów. W Polsce zamawia się je w profesjonalnej stolarni, przycięte co do milimetra i montuje odpowiednimi okuciami. W Indiach meble składane były z surowych płyt, zbijane gwoździami, szpachlowane, szlifowane, jeszcze raz szpachlowane, gładzone i wreszcie malowane. Oryginalnie wszystkie elementy były bezbarwne, więc na gotowym meblu trzeba było nakładać poszczególne kolory jak na pisankę. Ręcznie… Różnica w wyglądzie jest taka, jak między ręcznie malowanym szyldem a wyklejanymi winylowymi literami na samochodzie. Ten pierwszy ma niezaprzeczalny urok, ale gdy szukamy ostrych krawędzi, trwałej powierzchni, równego koloru – trzeba wybrać drugie rozwiązanie.

Prawdziwą zagadką jest ekonomia takiego procesu. W Europie wycięcie metra kwadratowego płyty meblowej to 25 zł/m i kilka złotych za metr bieżący cięcia. Płaci się za pracę stolarza, który wszystko zaplanuje, a później złoży. Montaż jest szybki, meble można rozłożyć, okleiny płyt są nałożone w fabryce.

W Delhi panowie poświęcili 3 tygodnie na szlifowanie i mozolne cięcie – często ręcznie – płyt. Potem malowanie zabrało wieki. Przez to, że zarabiają kilkaset rupii dziennie cena zapewne była podobna jak w Europie. Energii włożono 5 razy więcej. Cała ekipa starała się, pracowali w zasadzie bez przerwy.

Byłem na budowie codziennie kilka godzin, odrzucając uproszczenia i tłumacząc dokumentację. Najwięcej dąsów było przy dyskusji, czy rzeczywiście 5 cm tak bardzo różni się od 2. Na rysunkach wykonawczych było wprawdzie narysowane 20mm, ale panowie uznawali, że zrobią 50 i też będzie to dobrze wyglądać. Do dziś nie wiem, co wyglądałoby lepiej. Najtrudniej było wytłumaczyć, że dokumentacja służy nie inspiracji, a jest jednoznacznymi wytycznymi wykonawczymi. Kiedy indziej wybuchł spór, czy wyboczenie 10 cm na 7 metrach to dużo, czy mało. Czułem się jak w „Alternatywy 4”, a panowie przewracali oczami i dawali mi do zrozumienia, że jestem małostkowy i się czepiam.

Prawdziwym koszmarem była jednak ostatnia noc. Moim zdaniem Wykonawca nie był w stanie zrozumieć, co to znaczy oddać coś pod klucz. Sprzątanie i czyszczenie najwyraźniej uznał za zbędne. Nie sądzę, żeby ze złej woli. On po prostu nie widział problemu w tym, że tu i ówdzie wiszą strzępki folii ochronnej, że szyby są tłuste i niedoczyszczone, że wszędzie jakieś paprochy… Gdy zwracałem uwagę, rozpoczynało się koronkowe przekazywanie odpowiedzialności dalej i dalej, aż w końcu przechodziła niewiasta z Radżastanu, załatwiała jedno z roszczeń i znikała. Zabawa zaczynała się od nowa.

W końcu przyszły szefowe stoiska z Instytutu Książki, zakasały rękawy i w 2 godziny posprzątały. Moim zdaniem takie prace wykończeniowe są poza percepcją mieszkańca Delhi. Brud jest na tyle wszechobecny, że nie zwracają uwagi na drobiazgi…

Najważniejsze jednak, że efekt końcowy był bardzo zadowalający i wszyscy uznali, że zdecydowanie prezentujemy różny standard niż pozostałe stoiska. SUKCES!

Od siebie dodam jeszcze, że „różny” oznacza po prostu „lepszy” :) Nie wspominając już o tym, że na wielu innych stoiskach prace trwały jeszcze kilka dni po rozpoczęciu Targów, co jest tutaj bardzo powszechne i chyba nikogo nie dziwi widok pracowników przyklejających wykładzinę czy montujących półki pomiędzy spacerującymi tłumami odwiedzających.
Do tej pory miałam okazję brać udział w trzech edycjach Targów. Pamiętam niemieckie i francuskie stoiska jako gości honorowych. Polski projekt wyróżniał się na ich tle otwartością (praktycznie nie było zewnętrznych ścian), a również przenikaniem się stref wystawienniczych (wystawa poświęcona Ryszardowi Kapuścińskiemu oraz druga – ilustracji i książkom dla dzieci), konferencyjnych i reprezentacyjnych. Dzięki temu stoisko zawsze – a bywałam tam chyba co drugi dzień w ciągu 9 dni trwania Targów – gromadziło wielu odwiedzających.
Dosyć już jednak tego gadania, poniżej historia powstawania polskiego stoiska w obrazkach:

Targi Książki 2014Polskie stoisko targi ksiazki 2

Polskie stoisko targi ksiazki 3

Polskie stoisko targi ksiazki 4

Polskie stoisko targi ksiazki 5

Polskie stoisko targi ksiazki 6

Polskie stoisko targi ksiazki 7Polskie stoisko targi ksiazki 8

Polskie stoisko targi ksiazki 9

Polskie stoisko targi ksiazki 10

Polskie stoisko targi ksiazki 11 Targi Książki 2014

Polskie stoisko targi ksiazki 12

Polskie stoisko targi ksiazki 13

Polskie stoisko targi ksiazki 14 Polskie stoisko targi ksiazki 15 Polskie stoisko targi ksiazki 16 Polskie stoisko targi ksiazki 17 Polskie stoisko targi ksiazki 18 Polskie stoisko targi ksiazki 19 Polskie stoisko targi ksiazki 20 Polskie stoisko targi ksiazki 21 Polskie stoisko targi ksiazki 22 Polskie stoisko targi ksiazki 23 Polskie stoisko targi ksiazki 24 Polskie stoisko targi ksiazki 25 Polskie stoisko targi ksiazki 26

You may also like