Indus, jaki jest [7]. Obsesja białej skóry

7 część z serii „Indus, jaki jest”. Pozostałe odcinki znajdziecie tutaj: [1], [2], [3], [3.1], [4], [5], [6]

———————————-

W Indiach uświadomiłam sobie, że jestem… biała. Niby wiedziałam to od zawsze, ale nigdy tego nie ODCZUŁAM. Dopiero tutaj poczułam się jak człowiek z liściem na głowie. Jeżeli chodzi o fizjonomię, Hindusi są dosyć zróżnicowani – niscy, wysocy, krępi, chudzi, z włosami prostymi i kręconymi. Wszyscy jednak mają zdecydowanie ciemne karnacje i zazwyczaj ciemne oczy. Na tym tle moja bladość i jasne, szaro-niebieskie oczy po prostu świecą. Żebym nie wiem, jak usiłowała wtopić się w tłum, zawsze będę odstawać. Zrezygnowałam nawet z rozjaśniania włosów (i ścinania zresztą też), ale nadal często czuję ciekawski wzrok na sobie. Zresztą, tak się przyzwyczaiłam do widoku indyjskiej ulicy, że samej mi się zdarza oglądać za cudziemcami. W zeszłym roku, wylądowawszy na lotnisku w Monachium, zostałam wręcz oślepiona ilością blondynów i przeżyłam mały reverse culture shock. 

Ku mojemu zdziwieniu okazało się, że w Indiach ciemna karnacja ciemnej nierówna i Indusi zwracają WIELKĄ uwagę na odcień skóry. Dostrzegać różnicę to jedno, ale sęk w tym, że na podstawie tych obserwacji często wyciągają wnioski, np. na temat pochodzenia (geograficznego i klasowego), pozycji społecznej, zamożności, wykształcenia, inteligencji itp. Stąd tylko krok do dyskryminacji, zwłaszcza, że przeciętny Indus jest miły dla równych sobie, wręcz przesłodki dla wyższych, ale pogardliwy dla niższych. Sami często się skarżą na rasizm ze strony białych, ale ja osobiście widziałam więcej przypadków dyskryminacji Indusów przez własnych rodaków, niż przez białych.

Weźmy np. taką Freidę Pinto, której uroda wzbudza zachwyt zachodnich widzów (polecam bardzo zachęcającą recenzję filmu „Trishna” na Tyglu). Pomimo wysiłków i starań, w samych Indiach Pinto nie nakręciła żadnego filmu w Bollywood, a jedynie kilka epizodów w reklamach. Przypuszczam, że jak na bollywoodzkie standardy, ma zbyt ciemną karnację, określaną tutaj jako „dusky” (ciemny, mroczny). Pinto wspomniała nawet w wywiadzie dla „Independent” o obsesji białej skóry w Indiach i porównywała ją z zachodnią obsesją opalenizny.

Nie znajdziemy zatem w Indiach żadnego solarium, za to, owszem, całą gamę kosmetyków i zabiegów wybielających, zarówno dla kobiet, jak i dla mężczyzn. Oprócz kremów (trudno znaleźć nie-wybielający), są też wybielające dezodoranty (sic!), a ostatnio nawet… płyn do higieny intymnej!*

Obsesja białej skóry w Indiach. Kremy wybielające w Indiach

Niektóre reklamy pokazują paletę coraz jaśniejszych odcieni, jak dobrze nam znanych reklamach wybielających past do zębów. W poniższej pokazano też ewidentnie, że „jasne” nie może być indyjskie – urzędnik odsyła „wybieloną” panią do okienka dla obcokrajowców:

Oczywiście obsesja rozjaśniania budzi kontrowersje, dyskusje, debaty socjologów. Co z tego? Naukowcy mogą psioczyć i grzmieć, ulica rządzi się swoją logiką. Skoro są klienci (nawet w slumsach!), będą produkty. A jest ich coraz więcej!

W walce o białą skórę należy też zadbać, by nie miała kontaktu ze słońcem. W słoneczne dni widuję panie z parasolkami, nie tylko na plaży, jak na poniższym zdjęciu z Goa, ale również na delhijskiej ulicy. Nawet mnie kiedyś babka Veena upomniała, żebym nie wychodziła w południe bez parasolki!

Goa 1 Goa diciembre 2011 080

Na plaży Indusi nie rozkładają się na leżakach i kocykach. Zazwyczaj spacerują albo stoją przy brzegu. Czasami wchodzą do wody, ale też raczej w ubraniach. Tutaj para w podróży poślubnej (widać to po charakterystycznych czerwono-białych banglach na rękach dziewczyny).

Goa 4 Goa 2

Zachodnie ubrania i piwko na plaży: owszem. Na bikini jeszcze nikt się nie odważy.

Goa diciembre 2011 052

Komentarze:
agradabla
2012/04/20 14:54:27
myslalam o tych kolorach jak wrocilismy z Chile. Tutaj nie jestem egzotyczna, bo niby dlaczego, brazowe oczy i wlosy nie sa znowu az tak wyjatkowem, tam nie bylam wyjatkowa bo niby dlaczego jak wszyscy maja ciemne oczy i wlosy. Pech nie byc nigdzie wyjatkowym. A potem sobie przypomnialam, ze bylam o pol glowy wyzsza nawet od bardzo wysokich facetow (a Boskiego bylo ciezko wcisnac do autobusu, bo mial przedimenzowane nogi) i troche mnie to pocieszylo.
asiaya
2012/04/20 15:55:21
A ja znam Chilijczyków blondynów :)) Nie lubię się wyróżniać w tłumie i zwracać uwagę, więc dla mnie to nie pech, wprost przeciwnie!
siamsoleils
2012/04/21 07:15:49
Ja tez troche cierpie z tego powodu i wiem, ze nigdy nie uda mi sie wtopic zupelnie w tlum. W Tajlandii, zapewne jak i w Indiach, do obcokrajowcow nalezy pewien streotyp, ktory glownie podkresla nasze zasoby finansowe i wiazace sie z tym wymagania wiekszej zaplaty za podstawowe uslugi. Sytuacja troche sie zmienia kiedy mozna dogadac sie po tajsku, wtedy moge liczyc na normalne traktowanie. A co do skory to bardzo sie ciesze, ze tutaj jasna cera, bladosc sa postrzegane za ladne a nie jako objaw chorobowy ;) Nigdy nie lubilam sie opalac zatem dla mnie to komfortowa sytuacja. Zawsze chodze zacieniona strona chodnika i czesto z parasolka, chyba zaczynam stawac sie Azjatka:)
asiaya
2012/04/21 07:32:49
Ja też wręcz nie znoszę się opalać! Moi znajomi nie mogli się nadziwić, jak mogłam wrócić blada po 3 tyg. na Wyspach Kanaryjskich! W Polsce, żeby nie straszyć bladością, od czasu do czasu chodziłam do solarium, bo to przynajmniej krótko trwa.
Tak, znajomość języka zmienia nastawianie do obcokrajowców na pewno. Gdybym miała tu zostać albo gdybym miała jakieś powiązania rodzinne z Indiami, na pewno zaczęłabym się uczyć hindi czy innego indyjskiego języka. W moim przypadku jednak to nie ma sensu.
W Hiszpanii jest tak samo: tubylcy chodzą po zacienionej stronie ulicy, a obcokrajowcy w pełnym słońcu :)) Tylko, że potem Hiszpanie się opalają na plażach, oj tak! Znam nawet jedną kobietę kompletnie od tego uzależnioną.
Gość: , cpc3-acto1-2-0-cust113.4-2.cable.virginmedia.com
2012/04/22 00:06:14
Mnie tam moda na jasną karnację nie bulwersuje. W czym moda na opaleniznę miałaby być niby lepsza? Jeśli chodzi o ciemnolice aktorki, to weźmy chociaż taką Bipashę Basu, która śmiało może konkurować z Freidą jeśli chodzi o karnację. Poza w tym w Bollywood mnóstwo aktorek zaczynało jako modelki, w porównaniu do nich Freida Pinto nie robi tak dużego wrażenia. Ale przeciętny zachodni widz zazwyczaj widział conajwyżej Slumdoga, to i nie ma dużego porównania jeśli chodzi o indyjskie piękności:) A to tylko północ, na południu ciemne aktorki to standard.
Z jednym się z natomiast z Tobą zgodzę. Chodzi o stosunek Indusów do rodaków o niższym statusie społecznym. Niestety często byłam świadkiem nieprzyjemnego odnoszenia się do kelnerów, sprzedawców, służących.
Pozdrawiam
asiaya
2012/04/22 06:50:17
„?”, mnie moda na jasną karnację nie tylko nie bulwersuje, mi to wręcz bardzo na rękę – jestem blada, jak ściana i nie cierpię się opalać! Uwierz mi, chętnie bym tą modę widziała na Zachodzie! Co mnie bulwersuje, to deprecjowanie ciemnego odcienia i wyciąganie na jego podstawie innych wniosków, wkładanie ludzi w szufladki (chociaż przyznam, że w indyjskiej specyfice te wnioski nie muszą być mylne, bo grupy etniczne się mało mieszają, bo wiadomo, że niektóre warstwy są wykształcone, inne nie i to się pokrywa np. z zamożnością. Ale mimo wszystko…). Spójrz chociażby na ogłoszenia matrymonialne! Chyba 80% ofert podkreśla, że są „fair”.
BB rzeczywiście ma ciemniejszą karnację, ale zauważ, że gdy o niej piszą, zawsze to podkreślają: „dusky beauty”, „dusky diva”, czy nawet „dusky babe”. Generalnie średni odcień skóry w Bollywood jest o wiele jaśniejszy niż ten indyjskiej ulicy. Te wszystkie niby „dusky” Padukone i Chopry byłyby na ulicy „fair”.
I też się zastanawiam, co te wszystkie czarodziejskie kremy zawierają? Jeśli to tylko peelingi, to pół biedy, chociaż też można przedobrzyć.
Pozdrawiam również!
marta_praga
2012/04/22 10:04:46
Czesc,
Kremy wybielajace sprzedawane w Azji zawieraja olow tudziez jego pochodne.
Pozdrawiam,
M
asiaya
2012/04/22 10:59:01
Ni esłyszałam o ołowiu (ten raczej w kontekście kajalów używanych do czernienia oczu), za to owszem, o rtęci!
Pozdrawiam!
lilithin
2012/05/01 11:38:46
Ha, co za zbieg okoliczności, sama ostanio pisałam o fairness business ;)
asiaya
2012/05/01 15:49:37
Widziałam. Trudno uciec przed tym tematem. Wczoraj fotograf mnie tak wyretuszował, że gdyby nie okulary, to chyba by mnie nie można było odróżnić od ściany :)
lilithin
2012/05/02 16:05:25
No widzisz, czyli nie jesteś wystarczająco biała ;)
A propos kosmetyków – czy Filipczak w swojej książce nie narzekała na brak kremów z filtrem? Coś kojarzę, ale może się mylę. Pomyślałam o tym dzisiaj bo musiałam kupić – wybór przeogromny, dużo większy niż w polskich drogeriach, a nawet nie byłam w centrum miasta.
asiaya
2012/05/02 16:59:39
Cytuję: „Kremy przeciwsłoneczne są, a czasami tylko bywają i podobno nie są najlepszej jakości, ale jak dla mnie – OK”
Sama nie musiałam tutaj nigdy kupować kremów, bo mam zapas jeszcze z Polski (używam blokerów na twarz :)))
lilithin
2012/05/04 07:50:03
Ooo! I cytacik jest :) No dobra, trochę za bardzo się czepiam tej pani ;)
asiaya
2012/05/04 12:31:43
Wiesz, tekst o tym, że zapuszczała grzywkę przed wyjazdem (obawiała się, że nie znajdzie fryzjera chyba) jest trochę śmieszny. Ostatecznie chyba można sobie samemu grzywkę podciąć (ja tak robiłam milion razy), albo poprosić hostelowych znajomych (wnioskuję z książki, że głównie tam nawiązywałą kontakty :)) Jednak ten rozdział i tak wydał mi się najbardziej konkretny, chociaż szybko się zdeaktualizuje.

You may also like