Dzień Republiki 2013

Rajpath, kilka dni po paradzie zeszłego roku.

Wszystko dzisiaj było w Delhi pozamykane na cztery spusty. Indie celebrowały Dzień Republiki. Przygotowania zaczynają się na długo przed nim. Wzdłuż Rajpath, mniej więcej dwukilometrowej reprezentacyjnej alei łączącej Bramę Indii z budynkami rządowymi i parlamentem, budowane są sektory dla publiczności, a przy odrobinie szczęścia można natknąć się na wielbłądzią kawalerię powracającą z prób. Rok temu postanowiliśmy zobaczyć słynną paradę na własne oczy.

Przy zakupie biletów dostaliśmy karteczkę z dokładnymi instrukcjami. Stało tam np., że miejsce należy zająć najpóźniej do 9.30, a opuścić dopiero, gdy VIPy opuszczą swoją lożę. Zalecano też dzielenie się miejscami w autach – z racji ograniczonej ilości miejsc parkingowych. Kierowcy, którzy przywieźli swoich pracodawców, powinni udać się na osobny parking i NIE OPUSZCZAĆ SAMOCHODÓW!

To wszystko jednak nic w porównaniu do listy przedmiotów zakazanych. Nie można bowiem ze sobą wnosić: toreb, aktówek, jedzenia, radia/tranzystoru, komórki/pagera, dyktafonu, aparatu, lornetki (!!), palmtopów, kluczyków samochodowych ze zdalnym otwieraniem (!!), broni i amunicji, termosów, butelek do wody, papierosów, bidi, zapałek, zapalniczek, noży, brzytwy, nożyczek, otwieraczy do wina, ostrzy, alkoholu, puszek, sztyletu/miecza/materiałów tnących lub o ostrej krawędzi, sztucznych ogni/petard, perfum, materiałów łatwopalnych, parasolki, sprayów, imitacji broni/zabawek imitujących broń, kamer, I TYM PODOBNYCH!!! Nie wiem, do której kategorii zalicza się gazetę, którą skonfiskowano przy wejściu Sir’owi.

Pojechaliśmy tam taksówką, ale z powodu zamkniętych ulic ostatni kilometr musieliśmy pokonać pieszo. Przepchnięcie się do naszego sektora przez napierający tłum było nie lada wyczynem. Pomimo tego, że miejsca były ponumerowane, a i dla tych z miejscówkami stojącymi było trawnika w bród, wszyscy pchali się na łeb, na szyję. Musieliśmy się mocno trzymać za ręce i użyć łokci, żeby tłum nie rozdzielił nas i nie popchnął w różnych kierunkach. Najgorzej było w wąskim gardle, którym była bramka ze skanerem. Nawet żołnierzom ciężko było zmusić ludzi, by przechodzili przez nią pojedynczo. W pewnym momencie „tama” pękła, bramka została przewrócona i stratowana setkami stóp. Tak właśnie wyglądają realia indyjskie nawet przy bardzo restrykcyjnych założeniach. Tłum jest przyzwyczajony do tego, że niczego nigdy nie wystarczy dla wszystkich, więc na wszelki wypadek koniecznie trzeba być pierwszym!

Mieliśmy dosyć wygodne górne miejsca z dobrym widokiem, choć na początku okazało się, że miejscówka towarzyszącej nam B. to kawałek metalowej rurki. Szybko jednak znalazło się plastikowe siedzenie, które pierwotnie było do niej przykręcone. Jednak przez całą paradę B. musiała uważać, żeby nie spaść wraz z siedziskiem pod trybunę, co dodatkowo utrudniało bardzo ruchliwe dziecko kopiące ją przez cały czas w plecy przy doskonałej obojętności trzymającej je na kolanach matki. Norma, zwłaszcza w kinach, tylko tam mogą kopać w oparcie :)

Sama parada była dość ciekawa, aczkolwiek nieco przydługa. Najpierw przemaszerowały poszczególne oddziały indyjskiej armii, samoloty wykonywały powietrzne akrobacje „malując’ na niebie indyjską flagę. Następnie jechały wozy reprezentujące poszczególne indyjskie stany i środowiska. Każdy z nich wiózł rozbudowaną dekorację (sprawiały nieco archaiczne wrażenie), przed i za nimi tanecznym krokiem posuwały się zespoły artystyczne. Ponieważ jednak każdy z nich miał oddzielny podkład muzyczny, mieliśmy lekki rozdźwięk percepcji, gdyż w głośnikach rozlegała się muzyka (i prezentacja) stanu, który akurat pozdrawiał VIPy w ich loży. Ponieważ byliśmy od nich oddaleni na mniej więcej odległość jednego wozu, słyszeliśmy muzykę poprzedniego, gdy przed nosem przejeżdżał nam już następny. Na szczęście okazało się, że nikt nie zabroni nam wyjść przed VIPami i uciekliśmy stamtąd po jakichś dwóch godzinach.

Na paradę co roku zapraszani są przedstawiciele jednego kraju. Dzisiaj była to królewska para reprezentująca Bhutan. Bardzo ładna para w przepięknych tradycyjnych strojach, należy dodać :). W zeszłym roku gościem była premier Tajlandii, Yingluck Shinavatra, też zresztą bardzo urodziwa. Być może kryterium atrakcyjności jest tutaj decydujące ? :)

Dla indyjskiego prezydenta, Pranaba Mukherjee był to pierwszy Dzień Republiki w tej roli. W swojej przemowie poświęcił sporo uwagi tematowi brutalnego grudniowego gwałtu:

We lost more than a valuable life; we lost a dream. (Straciliśmy coś więcej niż drogocenne życie. Straciliśmy marzenie.)

oraz bezpieczeństwa i równości kobiet:

The time has now come to ensure gender equality for every Indian woman. (Teraz nadszedł czas, by zapewnić równość każdej indyjskiej kobiecie.)

Oczywiście przedstawił problem typowo po indyjsku – odwołując się do tradycji i dziedzictwa kulturowego, do roli matki i żony.

When we brutalise a woman, we wound the soul of our civilization. (Kiedy brutalnie traktujemy kobietę, ranimy duszę naszej cywilizacji.)

Wspomniał też o niedawnej napiętej sytuacji na granicy indyjsko-pakistańskiej w Kaszmirze, gdzie zginęło dwóch indyjskich żołnierzy (pakistańscy zresztą też). Co ciekawe, indyjska i pakistańska armia w Jammu i Kaszmirze wymieniły się tradycyjnie życzeniami i słodyczami.

Gosia, delhi febrero 2012 rajpath 2

Gosia, delhi febrero 2012 rajpath 4

Zdjęć z samej parady oczywiście nie mam (zakaz aparatów), poniżej zatem krótki film z oficjalnych źródeł (tegoroczny).

Niektórzy wolą świętować mniej oficjalnie i mniej pompatycznie. Stewardesy linii Finnair w bollywoodzkich pląsach z okazji Dnia Republiki 2012.

JAI HIND! (Niech żyją Indie!) ;)

Komentarze
Gość: braworka, markbrownett1.demon.co.uk
2013/01/27 00:05:45
ladnie wyglada blog po zmianach, bardzo przejrzyscie,
choc ja wole posty od razu niz~wiecej~.
pozdrawiam
2013/01/27 00:15:08
Braworko, dzięki :)) Ja też nie byłam fanką takiego rozwiążania, ale po powiększeniu szpalty głownej, a co za tym idzie, zdjęć, strona robiła się bardzo długa, długo się ładowała i trzeba było dużo przewijać do następnego. Kilka nowoprzybyłych osób też się skarżyło, że ciężko się dogrzebać do starszych postów. Nie każdy ma czas, żeby czytać wszystko chronologicznie :)
Może gdybym miała lepszy system archwizowania… W każdym bądź razie dziękuję za opinię :)
Gość: Ewa, 194-247-62-028.galatea.pl
2013/01/27 22:05:01
bardzo piękne są te parady, ale przy takiej liczbie zakazów, odechciewa się tam być :)))
2013/01/27 22:11:44
Ewa, dokładnie! W zasadzie możesz wziąć tylko dowód i pieniądze, a i to w kieszeni, bo torby zakazane :) Dlatego poszliśmy raz i powtórki raczej nie planujemy :))

You may also like