Hipsterski Pekin. 798 Art District

Pekin. Moje turystyczne priorytety chyba nigdzie się tak dobitnie nie ujawniły, jak tam. Mając do dyspozycji jedynie dwa dni, zamiast wdrapywać się na Wielki Mur, pojechałam powłóczyć się po artystycznej i tak, owszem, bardzo hipsterskiej, dzielnicy artystycznej 798 Art District. Mieści się wśród blokowisk poza centrum miasta, na terenie byłego kompleksu fabrycznego.

Ani przez moment nie pożałowałam, chociaż czułam, że pełen potencjał tego miejsca można lepiej docenić przy temperaturach bardziej dodatnich niż te, które panowały w chińskiej stolicy pod koniec grudnia i zieleni bujniejszej niż ta, która nam się zaprezentowała wówczas z przyczyn oczywistych.

Zupełnie się czegoś takiego po Pekinie nie spodziewałam, więc był efekt „wow!”, o który przecież z wiekiem i każdym podróżokilometrem coraz trudniej. Nie chcę przez to dyskredytować wielkich klasycznych zabytków. Zakazane Miasto również zaimponowało mi swoim rozmachem, ale jednak przyjechałam tu z tysiącem jego obrazów w głowie, a ta dzielnica była… no właśnie… niespodzianką. Miejsce niewątpliwie godne imperium i tej ilości kapitału, który się przelewa przez Państwo Środka. Bo nie oszukujmy się – sztuka to wykwit dobrobytu, przynajmniej dla wybranych.

Czasu starczyło jedynie na krótki spacer i wizytę w sklepie muzycznym wypełnionym okładkami podobnymi zupełnie do niczego. Ba! Nie byliśmy w stanie przeczytać większośći tytułów! Mimo to wyszliśmy zachwyceni i z łupami, a to głównie dzięki miłemu sprzedawcy i jego rekomendacjom. Co prawda po bliższym zapoznaniu się z zakupami już w Delhi zastanawialiśmy się nieco, co kupujący mieli na myśli, ale oryginalności i unikatowości naszym zdobyczom nie można odmówić. Być może kiedyś będziemy mieli ochotę zrobić imprezę z romantyczną weselną chińską muzyką?

Knajp, restauracji i kawiarni było zatrzęsienie, chociaż niektóre akurat zamkniete na święta. Wszystkie wyglądały bardzo zachęcająco, ale czasu mało… W końcu weszliśmy do tej z największymi oknami – aby siedząc w niej, nadal gapić się na życie uliczne. W knajpie artyści (a jakże!) kończyli przerwę obiadową, wdrapali się na rusztowania i zaczęli malować dwa ogromne freski.

Bez dwóch zdań, trzeba tu wrócić – wstąpić do przynajmniej kilku z licznych galerii, poszperać na półkach z książkami, wypić kawę podsłuchując rozmów przy sąsiednich stolikach.

Nawet nic nie rozumiejąc.

798 Art District (20) Przewodnik po Pekinie młodzi chińscy hipsterzy 798 Art District (16) 798 Art District (15) Pekin 798 Art District (19) Pekin 798 Art District (14) Pekin dzielnica artystyczna Pekin 798 Art District (10) Pekin 798 Art District (4) Pekin księgarnia 798 Art District (5) Pekin 798 Art District (8) młodzi Chińczycy Pekin 798 Art District (13) 798 Art District (17) Pekin 798 Art District (26) Pekin 798 Art District (22) Pekin Sztuka chińska Pekin 798 Art District (3) Pekin 798 Art District (6) Pekin 798 Art District (2) 798 Art District (28) 798 Art District (27) Pekin 798 Art District (24) Pekin 798 Art District (25) Pekin 798 Art District (23)

Lajkowanie dozwolone!

Rozgość się, wpadaj, kiedy chcesz! Posłać Ci zaproszenie, kiedy pojawi się tu coś nowego?

Zostaw namiary!

 

You may also like

  • Takie artystyczne dzielnice wyrastają jak grzyby po deszczu w różnych miastach. Lokalne władze często pomagają w rozwoju, tak jak w Xiamen zwalniają części podatków. Warto się przejść i przekonać, że jak Chińczycy chcą, to potrafią z siebie wykrzesać burzę kreatywności :-)

  • asiaya

    I to właśnie mnie zaskoczyło! W Delhi też jest coś w rodzaju wioski galerii, knajpek i sklepików, ale do rozmachu i stylu tej pekińskiej się nawet nie umywa. Mnie to bardzo zachęciło do następnej podróży do Chin. W zasadzie tego weekendu nawet nie licze jako podróży :)