Kurz i dekadencja

Delhi abril 2011 002

Wczoraj upał. Gdy gorąco, mam odruch otwierania okien. Tutaj trzeba odwrotnie, bo to z zewnątrz wdziera się do środka żar. I kurz, podstępny intruz – wchodzi bez pytania i (o)siada, gdzie chce. Wszędzie w zasadzie.

Na  biurku (wycierałam 3 godziny temu, teraz znowu mój palec pozostawia ślad), klawiaturze, telefonie. Na  kosmetykach, książkach, gazetach na nocnym stoliku. Za paznokciami, we włosach, ustach. Chrzęst myszki przesuwanej po blacie, chrzęst kroków po marmurowej posadzce. Błyszący ślad po kubku  na szklanej półce.

Na zewnątrz jeszcze gorzej. Co kiedyś lśniące, zaraz matowe i poszarzałe. Niebo koloru piaskowego. Zieleń perfekcyjnie upudrowana.

– Czy łzawią Pani oczy? – pyta okulistka w sari podczas rutynowej kontroli.

– Nie, dlaczego?

– Jesteśmy w Delhi – tłumaczy cierpliwie i przepisuje krople. Na wszelki wypadek.

Komentarze:
lusin_z_eire
2011/04/26 23:18:02
No to w takim razie powodzenia w walce z tym kurzem! Domyślam się jak to może działać na nerwy! Ja bym chyba na głowę dostała po tygodniu. Irlandia to totalne przeciwieństwo Indii pod tym względem. Nigdy nie jest tu upalnie, często pada, kurz właściwie nie istnieje (muszę odkurzać tutaj dużo rzadziej niż np. w Polsce), a zieleń jest zawsze niesamowicie soczysta – co również jest zasługą tych częstych deszczy. Ja w Indiach byłam zimą, pogodę trafiłam dla siebie idealną, czyli takie przyjemne 20 pare stopni. Ale nawet wtedy ten kurz był wszędzie, w parkach było co prawda pięknie zielono, nawet kwiaty kwitły, ale to dzięki ich podlewaniu.
asiaya
2011/04/27 05:07:51
W Delhi trzeba odkurzać i myć podłogi przynajmniej raz dziennie. Mnie ten kurz denerwuje, ale może bym nawet jakoś to zignorowała, gdyby nie to, że martwię się np. o mój komputer. Miałam sobie kupić nowy wymarzony aparat foto, ale w tych okolicznościach chyba to odłożę, bo szkoda mi go na taki kurz :(( Na szczęscie zdrowotnie nie mamy żadnych problemów, chociaż koleżanka, która nas odwiedziła, od samego lotniska narzekała na jakość powietrza.
asiakusy
2011/04/30 15:38:16
A jak pięknie się osadza pod dziecięcymi paznokciami ;)
Tak sobie myślę, że kurz to kolejna rzecz, która te sąsiedzkie światy łączy :)
Pozdrawiam ciepło!
agradabla
2011/05/01 22:37:42
co nie piszesz? mam absciak :)
asiaya
2011/05/02 05:49:22
@asiakusy: No masz, nawet dziecko się kurzy :(( Zaczęłam upychać wszystko do zamykanych szaf i szafek, na biurku postawiłam sobie zamykane pudełko na drobiazgi. Ale niestety wszystkiego się pochować nie da :)) Pozdrawiam Cię, Asiu!!
asiaya
2011/05/02 05:51:26
@agradabla: :)) W drodze jestem. Ale jutro coś skrobnę, obiecuję :))
Gość: AskaG, 119.152.16.9*
2011/05/03 07:33:06
zobaczylam ten wpis i chcialam napisac – eee, u nas juz sie nie kurzy. otwieram okno i wlalo sie. tez upycham wszystko w szafach. dom wyglada jak mieszkanie ascety :) a do nosa sie nie wdziera?
asiaya
2011/05/03 11:58:32
:))) Wdziera się, a jakże! A kurzyć to się chyba dopiero przestanie, jak zacznie się monsun, czyli za jakieś 2 miesiące. Ponoć :)

You may also like