Kalkuta

Kalkuta (23)Kalkutę odwiedziliśmy dwa razy w odstępie zaledwie kilku tygodni. To samo miasto, a zupełnie inne wrażenia. Co różniło te dwie wizyty? Najpierw polecieliśmy tam na własną rękę i życzenie, po drodze do Bangkoku, następnie – jako goście, trafiliśmy pod troskliwą opiekę przewodnika.

Za pierwszym razem szczególnie dała nam się we znaki kwestia transportu. Na lotnisku utknęliśmy na godzinę w kolejce po taksówkę, a gdy w końcu zatrzasnęliśmy jej drzwi i ruszyliśmy w stronę miasta, kierowca zatrzymał samochód, wysiadł, zszedł na pobocze i ze stoickim spokojem zaczął podlewać okoliczny trawnik. Po ponad trzech latach w Indiach widok mężczyzn sikających na ulicach nie jest mi oczywiście żadną egzotyką, natomiast pierwszy raz zdarzyło mi się, że taksówkarz przerwał w tym celu jazdę. Wieczorem na Park Street przez pół godziny machaliśmy na przejeżdżające samochody – bezskutecznie. Wszystkie zajęte. Gdy jakiś zatrzymywał się, by pozbyć się pasażerów, natychmiast oblegało go kilku następnych. Słabo nam idzie przepychanie się. Następnego dnia wynajęliśmy auto z kierowcą na 6 godzin i przez 4 godziny było miło i wesoło, a potem ni stąd, ni zowąd nasz szofer zaczął marudzić i stroić fochy. Stwierdził, że on już ma dosyć, chce jechać do domu. Zmienił zdanie, gdy dowiedział się, że dostanie zapłatę tylko za przepracowane godziny (bo przecież on chciał CAŁĄ kasę), ale zaczął nas… popędzać. Że pod tą kawiarnią to on tylko 15 minut będzie czekał. No cóż, na mnie takie sytuacje ani nie robią już wrażenia, ani nie próbuję doszukiwać się w nich logiki i motywacji. Nie wchodzę w dyskusje, ignoruję i robię swoje. Niemniej jednak konieczność ciągłych negocjacji jest irytująca i potrafi obrzydzić najpiękniesze miejsca. Mimo to zobaczyliśmy mniej więcej tyle, ile chcieliśmy zobaczyć: klimatyczny dom-muzeum Rabindranatha Tagore, w którym niestety nie można robić zdjęć, College Street z dziesiątkami straganów z książkami, kultową kawiarnię kalkuckich intelektualistów – Indian Coffee House, główną komercyjną ulicę Park Street czy oblegany Victoria Memorial oraz kilka pomniejszych zakątków tego miasta o przebrzmiałej urodzie.

Za drugim razem poznaliśmy zalety podróżowania zorganizowanego. Z lotniska nas odebrano, do hotelu zawieziono, a tam okazało się, że rezerwacja jest, a jakby jej nie było. Overbooking. Co robimy? Nic, nie nasz problem. Zostaliśmy zaproszeni do hotelowej restauracji, gdzie popijając kawę i machając nogą, rozkoszowałam się faktem, że tym razem to nie ja muszę się użerać z rzeczywistością. Przewieziono nas do innego hotelu, lepszego nawet. Jedynym mankamentem tegoż była odległość i tym sposobem spędzaliśmy 3 godziny każdego dnia w korkach. Nie ma sprawy, zawsze jest coś ciekawego do obejrzenia po drodze. Żadnych „must-see”, zwykłe życie ulicy.

Poznaliśmy też wady takiego rozwiązania. Pan przewodnik miał swój program i niechętnie przystawał na jakiekolwiek zmiany. Pan przewodnik, choć kompetentny, przemiły i pomocny, nadawał non-stop, z czego połowę na swój temat. Oględnie mówiąc, nie grzeszył skromnością. Natrętnie dopytywał się o numery telefonów. Wszystkich, nie tylko indyjskich. Miał juz niezłą bazę „przyjaciół” w swoim Blackberry. W jednej kwestii nie ustąpiliśmy – w wyborze restauracji. Mieliśmy polecenia od znajomych i dokładnie wiedzieliśmy, dokąd chcemy iść na kolację. Po prostu nie moglibyśmy sobie darować wizyty w Mocambo

CDN.

Kalkuta (3)

Kalkuta (4)

Kalkuta (5)

Kalkuta (8)

Kalkuta (7)

Kalkuta (6)

Kalkuta (9)

Kalkuta (21)

Kalkuta (2)

Kalkuta (19)Dom Rabindranatha Tagore – jako fanka domów-muzeów nie mogłam przegapić i bardzo żałuję, że nie pozwolono mi zrobić kilku zdjęć w środku.

Kalkuta (20)

Kalkuta (10)

Kalkuta (11)

Kalkuta (22)Indian Coffee House – legendarne już miejsce w pobliżu uniwersytetu, centrum spotkań miejscowych intelektualistów i artystów. Jest częścią sieci kawiarń działających na zasadzie spółdzielni. W Delhi też mamy jedną, równie kultową. Akurat trafiliśmy na południową niedzielną przerwę, zwykle bywa tu tłoczno. Poprosiłam jedynie o możliwość zrobienia kilku zdjęć, ale po krótkiej pogawędce szef zaprosił nas na kawę i absolutnie nie zgodził się na płacenie za nią. Dopiero argument, że chcielibyśmy „wesprzeć spółdzielnię” go przekonał. I to są również Indie!

Kalkuta

Kalkuta (13)

Kalkuta (12)

Kalkuta (14)

Kalkuta (17)

Kalkuta (16)

Kalkuta (15)

You may also like