Babka Veena

Babka Veena nie przestaje mnie zaskakiwać. Jest dla mnie esencją zjawiska zwanego stara Induska. Statystyczna stara Induska (może powinnam dodać zamożna i „miastowa”) porusza się z trudem, człapiąc jak kaczka, co nie dziwi, biorąc pod uwagę kategorię wagową tych zawodniczek. Idzie wolno, ale nieustępliwie, jak taran. Zmusiłaby do ustąpienia miejsca nawet świętą krowę. Zresztą sama jest taką świętą krową.

Babka Veena:

    • oświadczyła na samym początku, że zajmie się mną jak rodzona matka i pomoże we wszystkim. Zawsze mogę do niej przyjść. W ramach pomocy pożyczyła nam dwa ohydne plastikowe krzesła, które, oprócz naprędce zakupionego materaca, stanowiły jedyne umeblowanie naszego mieszkania przez miesiąc. O fakcie tej pożyczki wspominała za każdym razem, gdy mnie zobaczyła, wykazywała nadzwyczajne zainteresowanie datą dotarcia mebli. Zastanawialiśmy się, czy nie kupić własnych, ale nie mieliśmy pojęcia, gdzie, a poza tym perspektywa posiadania takich szkaradzieństw dłużej niż to konieczne skutecznie nas zniechęcała,
    • zaofiarowała pomoc własnej służącej (oczywiście za opłatą), „bo to dobra dziewczyna i pracuje u nas od ponad 20 lat”. Spytałam, czy zostawia jej klucze do mieszkania. „W życiu!!” Tym pytaniem zresztą pokazałam moją nieznajomość indyjskich realiów. Nie ma potrzeby zostawiania kluczy sprzątaczce, bo zawsze ktoś z domowników jest w domu. A w zasadzie ktosia. Oprócz drzwi wejściowych, na klucz zamykane są wszystkie drzwi wewnętrzne, szafy, a nawet… lodówka. Zaiste dowód zaufania dla personelu z 20-letnim stażem;
    • odmówiłam przyjęcia „pomocy” wymigując się tym, że dziewczyna nie mówi ani słowa po angielsku. Ona (babka Veena) nie widzi potrzeby komunikacji między mną a sprzątaczką, ewentualnie może służyć za tłumaczkę. „Poza tym”- stwierdziła obcesowo – „gdyby mówiła po angielsku, pracowałaby w biurze”;
    • gdy zrozumiała, że naprawdę NIE, złapała się zgorszona za głowę: „Chyba nie myślisz sprzątać sama!”
    • gdy w końcu udało mi się znaleźć miłą dziewczynę do pomocy, codziennie zaczepiała ją na klatce, wypytując o wszystko;
    •  jest wiecznie zmęczona. Przy tym ma 2 sprzątaczki, kucharkę, ogrodnika, a prasowanie zleca na zewnątrz. Twierdzi, że męczą ją zobowiązania rodzinne („so many relatives!!!”). Mieszka z mężem i ok. 50-letnim synem, nigdy nie widziałam, żeby ją odwiedzał ktoś poza córką. Dziwi fakt, że jej syn nie ma żony, w Indiach to niespotykane raczej. Sir ma teorię, że jej synowa po prostu z nią nie wytrzymała i zwiała :) W każdym bądź razie to temat tabu;
    • gdy dotarły meble etc., spytała, czy to mój posag;
    • oprócz normalnych drzwi wejściowych ma również ażurowe z siatki zamykane na kłódkę. Dzięki temu ma zamknięte mieszkanie, a jednocześnie kontroluje ruch na klatce,
    • wychodzi na spacery na klatkę schodową, która ma niecałe 3 metry długości – po uprzednim zakutaniu się w chusty. Tym sposobem jeszcze lepiej kontroluje ruch na klatce,
    • gdy wychodzę rano i natknę się na nią na klatce (patrz punkty powyżej), pyta, czy wrócę wieczorem;
    •  jej ulubionym pytaniem jest jednak: „ile kosztowało”;
    • gdy poszliśmy zapłacić czynsz tuż przed świętami Divali, stwierdziła, że nie możemy wyjść bez spróbowania czegoś słodkiego. Przyniosła z kuchni talerz z czymś, co przypominało posiekany tort z wbitą weń łyżką. Podstawiła mi to pod nos, zachęcając, bym skosztowała, po czym podeszła do Sir’a z tym samym talerzem i tą samą łyżką. Następnie szybko talerz wyniosła;
    • pod pretekstem skontrolowania hydraulika wpakowała mi się do kuchni i wydawała mu polecenia w hindi. Gdy go poprosiłam, żeby odłożył rurkę na prawo, ona mu nakazywała odłożyć ją na lewo. Zrozumiałam, że to symboliczna walka o terytorium i gdy raz jej pozwolę, wejdzie mi na głowę. Dlatego bardzo stanowczo i tonem nieznoszącym sprzeciwu zażądałam, żeby odłożył tą rurkę JEDNAK na prawo. Co też uczynił. Babka Veena przyjęła porażkę z godnością i, postękując, poczłapała do siebie.

O tym jak potężna jest moc babki Veeny niech świadczy fakt, że w chwili, kiedy z laptopem w łóżku pisałam tą notkę ZACZĘŁA SIĘ TRZĄŚĆ ZIEMIA!!!! Dosłownie!!! To nie był mocny wstrząs i trwał tylko ok. 20 sekund, ale to moje pierwsze trzęsienie ziemi w życiu!!! Trochę nieprzyjemnie, jak łóżko zamienia się w galaretę…

Komentarze:
agradabla
2011/01/19 00:07:16
4:46! Boj sie Boga!!! :)) spaac! :)
asiaya
2011/01/19 04:13:05
8:41 Dzień dobry, ja już po śniadaniu, a Wy jeszcze śpicie ://
chihiro2
2011/01/28 10:34:26
Takie panie to zmora! Utrapienie sąsiadów i rodziny. Nie dziwię się, że nikt jej nie odwiedza, hi hi :) Swoją drogą, ciekawe jest to, że w Bangladeszu jest wiele podobnych pań, każda ma liczną służbę. Pytaliśmy kilka razy z grzeczności kobiety, o których wiedzieliśmy, że nie pracują zawodowo (w jednym przpadku kobieta ma dwie służące, kierowcę, kucharkę, jej 3-letnia córeczka codziennie całe dnie spędza w przedszkolu). Mąż z wielką empatią i dumą powiadał: „Żona pracuje w domu, to ciężka praca”. Przemilczałam kolejne pytanie: „To znaczy co robi dokładnie?”. W Europie jest raczej tendencja, by o kobiecie, która nie ma służby, wychowuje kilkoro dzieci i sama wszystko robi w domu, mówić, że nie pracuje. Obie wersje cokolwiek dziwne… Może w Indiach i Bangladeszu zarządzanie tą służbą to ciężka praca?
PS. A o zaufaniu do służby i nadużyciu zaufania nasłuchałam się ciekawych opowieści…
asiaya
2011/01/28 11:43:23
Chihiro, ale ja tu takich widzę więcej :) Nie znam ich co prawda na tyle, co babkę V., ale już na ulicy czy w sklepie zachowują się, jakby były pępkiem świata. Często rozmawiasz ze sprzedawcą, a one wchodzą w środek słowa, bo poczekać na swoją kolej to nie w ich stylu. Ostatnio jechałam metrem, gdzie są co prawda ławki, ale poszczególne siedzenia oddziela mała przegroda. Jedna pani usiłowała usiąść na tej właśnie przegrodzie wciskając się między 2 osoby (obce), a wcale nie miała 90 cm w bioderkach :) Jedna z tych osób wstała, praktycznie wypchnięta, ustępując jej miejsca i podeszła do drzwi. Za dosłownie 2 minuty babka też wstała i pobiegła przed nią, przepychając się do wyjścia. I takich przykładów jest mnóstwo!
Temat służby dla mnie był długo problemem, nie wiedziałam, jak to ugryźć. Na pewno o tym kiedyś więcej napiszę. Faktem jest, że bez niej trudno tu funkcjonować, z wielu względów i nawet ludzie o umiarkowanych dochodach zatrudniają w domu przynajmniej sprzątaczkę. A historii bym chętnie posłuchała :))

You may also like