Mumbaj. Colaba.

mumbai kerala noviembre 2012 047

To było prawie rok temu. Wpadliśmy do Mumbaju na chwilę, w drodze do Kerali.  Trudno mi wytłumaczyć, co ma Mumbaj, a czego nie ma Delhi, a co sprawiło, że wolałabym mieszkać tam, a nie tu. To na pewno bliskość morza, które ma dla mnie nieodparty urok. Ale nie tylko. Bieda i brud jest tu tak samo widoczna, jak w Delhi, a może nawet bardziej, więc dlaczego? Myślę, że to sama struktura miasta – no właśnie – bardzo „miejska”. Oczywiście udało nam się zobaczyć jedynie kawałeczek centrum i o nim mówię. Jednak nawet taki kawałek w Delhi bardzo by mnie uszczęśliwił. W Mumbaju ulice są… SĄ! Można chodzić, a to już połowa sukcesu. Przy ulicach – sklepy, restauracje, kawiarnie (brzmi jak oczywistość?). Można wstąpić ot tak, z marszu. Czasami nawet mają stoliki z widokiem, a to już pełnia szczęścia!

mumbai noviembre 2012 403

„Ona musiała być piękna za młodu” – zauważa czasem Sir o nowo spotkanej osobie i nie pozostaje mi nic innego, jak przytaknąć. U niektórych siwy włos, kurze łapki wokół oczu nie są w stanie zmącić  pewnej harmonii rysów, aury minionej świetności. Mumbaj dla mnie jest taki sam. Trawią go typowo indyjskie bolączki i nie łudźmy się – świeżo przybyłego Europejczyka na pewno zszokuje tu i ówdzie, ale TO JEST MIASTO i za to jestem w stanie wiele mu wybaczyć.

Na początek najbardziej reprezentacyjne rejony: Colaba, słynny hotel Taj Mahal, Brama Indii. Zawsze kręci się tam tłumek. Zdarzają się naciągacze – jak to przy turystach. Mnie kobieta koniecznie chciała obdarować bransoletką z kwiatów. Wzbraniałam się, jak mogłam, ale wcisnęła mi je w rękę i powiedziała, że nie chce pieniędzy. Chce tylko mleko w proszku dla dziecka. Mleko jest w sklepie za rogiem. Aha, to ja już wiem. Wzruszony turysta kupuje mleko za wielokrotność jego wartości, a następnie mleko wraca do sprzedawcy. Kobieta dostanie zapewne kilka rupii prowizji. Właśnie chciałam dopytać o szczegóły transakcji, kiedy Sir zniecierpliwiony zaczął mnie ponaglać do dalszej drogi. Wcisnęłam więc szybko zapłatę za kwiatki i pobiegłam. „Ja jej tylko chciałam wytłumaczyć, że to już nieaktualny numer jest! Przecież wszyscy już to znają. Musi wymyśleć coś innego!”

Mumbaj. Colaba

mumbai noviembre 2012 039

Mumbaj. Colaba. Hotel Taj

W lobby Taj Mahal Palace – wyobrażałam go sobie nieco wyższy. Grunt, że można zapaść się na chwilę w wygodne fotele i ochłonąć pod klimą przed dalszym spacerem.

Mumbaj. Colaba. Hotel Taj

Mumbaj. Colaba. Hotel Taj

mumbai noviembre 2012 452

mumbai noviembre 2012 467

Tradycję od tyłu atakuje… globalizacja!

mumbai noviembre 2012 441

mumbai noviembre 2012 470

Piękne wille na nabrzeżu. Niektóre nieco zapuszczone, ale inne bardzo zadbane, mieszczą butiki, hotele i restauracje. Albo nic nie mieszczą.

Sin título-2

mumbai noviembre 2012 036

mumbai noviembre 2012 021

Idąc dalej na południe. Bloki. To mogłoby być jakiekolwiek europejskie osiedle. Różnica jest taka, że po zmroku wylegają z nich na ulice setki służących. Siedzą w grupkach, rozmawiają, gestykulują, a dzieci biegają z wrzaskiem wokół nich.

No i jeszcze widoki na zatokę – zapewne godne pozazdroszczenia.

mumbai noviembre 2012 007

Molo restauracji klubowej. Jeszcze ciemno, ale już za chwilę robłysną światła i zacznie się prawdziwe indyjskie wesele!

mumbai noviembre 2012 489

mumbai noviembre 2012 491

mumbai noviembre 2012 493

Przystanęliśmy z zaciekawieniem, razem zresztą z kilkoma innymi turystami. Ktoś zachęcał nas, żebyśmy wstąpili i może nawet skusiłabym się, gdybym wcześniej na żadnym nie była. Uznałam, że lepiej niech idą ci, którzy przyjechali do Indii tylko na chwilę.

Poniżej po prawej – bryły lodu, które kelner usiłował rozkuć.

Sin título-3

Były akurat Mikołajki, w Mumbaju parny grudniowy wieczór (dużo cieplejszy niż w Delhi, w którym właśnie zaczynała się zima, czyli niecałe 20 st. i mgły), a my siedzieliśmy sobie i oglądaliśmy światełka w zatoce. Obok nas co najmniej kilkaset współoglądaczy. Indie przecież ;)

mumbai noviembre 2012 507

Te mniej wdzięczne widoki zostawię sobie na następny raz!

You may also like