Indus, jaki jest cz.3

…czyli dużo nas, dużo nas do pieczenia chleba… znaczy chapati

Zjawisko zwane Indus NIGDY nie występuje w liczbie pojedynczej, a zdecydowanie w mnogiej, mnogiej bardzo! W 2011 ludność Ziemi osiągnęła liczbę 7 miliardów, a Indii 1,2 miliarda. Dla porównania Unia Europejska liczy sobie ok 0,5 miliarda obywateli. Indusi stanowią więc ok. 17 procent ludności całej kuli ziemskiej, podczas gdy UE to ok. 7%, a Polska 0,5 %. Te liczby robią wrażenie! Mało tego! Indie są obecnie drugim krajem na świecie pod względem liczby ludności, ale wkrótce (relatywnie wkrótce, bo ok 2050 roku) przegonią nawet Chiny!

Radosna, czy nie, wiadomość została przekazana ludowi (poniżej). Niech nie zmyli Was fakt, że spikerka mówi o bilionach. Wiąże sie to z tym, że w krajach angielskojęzycznych używana jest tzw. krótka skala, w której bilion to odpowiednik naszego miliarda, czyli tysiąca milionów (Na tej krókiej skali nie ma żadnych miliardów, biliardów i tryliardów – uff, mam zdolności do zaplątywania się w detale :))

Czy jednak oznacza to, że w Indiach wszyscy mnożą się na potęgę? Nie do końca. Model rodziny z licznym przychówkiem nadal obowiązuje na terenach wiejskich i w biedniejszych warstwach społeczeństwa, gdzie każde dziecko szybko staje się dodatkową siłą roboczą, partycypujc w utrzymaniu rodziny. Stanowi również zabezpieczenie na starość (prawo do emerytury mają bardzo, bardzo nieliczni). W klasach wyższych, wykształconych, posiadanie dziecka wiąże się z odpowiedzialnością za jego (coraz kosztowniejsze) utrzymanie i edukację, a co za tym idzie, z ograniczeniem ich liczby. Nie wspomnę  o tak oczywistych różnicach, jak dostęp i wiedza o środkach antykoncepcyjnych. Rodziny bezdzietne nie są jednak społecznie akceptowane. W społeczeństwie, gdzie niemalże nie ma małżeństw zawieranych pod wpływem uczucia, celem pobierania się jest właśnie posiadanie potomstwa. Pamiętam, że na początku pobytu w Indiach rozmawiałam z pewną Induską, która uprzejmie zapytała, czy nie tęsknię za rodziną w kraju. Odpowiedziałam, że oczywiście, tęsknię, ale z drugiej strony wyjechałam z Polski jakieś 7 lat temu, więc już zdążyłam się przyzwyczaić. Na to ona odrzekła: „Cooo? Jesteście małżeństwem już 7 lat i nie macie dzieci???” Przyznam, że mnie zamurowało, głównie z powodu powiązania wyjazdu z kraju z małżeństwem (jakby niezamężna kobieta nie mogła sama wyjechać z kraju), ale również z powodu wścibstwa (widziałam ją pierwszy raz w życiu!). Ucięłam krótko rozmowę, stwierdzając filozoficznie: „Są różne opcje, prawda?” (Dla niej oczywiście nieprawda ;)) Całe szczęście nie mam obsesji na punkcie dzieci i zdążyłam sobie wytrenować odporność na różne społeczne naciski, ale wyobrażam sobie, że komuś, kto np. desperacko szuka szansy na potomstwo, mogłoby być przykro. Potem jednak się już przyzwyczaiłam do pytań i o męża, i o dzieci, i o… posag. Ale to temat na inną opowieść.

W makroskali taki przyrost biednej ludności bez perspektyw na edukację jest jednak dodatkowym obciążeniem dla państwa, które i bez tego nie jest w stanie „ogarnąć” potrzeb swoich obywateli. Poniżej kilka refleksji na ten temat, a przy okazj kilka ujęć indyjskiej ulicy czy indyjskiej wsi. Polecam.

Na koniec jeszcze (czy ktoś wytrwał?) bardzo fajny filmik-prezentacja National Geographic na temat światowej populacji i tendecji w jej rozwoju…

…a także podobny w formie, na temat TYPOWEGO obywatela świata, który teraz jest 28-letnim praworęcznym, posiadającym komórkę, ale niekoniecznie konto bankowe Chińczykiem męskiego rodzaju. Już niedługo ma być… Indusem…rodzaj się nie zmieni :)

Komentarze
Gość: Były już mieszkaniec Delhi., 109.232.26.21*
2011/08/09 17:48:32
Droga AsiaJa’o :)
Wg (wspaniałej?) myśli indyjskiej, skoro wyjechałaś z kraju i podróżujesz po świecie, to musisz być zamężna. Kropka. A dlaczego? Taka dharma. I taka karma. A skoro musisz być zamężna, to musisz mieć też potomstwo. Dlaczego? Taka dharma. I taka karma. Twoja odpowiedź byłaby szokiem dla każdej kobiety wychowanej w Indiach. I dlatego też zareagowała tak twoja rozmówczyni. Niestety, ludzie w Indiach, powiedzmy sobie to trochę eufemistycznie (choć nie znoszę tego środka literackiego) inteligencją nie grzeszą. (Przy okazji, polecam literaturę fachową o systemie edukacji w Indiach, szczególnie książkę pt. „W dążeniu do równości” autorstwa Sławomira Łodzińskiego). Dlatego też, dla nich Indie to cały świat. Generalnie, przeciętny Indus (przy okazji, skoro szukasz charakterystyki szarego typowego Indusa, myślę, że to na pewno byłby jego przymiot) nie jest w stanie sobie nawet wyobrazić takiej możliwości, iż mógłby ewentualnie, jakimś cudem istnieć inny system wartości i tradycji niż ten, według którego on sam żyje. Stąd ten szok.
A jeśli chodzi o ich wścibskość… to jest to wścibskość tylko w naszym odczuciu. Rzeczywiście, może człowieka cholera jasna strzelić, krew zalać, szlag trafić (itp.) kiedy słyszy się po raz n-ty pytanie typu: Czym się zajmuje twój ojciec (ew. ile zarabia?), czy też o to, co robi twój mąż, ile masz dzieci itd. Szczególnie, jeśli pyta o to osoba, którą widzimy pierwszy raz w życiu i rozmawiamy z nią jakieś 5 minut. A przeważnie to właśnie taka osoba pyta o takie rzeczy. Dlaczego? Bo nas nie zna. A w głowie (nie grzeszącego inteligencją) Indusa taki stały, względnie niewielki zestaw pytań (każdy kto zamieszka w Indiach i zdecyduje się tam żyć bardzo szybko uświadomi sobie, że pytań tych jest tak naprawdę kilka) to sposób na jasne i konkretne sklasyfikowanie nas w indyjskim systemie społecznym. Osobie nie związanej z Indiami może wyda się to niewiarygodne, ale kiedy Indusi zadają sobie te kilka pytań między sobą, odpowiedzi na nie dają pytającemu pełen obraz życia osoby odpowiadającej. Naprawdę. Indie wytworzyły po prostu silnie zhierarchizowany model społeczeństwa. I bardziej nie będę się zagłębiał, bo jeszcze wyjdzie ten komentarz długi niczym Mahabhaarata. Problem w tym, że kiedy Indus zadaje taki zestaw pytań nie-Indusowi (a zadaje kiedy tylko może) i uda mu się uzyskać odpowiedzi, Indus klasyfikuje nie-Indusa wedle swojej miarki, która nijak nie ma odniesienia do rzeczywistości i podłoża kulturowego, na którym wyrósł nie-Indus. Efekt? Bardzo częste, zdziwienie, zażenowanie, a wręcz oburzenie bezpośredniością pytań, naruszających, wg nie-Indusa, jego sferę prywatną. Ale nasza reakcja to jeszcze nic. My nie zdajemy sobie z tego sprawy, ale trzeba bardzo uważać, jak odpowiada się na takie pytanie, bo nasze odpowiedzi potrafią szokować Indusa (nigdy nam tego nie okaże) jeszcze bardziej, niż nas jego pytania. Dlaczego? Bo w jego systemie wartości z kolei takie odpowiedzi są nieakceptowalne. A to w połączeniu ze stereotypowym postrzeganiem świata zachodniego w indiach (chylmy czoła MTV oraz filmom made in Hollywood) tworzy bardzo konkretny modelowy obraz człowieka białego. Szczególnie kobiety. A to prowadzi do bardzo niebezpiecznych sytuacji…. Naprawdę.
2011/08/09 18:36:19
dobra dzieci dzieci, ale jaki samochod wnioslas w posagu? a moze tylko motor? bo jak go wozic przez tyle krajow?
2011/08/09 18:44:54
@BJMD ;) Dzięki za tak obszerny komentarz! masz oczywiście rację. Już się zdążyłam przyzwyczaić do tych dziwnych pytań, taksówkarzom po prostu zmyślam, bo przecież nie powiem im „co Cię to obchodzi”. O jakich niebezpiecznych sytuacjach mówisz?Spotkałeś się z czymś takim osobiście (tzn. ktoś, kogo znasz?) Co więc radzisz odpowiadać?
Właśnię „smażę” coś na jutro na temat kobiet w Indiach (o wyobrażeniach na temat cudzoziemek też). O hierarchii też oczywiście będzie (to mnie tu najbardziej uwiera, bo tak, jak mówisz, gdzieś mnie tu ciągle przyporządkowują, gdzie nie chcę :)). I o służbie… I o świętej Rupii… Normalnie serial z tego wyjdzie :)) Wdzięczna będę za wszelkie uwagi!
P.S. Tęskni się za Delhi po wyjeździe czy nie?
Aha, Łodzińskiego chętnie bym przejrzała, ale skąd ja tu go wezmę? I czy on nadal aktualny jest? Widzę, że to książka 1993 roku.
2011/08/09 18:56:38
@Agradabla :)) Samochód by się nam tu na nic nie zdał (kierownica po prawej stronie :)), ale na motor to ma Sir ochotę ;) Oboje marzymy o posiadaniu własnej rikszy :) Już widzę te pełne zdumienia spojrzenia Indusów na nasz widok :))
Gość: , 109.232.26.21*
2011/08/09 20:02:22
@asiaya Na początku ja również w takich sytuacjach kłamalem/zmyślałem. Ale pewnego dnia zdałem sobie sprawę, że moje fałszywe odpowiedzi mogą owy obraz człowieka białego zszargać jeszcze bardziej i nawet nie będę sobie z tego zdawał sprawy. Dlatego, moim zdaniem, kłamanie to zły pomysł. Ja sam zacząłem odpowiadać właśnie tak, jak uważasz, że się nie powinno, tzn. :”a co cię to obchodzi?”. I przyjmowalo to formę pretensji, oburzenia, a wręcz krzyku. Wierz mi, w tak zhierarchizowanym społeczeństwie kierowca (jako społecznie bardzo „niska” jednostka) nie będzie miał śmiał powiedzieć ani słowa więcej. W tym momencie ktoś mógły wtrącić, że to nieładnie tak traktować ludzi? Odpowiem, żeby pomieszkał w indiach minimum rok, a wtedy podyskutuję.
Tak, zdarzyły się takie sytuacje osobiście mnie. Nie raz. Właściwie gdyby się zastanowić, to mało było takich dni, kiedy się nie zdarzały. Ale nie chciałbym pisać o tym w tutaj. Mogę tylko powiedzieć, że pewnego razu dostałem w tył głowy z odległości ok. 1 metra kamieniem wielkości zaciśniętej pięści. Chyba nie muszę mówić, co było dalej?
A co do szufladkowania, które Ci się nie podoba. Indyjskim kobietą też się ono nie podoba. Nie podoba się, a mimo to tkwią w tym systemie od tysięcy lat i nie wyzwolą się z niego. Dlaczego? Tu właśnie wychodzi cały geniusz koncepcji Karmy i Dharmy. I charakterystyka naszych czasów, która tylko pogłębia trudności ewentualnego wyzwolenia (które nie nastąpi). Ty, jako „nieskażona” kulturowo, patrzysz na to z perspektywy innej mentalności. Dla (nie grzeszących inteligencją) Indusek, taka mentalność przekracza wszelkie bariery i koncepty ich umysłu.
Za Delhi jak i za indiami absolutnie nie tęsknię. Cóż powiedzieć, charakter mojego pobytu tam jednoznacznie zdeterminował moje spojrzenie na ten „kraj” (dobre sobie, nazywać to coś krajem) oraz doświadczenia z niego płynące. Opowiadając o tym, co przeżyłem (a są rzeczy, o których nie mówię nikomu) osobom, które nigdy nie miały żadnej formy styczności z indiami, a nawet osobom, które wybrały sie do indii na dwutygodniowy package tour (swoją drogą, 10 000zł za 12 dni!!! SIC!!!), nikt mi nie wierzy i wszyscy patrzą na mnie jak na obłąkanego. Bo oni przecież oglądali film bollywood, a tam, zamiast kropel, kwiaty z chmur spadały. Albo oni przecież tam byli (na package tour). Mieszkali w hotelu 8-gwiazdkowym i widzieli. Czy więc mój pobyt tam, to był jakiś swego rodzaju sen? Jakiś swoisty matrix, który mną zawładnął i wmawiał mi coś innego, niż naprawdę tam jest? Bywały momenty, że w to wierzyłem. Chciałem wierzyć, bo tak było łatwiej. A to dlatego, że na samą myśl o niektórych sytuacjach jeszcze dziś tak mnie krew zalewa, że uspokojenie się zajmuje mi do 20 minut. Bez krzty wyolbrzymienia. Do dziś czasem chce mi się po prostu płakać i nic nie moge na to porazić. W skrócie…. nie, nie tęsknie :). W ogóle.
Co do książki… skąd weźmiesz, nie wiem. Przykro mi. Czy książka jest aktualna? Wiele osób mówi, że indie zmieniają sie obecnie błyskawicznie. Ja zawsze odpowiadam, że zmieniają się tak błyskawicznie, że aż nic się nie zmienia. Tak, książka jest aktualna.(Były już) mieszkaniec Delhi.
2011/08/10 08:01:42
Mhm, najlepiej zatem udawać głuchoniemą :)
Nie szokuje mnie, że tak mówiłeś do kierowcy, bo doskonale zdaję sobie sprawę, że tutaj grzeczność i uprzejmość jest raczej poczytana jako słabość, więc sobie człowiek w stopę strzela.
Z tego, co opowiadasz, to niezły hardcore, ale Ci wierzę, bo samą mnie to wkurza, jak ludzie patrzą na mnie, jak na niespełna rozumu, kiedy o czymś opowiadam. Najbardziej mi się chce śmiać, jak na wszystkie problemy z komunikacją mają radę: „No to POWIEDZ mu”. Im się w głowie nie mieści, że można komuś mówić coś 100 razy, jedynie z takim efektem, że człowiek ma zdarte gardło. W Europie ludzie są przywiązani do logiki i myślą, że zawsze jest przyczyna i skutek, że z reguły się dotrzymuje umów, a niedotrzymywanie jest wyjątkiem i ma jakąś przyczynę. Tu jakby odwrotnie.
Ja bym z chęcią posłuchała Twoich przygód, ale rozumiem, że Ci się już nie chce do tego wracać.
2011/08/10 19:00:21
Czekam niecierpliwie na Twoje spostrzezenie dotyczace kobiet :)
Tutaj mam tylko jedno male „ale”, jesli chodzi o dzietnosc to na wsiach tez rodzina wielodzietna nie jest porzadanym modelem juz od jakiegos czasu. Moze w biedniejszych kregach, ale takich z bardzo nie mialam okazji obserwowac…Moj maz byl tym pokoleniem kiedy 3 dzieci to juz bylo duzo, obecnie 1 dziecko nikogo nie dziwi, zaden z kuzynow mojego meza nie planuje wiecej niz 2, ci troche starsi co juz maja dzieci na studiach (u moich tesciow sa spore roznice wieku miedzy rodzenstwem, wiec kuzyni tez sa dosc rozpieci wiekowo) zadne nie ma wiecej niz 2. Kuzynka meza wyszla za maz ok 5 lat temu, postawila na studia i prace, do dzis nie maja dzieci, swiadoma decyzja, nikt ich z tego podowdu nie pietnuje… Zreszta kilkoro z jego kuzynow ktorzy brali sluby w ciagu ostatnich kilku lat nadal nie maja dieci.Nie moge mowic o calym spoleczenstwie, ale rodzina mojego meza jest dosc rozlegla, wszyscy to farmerzy, czesc z mlodego pokolenia co prawda jest rozsiana po swiecie, ale model rodziny wynosza z Indii :) Chociaz jak tak czasem slucham o rodzinkach w Indiach, zwlaszcza o tesciach to mam wrazenie, ze moi to chyba kraje pomylili bo nie przejawiaja zadnych typowo indyjskich zachowan ;) sa otwarci, tolerancyjni, nie nachalni, nie mowia synom jak maja zyc, nie burza sie jak Ci wybieraja swoje wlasne sciezki etc, a sa ze wsi, wiec teoretycznie nienowoczesni ;)
Pozdrawiam!

2011/08/10 20:57:18
Lusin, wszelkie „ale” są mile widziane :) Generalnie chodziło mi o różnicę między biednymi i bogatszymi warstwami społeczeństwa. Prawda, że punjabscy farmerzy, a tym bardziej Sikhowie, choć mieszkający na wsi, do biedoty wiejskiej się nie zaliczają. Punjab to stan z najlepszą infrastrukturą, najmniejszym indeksem głodu i ogólnie żyzna kraina, ponoć określa się go jako „bread basket” Indii. Z drugiej strony, nie wiem, czy wiesz, mają w Indiach opinię sknerów :) Sikhowie też, jak dla mnie, najbardziej przypominają Europejczyków, nie tylko zewnętrznie (najprzystojniejsi po prostu ;)) . Idzie się z nimi dogadać, czego nie mogę powiedzieć o znakomitej reszcie Indusów.
Poza tym, Lusin, przebywanie w Indiach jako gość (Twojej już przecież) rodziny, a jako ktoś zupełnie nie zakorzeniony tutaj, to są dwa różne światy. W Indiach rodzina naprawdę jest podstawową komórką społeczną i jak się ląduje tutaj tak zupełnie bez powiązań, to dopiero jest hardcore. Zdzieranie z turystów jest faktem, o którym nawet co światlejsi Indusi mówią, że to wstyd :)
O kobietach chyba dokończę jutro, bo trochę zalatany dzień miałam i padam na twarz :) Pozdrawiam i dobranoc!
2011/08/11 13:29:25
:) a propos tego, co pisze BMD, bo mimo roznic, widze podobienstwo znaczne… jakos wciaz odpowiadam – moze naiwnie – na te mnostwo pytan od przypadkowych ludzi (a rodzilas naturalnie? a gdzie? w domu? w szpitalu? a kiedy nastepne dziecko? a malzenstwo to z milosci? a czy twoj maz jest dla ciebie dobry? nie bije? a jak ci sie uklada z tesciowa? mieszkacie razem? a czemu nie jestes muzulmanka? czemu jeszcze nie?), a potem pytam o to samo albo cos w podobnym duchu ;)
i w ogole jakos daje sie im umiejscawiac – dotykac dzieciom, czy dac sobie zajrzec pod burke ;)
ciekawe to wszystko, tylko potrzebuje teraz totalnego oddechu od myslenia i pisania o swoim zyciu w kategoriach miejsca, chce jakos sie od tego oderwac – oczywiscie, na ile to mozliwe :)
ale czytac bede i wiernie zagladac !!!!!!!!!!!!!
2011/08/13 02:55:58
Ha, ha, machanie na pociąg bije wszystko inne na głowę :).
Ja byłam w Uttar Pradesh, najbardziej zaludnionej prowincji (to by się nawet zgadzało :)). Bardzo ciekawy wpis i super dobrane filmiki.
2011/08/13 17:25:11
@Asiakusy: Asia, no wiesz!!! Pod burkę sobie dajesz zaglądać??? :) A tak na serio: Twoja sytuacja jest trochę (bardzo) inna, niż moja, bo Ty tam zapuszczasz korzenie, a ja tu przejazdem jestem :) Stąd i mniejsza moja skłonność do kompromisów :)
Rozumiem, że nie chce Ci się pisać, skoro tyle się wokół dzieje. Może wkleisz sobie taki gadżet, jak ja (Blip). Nie trzeba pisać całej notki, a można dać znak życia :) Pozdrawiam, Asiu! Ucałuj Michasia kawalera :)
2011/08/13 17:30:20
Super-teacherko, dziękuję :) To masz chrzest bojowy za sobą. Jeden Indus mi powiedział, że Madryt (był tam na stypendium) jest jak… trumna. Bo pusto, mało ludzi, nikt Cię nie zaczepia. To daje pewne wyobrażenie o ich wyobrażeniu :)
2011/08/13 20:44:53
zgadzam sie, że rodzina to podstawa w Inidach. Nie da się tego ukryć. Ale jednak bywają rodziny, które dają dzieciom możliwość wyboru jak żyć i z kim żyć. W mojej rodzinie oczywiście zdecydowana większość małżeństw jest aranżowana, ale jest to inicjatywa młodych, nie rodziców. To dzieci decydują, że już chcą sie żenić/wyjśc za mąż. A rodzice wręcz czasem mówią, żeby troche poczekać, dokończyć studia (ale jako sugestie, a nie rozkaz). Jak się wypatrzy kandydata/kę wtedy się wysyła rodzinę żeby wszystko zaaranżowała jeśli oczywiście druga strona jest chętna :) Wiem, też jako gość tam nie widziałam wielu rzeczy w taki sposób jaki Ty je obserwujesz. Zdzieranie z turystów jednak doświadczyłam. Mój małżonek nawet nie był w stanie pewnym sprawom zaradzić, chociaż targował sie bardziej skutecznie oczywiście niż przeciętny turysta.Co do Sikhów to raczej mam odwrotne wrażenie, raczej wydają więcej i lubią się popisać zamożnością, zwłaszcza młodzi ;) Bardzo ważny dla nich jest okazały dom i dobry samochów, duża farma, liczne zwierzęta tam itd. Jak gdzieś się idzie na kolacje z nimi to zawsze jedna osoba płaci za wszystkich i kłócą się kto to ma być. Chociaż mąż mi mówił, że są tacy dusigrosze, jakoś ich nazwał, ale nie pamiętam. Opis bardzo pasuje do stereotypu jako krąży w Polsce o Poznaniakach ;) Musze też przyznać, że prawie nie znam hinduistów, nawet tutaj w Irl, większość naszych znajomych to Sikhowie. W Indiach mialam z nimi też niewiele do czynienia, ciężko mi więc mówić o różnicach między przedstawicielami tych religii.
2011/08/14 08:52:20
Lusin, kiedyś już pisałam, że te aranżowane małżeństwa nie są organizowane wbrew woli młodych, przynajmniej nie w klasach średnich wzwyż. Pozostaje faktem, że, inaczej niż u nas, całą sprawę załatwiają rodziny między sobą. Koniecznie zapytaj męża, jak się nazywa dusigrosz (po pundżabsku pewnie?) BTW: Uczysz się hindi albo pundżabskiego?
W Indiach Sikhowie to niecałe. 2% społeczeństwa i jest nawet nieco mniej niż chrześcijan (sic!!)

You may also like