Indyjska publiczność, czyli koncertowy savoir vivre w Indiach

Dopiero sobie uświadomiłam, że mnie tu od Diwali nie było… A w międzyczasie było jeszcze sikhijskie święto – urodziny Guru Nanak’a. Przy okazji wyjaśniła się kwestia sprzed roku – to nasi sąsiedzi Sikhowie świętowali – pamiętam dokładnie tą muzykę: Mere Sahib, mere sahib…

Poza tym sporo ostatnio koncertujemy. W sensie – chodzimy na koncerty. Dziwna sprawa z tymi koncertami tutaj – jeszcze chyba nie zdarzyło mi się kupić biletu. Większość z nich jest za darmo, w najgorszym razie – na zaproszenia. Czyżby Indusi nie byli skorzy do płacenia za kulturę? Najczęściej obowiązuje zasada FCFS – kto pierwszy, ten lepszy. To niestety oznacza, że miejsca są nienumerowane. Jeżeli chcemy więc usiąść koło znajomych, ci, którzy pojawią się wcześniej, rezerwują miejsca dla wszystkich. Tak też praktykujemy. Kilka razy już mi się zdarzyło, że ktoś pomimo tego próbował usiąść na zajętym krzesle. Kiedyś jakaś matrona zrzuciła z impetem moją książkę z krzesła obok, mamrocząc coś pod nosem. Nie wiedzieć czemu, zawsze wolą miejsca przy kimś, nawet, jesli połowa sali jest pusta. Celują w tym zwłaszcza faceci, którzy potem usiłują zagadywać. Nieważne, że z kimś rozmawiasz albo czytasz książkę, albo po prostu nie masz ochoty na pogawędki. Wczoraj z kolei to koleżanka zajmowała nam miejsca i gdy wstała i zrobiła dosłownie krok w naszą stronę, żeby się z nami przywitać, ktoś usiadł na jej krześle! Mało brakowało, a z rozpędu usiadłaby temu facetowi na kolanach :)

Inna kwestia, że naprawdę zastanawiam się, po co niektórzy na te koncerty chodzą. O wyłączeniu komórek przypomina się wszędzie, wiadomo. Czasami zdarza się, że ktoś mimo tego zapomni. Niestety tutaj zdarza się to nagminnie. Dzwoniąca w kieszeni komórka bynamjmniej nie powoduje popłochu właściciela/ki i nerwowego wyłączenia jej. Nie! Najczęściej delikwent/ka ODBIERA TELEFON i ucina sobie pogawędkę!!! Ostatnio na koncercie austriackiego kwartetu smyczkowego zrezygnowano nawet z klimatyzacji. Sala mała, szum było bardzo słychać. Niestety, i tam zdarzyło się parę dzwonków. Po pierwszym utworze organizatorzy przypomnieli o komórkach i prosili o nieużywanie lamp błyskowych fotoaparatów. Akurat!! Facet koło nas na zmianę strzelał ze swojego wypasionego Canona i gadał na CAŁY GŁOS z sąsiadem z tyłu. Gadanie, wcale nie szeptem (słychać na 4 rzędy wokół), to już normalka. O ile na koncertach plenerowych nikomu to nie przeszkadza, o tyle w zamkniętych salach bardzo. Picie i jedzenie również nie należy do złego tonu, nawet podczas opery. Wychodząc wczoraj z sali koncertowej, widziałam dziesiątki butelek po wodzie, okruchy i papiery walające się po podłodze. A to była tylko 1,5 godzinna jednoaktówka! Wczoraj też trafiła mi się tuż za mną bardzo zakatarzona pani. Nie, nie chodzi o to, że głośno wysmarkiwala nos. Nie! Ona te smarki, charcząc, wciągała! Tak co 3 minuty przeciętnie. Raz się też zdarzyło, że gdy skończyła się piosenka i zapadła cisza (to był koncert bardziej popowy), osłupiona publiczność słyszała ją w dalszym ciągu … z telefonu komórkowego.

Ach! I zapomniałabym: koncerty NIGDY, PRZENIGDY nie zaczynają się o wyznaczonej porze. W sumie się nie dziwię, bo publicznosć schodzi się dobre 20 minut od zaczęcia (tak, wpuszczają spóźnialskich!) Często też się zdarza, że po przerwie następuje masowy exodus i zostaje pół sali.

Ale ma też jeden plus ta indyjska publiczność: jest szalenie żywiołowa i spontaniczna. Jeślli uwielbia jakiegoś artystę, okazuje to bardzo wylewnie. Huczne i długie owacje na pewno mile łechcą ego niejednego.

Komentarze archiwalne (nowe w Disqusie poniżej):
Gość: zabeata, 194.228.196.19*
2011/11/16 09:26:44
zazdroszcze koncertow ale nie zazdroszcze tego zachowania na nich:) chociaz pewnie do wszystkiego sie mozna, wczesniej czy pozniej, przyzwyczaic.. pozdrawiam
agradabla
2011/11/16 09:50:01
no, w koncu jestes:) to pisz :)
asiaya
2011/11/16 09:54:20
Zabeatko: chyba się już przyzwyczaiłam. Tyle mojego, że sobie pozrzędzę :)
Agradabla, teraz Wam trochę pomarudzę ;)
Gość: asikk, 106.76.181.20*
2012/12/27 13:17:38
a ja zazdraszczam… :) nie jestem zbyt „ukulturalniona” i nawet nie ineresowałam się czy koncerty są czy ich nie ma w Delhi ale chętnie bym poszła… problem w tym, że mąż pracuje a ja sama nie pójdę… nawet sama na 100 metrów od domu nie odchdzę… brrr
asiaya
2012/12/27 13:24:12
asikk, znam ten problem, ale naprawdę da się coś z tym zrobić :)

You may also like