Madryt. Księgarnia/kawiarnia La Central

Madrid 2013 132

Od pierwszej wizyty w tym mieście poczułam się jak w domu. Jak u siebie. Madryt pachnie starymi murami i gdy złapię ten zapach w nozdrza, ogarnia mnie błoga świadomość bycia we właściwym miejscu. Wielokrotnie byłam pytana, czy chciałabym zamieszkać w Hiszpanii. I chciałabym, i boję się. Taki związek na odległość bardzo mi odpowiada: jest tęsknota, jest pasja i jest duża radość z każdego dnia spędzonego razem. Czy nie przysłoniłyby mi jej zwykłe utrapienia codziennego dnia?

Wtedy, za pierwszym razem, z oszołomienia zostawiłam w taksówce reklamówkę z zakupami z wolnocłowego sklepu. Nawet nie zdążyłam się zorientować, kiedy zadzwonił telefon w hotelowym pokoju. Dzwonił taksówkarz. Że podrzuci, jak tylko będzie w pobliżu. Nie chciał w zamian nawet Żubrówki, jednej z tych „odzyskanych”.

Chociaż to był sierpień, tradycyjny wakacyjny miesiąc w Hiszpanii, centrum tętniło życiem za dnia i – zwłaszcza – nocą. Teraz już wiem, że nie w każdej dzielnicy tak jest, bo np. ostatnio w sierpniu zatrzymaliśmy się w Salamance, najdroższej rezydencjalnej dzielnicy w centrum Madrytu, co okazało się być błędem. Powinnam była nabrać podejrzeń, gdy świetne hotele w okolicy oferowały 60-70% zniżki. Niestety większość restauracji i barów była zamknięta z powodu urlopów („¡¡CERRADO POR VACACIONES!!”) i nasz plan eksplorowania okolicznej sceny gastronomicznej wziął w łeb. Salamanka jest właściwym adresem dla smakoszy, ale niestety NIE w sierpniu!! Na szczęście można się stamtąd łatwo i szybko dostać do centrum metrem.

Przyznam, że po kilkunastu latach dosyć regularnych wizyt, nadal nie odwiedziłam wszystkich tych miejsc, które turyści zaliczają w jeden weekend. Zwyczajnie mi się nie chciało podziwiać królewskich pałaców, gdy wokół tyle ciekawszych rzeczy się dzieje. Madryckie muzea uwielbiam, ale co z tego, jeśli już po odwiedzeniu trzech cieszących się największą i jak najbardziej zasłużoną sławą – tych z Trójkąta Sztuki – na pozostałe, mniej znane, choć interesujące, zwyczajnie nie starcza czasu, siły i mocy poznawczych! Do tego zazwyczaj nadrabiamy zaległości kinowo- zakupowe i to już przepis na kilka dni (i nocy) pełnych wrażeń.

Czasami znajomi pytają mnie, co w tym Madrycie warto zobaczyć, dokąd pójść. Siadam i skrobię maila, potem drugiego. Ale przecież od czego mam blog! Opiszę kilka moich ulubionych zakamarków tutaj, może komuś jeszcze się przyda. Nie każde dla każdego. Kryterium jest tylko jedno: ja i moje widzimisię. Ale może nam po drodze?

……………………………

Paradoksalnie na pierwszy rzut idzie miejsce, które wskoczyło na moją madrycką listę najpóźniej, bo ostatniego lata. Jestem jednak pewna, że będę tam wracać. Rok temu otworzyło swoje podwoje w samym centrum Madrytu, przy placu Callao, rzut beretem od Puerta del Sol i o kilka kroków od głównej arterii Gran Vía. La Central de Callao, oddział sieciowej księgarni, a zarazem kawiarnia i miejsce imprez kulturalnych, mieści się na kilku piętrach dziewiętnastowiecznej kamienicy i jest przykładem jednej z lepszych adaptacji łączących nowoczesność z szacunkiem dla tradycyjnej konstrukcji. W środku budynku znajduje się patio, na które wychodzą z każdego piętra wewnętrzne okna  i dzięki któremu całość jest lekka i świetlista. Daje możliwość jednoczesnego podglądania różnych części księgarni, a nawet zaglądania przez ramię do książek czytanych w kawiarni na dole (ale to tylko dla tych o sokolim wzroku!).

Na 1.200 m2 można przebierać wśród ponad 70 tys. woluminów i właśnie tutaj, a nie w pobliskim FNACu, ani nawet w dwóch oddziałach Casa del Libro udało nam się znaleźć tą książkę w hiszpańskim wydaniu. Dla tych, którzy nie mówią po hiszpańsku, księgarnia ma w ofercie również oryginalne wydania, czasami nawet eksponowane obok tłumaczenia. Można kupić również prezenty „okołoksiążkowe”: koszulki i torby z nadrukami cytatów oraz tym podobny „merczandajzing”. Jeśli do tego dodać przyjemną, spokojną kawiarnię, w której wiele osób jest pochłonietych w lekturze oraz czas otwarcia rozciągnięty do granic niemożliwości (7 dni w tygodniu, księgarnia przeważnie od 9.30 do 22.00, kawiarnia od czwartku do soboty nawet dłużej, bo do 24.00, szczegóły tutaj), to jasne jest, że można się tam „zgubić’ na wiele godzin.

Rzecz jasna – gdyby się miało czas. A się go – przeważnie – za dużo nie ma. Więc zapraszam na wirtualny spacer, a potem – kiedyś – w dalszą drogę po madryckich brukach.

LA CENTRAL DE CALLAO

Calle Postigo de San Martín 8,

28013 Madrid, España

la central 1

la central 2

La central 6

Madrid 2013 086

Madrid 2013 068

La central 7

Madrid 2013 081

Madrid 2013 076

Madrid 2013 079

Madrid 2013 067

Madrid 2013 071

Madrid 2013 073

Madrid 2013 075

La central 10

Madrid 2013 087Madrid 2013 085

la central 3

Madrid 2013 092

la central 11

la central 4

La central 5

Madrid 2013 102

Madrid 2013 103

Madrid 2013 127

La central 8

la central 9

Madrid 2013 121

Madrid 2013 115

Madrid 2013 119

Madrid 2013 084

You may also like

  • Katarzyna Kaja Z

    Niedawno przypomniała mi się księgarnia w moim rodzinnym mieście – za czasów największego polskiego kryzysu ekonomicznego stały tam kolejki wygłodniałych czytelników. I nie było żadnego samodzielnego grzebania w półkach – pytało się ekspedienta, czy ma to czy owo, a on podawał wybraną pozycję albo polecał coś innego.

  • asiaya

    Ciekawe! Książki generyczne, można powiedzieć. Ciekawe, czy pan księgarz trafiał w gust.
    Ja jeszcze pamiętam kolejki do nowych księgarni, bo na otwarcie przecież „muszą rzucić”. Czasami / często po odstaniu okazywało się, że mało co się ostało, ale z frustracji człowiek brał już co bądź :)

  • Patryk

    Nie powiem, wygląda imponująco, elegancko i interesująco. Aż chciałoby się tam zasiąść na dłuższą kawę lub lampkę wina z dobrą książką w ręce. Ci Hiszpanie to mają jednak fantazję ;)

  • asiaya

    Hiszpanie i parę jeszcze innych nacji ;) W Delhi tez jest kilka fajnych miejsc, postaram się je pokazać.

  • Adrian

    same perełki odkrywasz…. szkoda, że u nas nie ma takich tradycji chociaż widziałem już kilka miejsc próbujących czegoś podobnego… no ale co się dziwić południowcy :d , im się nie śpieszy, mają sjestę itp…. inne życie

  • asiaya

    Adrian, to księgarnio/kawiarnie u nich nie są jakąś tradycją, a u nas też przecież wchodzą – w Warszawie jest kilka. I nie tylko na południu, na północy Europy też są. A nawet w Delhi, muszę tu kiedyś wrzucić. Czy im się nie spieszy? Większość osób, które znam, są raczej z tych, które wyznają zasadę „Work hard, play harder”. A sjesta jest okropna, nie lubię, mam nadzieję, że kiedyś zniosą te bezsensowne obowiązkowe przerwy, które tylko wydłużają czas pracy. W zasadzie to nawet nie jest przerwa na sjestę, tylko na obiad.

  • Adrian

    hehe.. walcz ! kiedyś mieliśmy o 12 – 1h przerwę w Paryżu.. jednak później to już nie była praca dla miejscowych a raczej początek końca dnia… może faktycznie różnie to bywa. Tak powoli coś się rusza.. wiesz generalnie widzę, że rośnie świadomość społeczna w kwestiach dbania o siebie np. Wrocław szaleje biegowo ostatnio, czy też właśnie czytanie, kafejki itp kosztem zadymionych i głośnych klubów… może ludzie po prostu szukają czegoś lepszego niż to czym bombarduje nas codziennie TV (czyli mdławe seriale w przerwie reklam.. :d ) co znajdą nie wiem ale Ja tam popieram… btw. chociaż znajoma ze Szkocji to chyba przegina z tymi książkami… hehe co rusz wspomina o jakieś..

  • asiaya

    Hahaha, wiesz, jak ktoś ma pasję, to może trochę przeginać ;) Dla mnie internet jest pełen inspiracji, nisz, każdy znajdzie coś dla siebie i jeszcze do tego często interaktywny.Telewizja jest z zasady bierna. Co najśmieszniejsze, w TV nabardziej chyba lubię… reklamy :) Oczywiście nie jak się powtarzają 50 razy na godzinę. Natomiast polskie seriale, gdy je słyszę gdzieś przez ściane (gdy jestem w PL), przygnębiają mnie. Nie wiem, czemu. To chyba takie poczucie, że non stop to samo, te same twarze, jakiś taki marazm. No, ale na szczęście nie muszę ich oglądać :)

  • Adrian

    hmm muszę stanowczo bronić polskiej myśli filmowej …. ale tylko tej z dawnych lat… no może kilka perełek z lat 90 też by się udało dodać do listy ;) z lat 2000 to może na jednej ręce coś ciekawego bym policzył… ale kwestia gustu. na świecie kręcą sporo fajnych seriali i za niekoniecznie dużą kasę.. wiec dlaczego u nas nie mogą czegoś ciekawego?…. nie rozumiem.. // nie wiem czy lubisz panów mecwaldowskiego i kota ale robili improwizowany mini serial „stacja warszawa” wesołe i miłe dla oka… chociaż nieźle rąbnięte :D p.s. skorzystałem z pozwolenia i podesłałem maila .. dzięki.

  • Adrian
  • asiaya

    Nie odbiera poza Polską :))

  • asiaya

    Kojarzę tych panów, ale nie znam tego serialu. I wiesz, nie utożsamiam polskich seriali z polską kinematografią. Ostatnio słyszałam, że powstają fajne seriale (ale to raczej nie w PL), niestety póki co nie mam dostępu.
    Odpowiedź na maila poszła :)

  • anna marchlik

    Szykuje mi się niebawem wyjazd do Madrytu, więc zajrzę i tam! Póki co moją ukochaną miejscówką jest Mercado de San Miguel. W zeszłym roku spędziłam w Madrycie niecały tydzień, mieszkałam blisko ryneczku i bywałam tam nawet trzy razy dziennie! Jak miłość, to miłość :)

  • asiaya

    Aniu, ja mam jeszcze w zanadrzu kilka miejsc, chociaż Ty na pewno więcej :)) Mercado jest punktem obowiązkowym ZAWSZE!!! i też mam go na liście, ale mam wrażenie, że trochę zszedł na psy ostatnio. Mało miejscowych widać, sami turyści, chociaż to może kwestia sierpniowych urlopów. Sklep z winami, który wcześniej miał super ofertę win z górnych półek na kieliszki ostatnio serwował strasznie standardowo, a białe wino było ciepłe. Mam jednak nadzieję, że się ogarną, bo lubię to miejsce :))
    Byłaś może w Matadero? Ja się tak napaliłam i w końcu nie udało się, szkoda…
    Będę czekać na wpis z Madrytu (będzie?), mam nadzieję, że odkryję coś do testowania następnym razem ;)