Hong Kong

Hong Kong 1

Więc Hong Kong. Za długo już wracał w rozmowach, przewijał się gdzieś w artykułach i ofertach linii lotniczych, byśmy mogli go dłużej ignorować. Grudniowa wizyta w Tajlandii pozostawiła jeszcze większą ochotę na poznanie Azji – tej bardziej na wschód od Indii. Nawiasem mówiąc, Indie nie kojarzą mi się z Azją. To osobne zjawisko.

Gdy wracałam z Hong Kongu, nie miałam co do tego żadnej wątpliwości. Powietrze w Delhi było tak przesycone żółtawym dymem, że łzy cisnęły mi się do oczu, a palce śmierdziały, jakbym przerzucała popiół gołymi rękami. Delhi przegania już Peking w niechlubnej konkurencji zanieczyszczenia powietrza. „We are the champions!” Niestety.

Wylądowaliśmy w nocy i taksówkarz gubił się z powodu pozamykanych ulic. Bo ulice w Delhi zamyka się na noc z tzw. powodów bezpieczeństwa. Jeden z wielu absurdów, którego nikt mi nie jest w stanie sensownie uzasadnić. Krążyliśmy wokół naszej dzielnicy, uliczne psy biegły za samochodem ujadając, a w żółtym świetle latarni ukazywały się nam kolejne sterty śmieci i dziury w jezdni. W tej upiornej scenerii oczekiwałam tylko na pochód zombi, ale w końcu natknęliśmy się na patrol policji, który bez zbytnich uprzejmości oświecił nas co do jedynego czynnego wjazdu. Ach, i nie była to 4 nad ranem, a zaledwie 24.00 z minutami.

Ale dziś przecież ma nie być o Delhi.

Hong Kong wydal mi się… mały i przytulny. Bardzo do ogarnięcia. Nieprzytłaczający. Nie bardzo malowniczo piękny, a przynajmniej nie wszędzie, ale z charakterem, sznytem. Szklane wieżowce błyszczą nowościa między betonowymi blokami z pokracznymi oknami i ścianami upstrzonymi skrzynkami klimatyzatorów oraz rozwieszonym praniem.  Morze wyłania się tu i ówdzie na horyzoncie w szczelinach między pionowymi smukłymi bryłami.

Ścisłe centrum na wyspie Hong Kong na początku irytowało nieprzewidywalnością ścieżek i korytarzy rozpostartych ponad ulicami, a czasami przebiegającymi przez środek centrów handlowych. Jednak po opanowaniu podstawowych tras okazały się one zbawieniem od ulicznego ruchu. O prawdziwych tłumach przekonałam się dopiero drugiego dnia, gdy przepłynęliśmy promem na Kowloon. Oraz przy próbie wjechania na Victoria Peak słynnym tramwajem. Poddaliśmy się, gdy po przybyciu okazało się, że przypada nam miejsce tuż obok tabliczki obiecującej nam 2 godziny czekania.

Z prawdziwą przyjemnością jeździliśmy za to metrem i pięknymi piętrowymi tramwajami. Te ostatnie tak nam się spodobały, że nie chciało nam się wysiadać i urządziliśmy sobie mały tramwajing. Taksówki okazały się cenowo przystępne i godne zaufania.

Łatwo było. Przyjemnie było. Chcę jeszcze raz!

Hong Kong 1 (2) Hong Kong 1 (3) Hong Kong 1 (4) Hong Kong 1 (5) Hong Kong 1 (6) Kowloon Hong Kong 1 (8) Kowloon Hong Kong 1 (10) Hong Kong 1 (11) Hong Kong 1 (12) Hong Kong 1 (13) Hong Kong 1 (14) Hong Kong 1 (15) Kowloon Chanel shop Kowloon shopping Hong Kong 1 (18) Exit in chinese

You may also like