Niech żyje bal!

Znowu dostaliśmy zaproszenie na ślub. Dokładniej na przyjęcie poślubne. Od WUJKA pana młodego. Pary młodej oczywiście nigdy w życiu na oczy nie widzieliśmy, a i data nam nie pasuje kompletnie. Więc nie idziemy.

Tym razem jest jeszcze bardziej „na bogato” (myślałam, że już nie może być bardziej): zaproszenie w ozdobnej torbie i z dołączonym pudełkiem pachnących orzeszkami ziemnymi słodkości (monthar). Czy wypada spożyć zaproszenie, nie przyjmując go? Obawiam się, że żadne podręczniki savoir-vivre’u nie przewidują takiej sytuacji.

Delhi febrero 2011 zaproszenie 1

Delhi febrero 2011 zaproszenie 2

Komentarze
Gość: , 212.180.168.12*
2011/02/24 22:26:40
Mnie ze swojej perspektywy nie pozostaje nic innego, niż cieszyć się, że ten stopień wypasu jeszcze do nas nie dotarł. :) ale swoją drogą to ciekawe, kogo zaprosiłby „wujek mojego pana młodego”
A i niespodzianka jaka:)
2011/02/25 04:08:35
W Polsce tendencja chyba jest odwrotna, ale kto wie? Z tym wujkiem to podejrzewam, że zastępuje ojca panu młodemu.
Pytanie jest, kogo by ci wybrali na męża :)
2011/02/25 13:17:17
Z tym wujkiem to chyba normalna sprawa, ja otrzymałam kiedyś zaproszenie za pośrednictwem mojego landlorda. Był znajomym pana młodego, który postanowił zaprosić całe nasze mieszkanie (ok. 10-12 osób), mimo że nigdy na oczy nas nie widział :) Na ślub nie poszłam, bo był w dniu mojego wyjazdu do Polski. Nie zmieniłam daty :D

Trochę miałam za to żal do mojej byłej szefowej, która wyprawiała wesele swojej siostry i nawet nie pomyślała, że wypadałoby zaprosić też mnie i moją koleżankę z Francji, skoro dla niej pracowałyśmy. Oczywiście, ‚wypadałoby’ na warunki indyjskie, skoro mają tam wesela na kilkaset spędzonych ze wszystkich możliwych stron osób, bo w Polsce jednak bym tego nie oczekiwała :)

2011/02/25 16:35:25
W kontekście indyjskim – na pewno normalna :)) I w tym samym kontekście – też bym miała za złe szefowej. Widocznie nie życzyła dobrze swojej siostrze. I jak to jest, że ona wyprawiała wesele siostrze? A tak już abstrahując – byłaś na jakimś weselu indyjskim? Jeszcze nie nadrobiłam zaległości na Twoim blogu, więc może coś przeoczyłam.
Gość: Bela przez dwa el, 193.23.174.1*
2011/02/26 16:33:41
Asiu, zjadłaś to zaproszenie? Mnie ślinka pociekła i nawet poczułam smak tego czegoś , i teraz nie wiem, jak mam dalej z tym żyć….jestem na diecie!
2011/02/26 16:55:32
Belu, tu jest istne szaleństwo słodyczowe. Nawet ja, chociaż unikanie słodyczy nie jest dla mnie większym problemem, nie mogę się temu oprzeć (bo przecież muszę tylko SPRÓBOWAĆ) :)) Właśnie zaplanowałam, że na Tłusty Czwartek wstawię parę zdjęć. Zaproszenie oddałam dzieciakom. Na pewno będą miały z tego więcej radochy. A za Ciebie trzymam kciuki!!
2011/02/28 13:55:11
Nie wiem, dlaczego ona wyprawiała wesele siostrze, może po prostu brała czynny udział w jego wyprawianiu, ale nie będąc główną osobą. Jakichś rodziców chyba jeszcze miały, chociaż obie siostry były już w średnim wieku. Może rodzice byli zbyt starzy albo schorowani, nie wiem…
Nie trafiłam jeszcze na niczyje wesele, ale opinie słyszałam różne. Zdaje się, że zależy, na który z weselnych dni się trafi – czasem można się wybawić i najeść, a czasem wynudzić, nie zobaczyć niczego ciekawego i tylko popozować do kilku zdjęć z młodą parą i wysłuchać kilku przemówień. Chociaż chętnie bym sama się przekonała, jak to jest :)
2011/02/28 17:39:52
Ach, skomplikowane te relacje indyjskie :) Myślę, że warto pójść raz, dwa, najlepiej w większym towarzystwie, ale za często to rzeczywiście może być nudne. Na szczęście jest takie zamieszanie, że raczej da się wyjść np. po 3 godzinach :))

You may also like