Madryt. Centro Centro / Matadero

Czytałam ostatnio, że słynne muzea pękają w szwach, a liczba odwiedzających je rośnie w ogromnym tempie. Muzea kocham, odkąd przekonałam się, że mogą zachwycać architektonicznie, zaskakiwać koncepcją, inspirować – do działania, tworzenia lub przynajmniej podzielenia się wrażeniami z innymi. Widzę, że koncepcje wystawiennicze coraz bardziej zmierzają w stronę organizowania kompleksowych przestrzeni, w których można nakarmić i oczy, i duszę i ciało. Można spędzić cały dzień pośród wystaw, książek, prasy, filmów, koncertów oraz posilić się nie masakrując kubków smakowych. To są prawdziwe hedonistyczne świątynie XXI wieku, miejsca, gdzie nie tylko należy bywać, ale także z niekłamaną przyjemnością – być.

Na konto ostatniej wizyty w Madrycie mogę zapisać dwa bardzo udane „odkrycia” – miejsca, do których już wiem, że będę wracać. Ba! Mam nadzieję móc poznać je lepiej, bo tym razem ledwo mogliśmy ich posmakować.

CentroCentro Cibeles de Cultura y Ciudadanía, czyli w skrócie CentroCentro mieści się w imponującym pałacu, który niedługo będzie obchodził stulecie istnienia. Wcześniej był siedzibą poczty i nawiązania do tej epoki widać w hallu głównym.

W środku znajdziemy kilka sal wystawienniczych, księgarnię, kawiarnię, restaurację i bar z tarasem, z którego rozciągają się widoki na plac Cibeles, słynną fontannę na nim i skrzyżowanie dwóch newralgicznych dla Madrytu arterii: Paseo del Prado y Calle del Alcalá, która nieopodal łączy się z Gran Vía. Tak! CentroCentro znajduje się w najbardziej centralnym centrum! Blisko stąd i do Prado, i do Thyssen-Bornemisza, a i Reina Sofía jest na odległość spaceru. Jak więc przekonać kogoś, by to właśnie tutaj skierował swe kroki, zamiast do którejś z pereł madryckiego Trójkąta Sztuki?

CentroCentro nie jest dla nich konkurencją, to raczej  miejsce pomiędzy, gdzie można złapać chwilę oddechu od tłumów zwiedzających, skonsultować się w informacji turystycznej wyspecjalizowanej w programie kulturalnym stolicy, zjeść obiad czy przekąsić coś przy kieliszku wina, poczytać darmową prasę czy podłączyć się do internetu, przewinąć dziecko (!!), albo nawet dyskretnie zdrzemnąć się na ogólnodostępnych kanapach. Jedną z głównych atrakcji jest wjazd na punkt widokowy (Mirador). Kosztuje ta przyjemność 2 EUR za dorosłą głowę, a bilety są do kupienia tuż przed głównym wejściem do budynku. Kilka dni w roku wstęp jest za darmo.

madrid museum 1Sin título-1Sin título-3Sin título-4Sin título-5Taras z pięknym widokiem, jednak 13 EUR za gin tonic uznałam za przegięcie. Za dwa drinki moglibyśmy kupić sobie fajne wino!!madrid museos 110 (1 de 1)17 (1 de 1)8 (1 de 1)Za to mniej formalna kafejka Colección Cibeles na 2 piętrze (praktycznie parter, bo na tym poziomie jest wejście) cieszy bardziej przyjaznymi cenami i świetną jakością tapasów. Większość to specjały rodem z Kadyksu i okolic. Oferują również zestawy obiadowe za 15 EUR i wnioskuję po ilości ich amatorów, że muszą być świetne.

My ograniczyliśmy się do tapasów, i to tych sezonowych: zamówiliśmy tortillita de camarón i bienmesabe z cytrusowym alioli.

To pierwsze danie poznałam podczas naszej podróży do Kadyksu, rzadko można go uświadczyć w barach w pozostałych częściach Hiszpanii. To placek (albo wręcz wafel) z mąki z ciecierzycy oraz pszennej z krewetkami tak malutkimi, że nie obiera ich się z pancerzyka. Jak wiele dań hiszpańskich, może być fenomenalny albo wstrętny, w zależności od wykonania. Powinien być lekki i chrupiący, o lekkim krewetkowym posmaku. Aż nadto jest miejsc, w których są one podgrzewane przed podaniem i w efekcie gumowate i ociekające tłuszczem, więc w sumie to dosyć ryzykowny wybór. Te w  Colección Cibeles są IDEALNE, a przy tym kosztują zaledwie 1,5 EUR za sporą sztukę!

Bienmesabe (czyli tłumacząc dosłownie: „smakuje mi dobrze”) może być deserem pochodzenia arabskiego, ale może być też daniem rybnym. Tutaj występowało jako ta druga wersja, zresztą bardzo smaczna – z soczystą rybką w środku chrupiącej panierki. Alioli było przyzwoite, ale niestety produkcji fabrycznej i to czuć. Jak każdy, kto przyzwyczaił się do domowej roboty majonezów czy alioli, mam problem z tymi kupnymi. Za bardzo czuć w nich ocet i cukier. Jednak miejsc, gdzie sporządza się je na miejscu, ze świecą szukać. Zapewne jest to też podyktowane zasadami bezpieczeństwa – w końcu mają w składzie surowe jajka (alioli w zasadzie nie musi, ale większość jednak i tak je zawiera).

Kartę tapas Colección Cibeles można skonsultować tutaj, jest tam kilka intrygujących propozycji, które chętnie wypróbuję przy najbliższej okazji.11 (1 de 1)15 (1 de 1)16 (1 de 1)

12 (1 de 1)Sin título 2

Drugie miejsce to oddalone nieco od centrum, ale bardzo łatwo dostępne metrem, MATADERO MADRID, czyli rzeźnia!! Serio!! Ogromny kompleks fabryczny służył jako miejsce uboju jeszcze do 1996 roku, a od 2011 działa tu prawdziwa fabryka sztuki. Odbywają się wystawy, konferencje, debaty, festiwale, pokazy filmów, sztuk teatralnych, a wszystko w duchu eksperymentalno-awangardowym. Działa tu Casa del Lector (Dom Czytelnika), który w założeniu ma służyć jako miejsce spotkań ludzi profesjonalnie parających się literaturą, krytyką czy pracujących w przemyśle wydawniczym, z czytelnikami, czyli tymi, do kogo przecież kierują swoje starania. Niestety, sierpień to fatalny miesiąc dla doznań kulturalnych w wielkim mieście, w Madrycie ten sezon ogórkowy odczuwa się chyba jeszcze bardziej – musieliśmy się obejść smakiem. Casa del Lektor zamknięta z powodu wakacji!

Obejrzeliśmy za to wystawę plakatów, która już od wejścia ostrzegała, że organizatorzy nie biorą odpowiedzialności za krzywdy emocjonalne, jakie może ona wywołać. Rzeczywiście, niektóre propozycje były mocno kontrowersyjne, inne mocno tendencyjne. Niezły materiał do długich dyskusji.

Chcąc upiec dwie pieczenie na jednym ogniu, umówiliśmy się z naszymi znajomymi, którzy mieszkają w okolicy. Przyznali, że nie mieli jeszcze okazji poznać tego miejsca, choć mają je pod nosem. Jakież było jednak nasze zdziwienie, gdy w kafejce natknęliśmy się – zupełnie przypadkowo i niespodziewanie – na znajomą Hiszpankę poznaną w … Delhi! Choć może powinno przestać nas to zaskakiwać, bo tym podobnych przypadków zdarzyło się nam już kilka.

Kafejka (świetne wnętrze!) i spory ogródek przy niej okazały się zapełnione, chociaż to nie sezon. Zamówiliśmy kilka dań, w tym kalmary i sałatkę z salmorejo. Kuchnia ta wydała mi się aż za bardzo tradycyjna – biorąc pod uwagę miejsce, a porcje jak dla drwala. Albo innego rzeźnika. Myślę jednak, że bez większych oczekiwań można się tam po prostu porządnie najeść – o ile tego się szuka.

Mam nadzieję, że kiedyś w końcu będę mogła odwiedzić Madryt w pełni sezonu kulturalnego i skorzystać z atrakcji tego imponującego miejsca. Z Polski to już coraz łatwiejsze, bo W KOŃCU!! znowu są tanie połączenia z Warszawy do Madrytu. My lecieliśmy „norwegami” – doświadczenie bardzo pozytywne. Pierwszy raz mogłam korzystać z WIFI na pokładzie samolotu, choć wiem, że niektórzy wręcz cieszą się na loty z powodu właśnie przymusowego OFF LINE :)

21 (1 de 1)29 (1 de 1)18 (1 de 1)20 (1 de 1)27 (1 de 1)25 (1 de 1)44 (1 de 1)23 (1 de 1)24 (1 de 1)28 (1 de 1)

26 (1 de 1)Sin título-9Sin título-6Sin título-840 (1 de 1)Sin título-1041 (1 de 1)Sin título-739 (1 de 1)35 (1 de 1)34 (1 de 1)33 (1 de 1)31 (1 de 1)32 (1 de 1)

You may also like