Pekin. The Bookworm, czyli pekiński mól książkowy

The Bookworm przewijał się na stronach z programami kulturalnymi w Pekinie i zaintrygował mnie na tyle, że uparłam się tam pójść wcześniej nawet niż do Zakazanego Miasta. Księgarnia, biblioteka (!!), kawiarnia, restauracja, bar i miejsce imprez kulturalnych – wszystko w jednym, ale sporym, lokalu z trzema salami. Na dodatek książki po angielsku, a nie w miejscowym, jakże dla mnie hermetycznym, języku. Wiedziałam, że z zewnątrz nie prezentuje się zbyt efektownie i tak było. W środku jest za to dużo lepiej – przytulnie, przestronnie, ciepło – co nie bez znaczenia po godzinnym spacerku na mrozie. W świąteczne popołudnie nie było w nim tłumów, ale […]

Continue Reading

Pekin – hot or not?

Pekin wynikł nam zupełnym przypadkiem. Po prostu najtańsze opcje lotnicze Delhi – Tokio wiodą przez Chiny, a skoro już musieliśmy lądować… Znowu postanowiliśmy wykorzystać przesiadkę do odwiedzenie nowego miejsca. Dwa dni to mało, bardzo mało, aby móc poznać miasto tak odległe kulturowo, ale pierwsze wrażenie jest pierwsze i wypadło ono nadspodziewanie dobrze! Rzeczywistość okazała się o wiele łaskawsza niż moje oczekiwania, a zaskoczenia w zasadzie tylko pozytywne. Co w sumie tyleż mówi o Chinach, co o moich wyobrażeniach. Tak, przeczuwałam KOMPLIKACJE! WIZY – w Chinach ktoś odpowiedzialny za turystykę poszedł po rozum do głowy i takim, jak my – kilkudniowym tranzytowcom – zaoferował opcję darmowej 72-godzinnej […]

Continue Reading

Na herbacie w Hongkongu

Tak się złożyło, że święta w tym roku spędziliśmy w Chinach – Wielkanoc w Hongkongu, a Boże Narodzenie – w Pekinie. Jest to błyskawiczna wizyta, a miasto niewątpliwie zadziwiające. Miejscami przypomina mi Warszawę, niektóre ulice – zachodnie metropolie. W niczym nie przypomina Delhi. Tak powszechnie porównuje się Chiny i Indie, ale w ich stolicach podobieństw nie widzę żadnych. Jest trochę zimniej, momentami szczypią policzki. Pierwszy raz od czterech lat założyłam czapkę i rękawiczki. Powietrze jest O NIEBO lepsze niż w Delhi, przynajmniej jeśli chodzi o jakość wyczuwalną dla człowieka. Nie działa Facebook, google i gmail, a WIFI dostępne w hotelu […]

Continue Reading

Być wege w Hiszpanii #2

Część pierwsza poradnika „Wegetarianin w Hiszpanii” TUTAJ Do szparagów w ogóle, a do zielonych trigueros w szczególe, mam ogromną słabość. Zdarzyło mi się wracać 3 dni pod rząd do tej samej restauracji tylko po porcję zielonych chrupiących pędów z patelni posypanych grubą solą. Jeśli w hiszpańskiej restauracji/barze ujrzymy na ladzie stos szparagów, nie zawahajmy się poprosić o ich przyrządzenie! Żadnych sosów, dodatków, pełen minimalizm. Kiedyś w Wiedniu prawie popłakałam się nad talerzem, gdy postawiono przede mną talerz zamówionych szparagów… w grubej panierce! No cóż, nie bez kozery w austriackich supermarketach sprzedaje się bułkę tartą w 10-kilogramowych workach. Kuchnia hiszpańska kocha ziemniaki i ja też. Dwie […]

Continue Reading

Być wege w Hiszpanii #1

Do niedawna nie przyszłoby mi do głowy, żeby zwrócić na to uwagę. Iberyjska kuchnia to był (i jest!) jeden z mocnych argumentów za kolejną podróżą do Hiszpanii. Zawsze cieszę się przede wszystkim na obfitość owoców morza i ryb, które uwielbiam, a niestety do tej pory nie dane mi było mieszkać w miejscach, gdzie występowałyby w nadmiarze. Jednak coraz więcej znajomych wybierających się do Hiszpanii pyta nas o to, co dobrego może tam zjeść bez mięsa. I o zgrozo! – bez ryb. Zwłaszcza znajomych Indusów, wśród których jest sporo wegetarian. Wegetarianin indyjski zazwyczaj nie jada jajek, za to owszem, mleko i przetwory mleczne. Widziałam też takich, którzy […]

Continue Reading

Delhijskie Stare Miasto, czyli Old Delhi #3

Długo mnie tu nie było, ale to nie znaczy, że się obijałam. Stosy zdjęć do publikacji piętrzą się na dysku, notes z tematami trzeszczy w szwach, ale sezon jesienny w Delhi to głównie czas towarzysko-outdoorowy, a ja nie umiem (i nie lubię) pisać z doskoku – 15 minut po śniadaniu i 20 między jednym wyjściem, a drugim. Potrzebuję kilku spokojnych wieczorów, przygotowuję sobie aromatyczną herbatkę, włączam muzykę lub słuchowisko  na Ninatece (sprawia mi niemal fizyczną przyjemność słuchanie języka polskiego w wykonaniu najlepszych aktorów, kojarzy mi się bardzo z moim rodzinnym domem) i wtedy zabieram się do blogowej dłubaniny. Jeśli bezskutecznie zaglądacie tu […]

Continue Reading

Madryt. Centro Centro / Matadero

Czytałam ostatnio, że słynne muzea pękają w szwach, a liczba odwiedzających je rośnie w ogromnym tempie. Muzea kocham, odkąd przekonałam się, że mogą zachwycać architektonicznie, zaskakiwać koncepcją, inspirować – do działania, tworzenia lub przynajmniej podzielenia się wrażeniami z innymi. Widzę, że koncepcje wystawiennicze coraz bardziej zmierzają w stronę organizowania kompleksowych przestrzeni, w których można nakarmić i oczy, i duszę i ciało. Można spędzić cały dzień pośród wystaw, książek, prasy, filmów, koncertów oraz posilić się nie masakrując kubków smakowych. To są prawdziwe hedonistyczne świątynie XXI wieku, miejsca, gdzie nie tylko należy bywać, ale także z niekłamaną przyjemnością – być. Na konto ostatniej wizyty w Madrycie […]

Continue Reading

Madryt. Jak się nie zgubić

Nie wiem, czy już jestem post-turystką, czy tylko turystką leniwą. Faktem jest, że listy typowych miejsc MUST SEE wzbudzają we mnie coraz większy opór, a kolejki do turystycznych atrakcji potrafią skutecznie odstraszyć. Czasami przeglądam sugerowane plany zwiedzania miast w 48 godzin i włosy stają mi dęba. 3 duże muzea w ciągu jednego weekendu? Do tego pałac, spacer (a raczej chyba sprint) po parku, posiłek i przejazd do następnego miejsca. Serio?? Zdarza nam się, że poświęcamy pół dnia na sam obiad, wliczając w to trzy godziny krążenia po mieście, zaglądania do kuchni i obwąchiwania ich przez półotwarte okna. A tu mam właśnie przed sobą ofertę hiszpańskiego biura podróży: […]

Continue Reading

Nie pytaj. Moja długa europejska podróż

„Corto Maltese, zapomniałem Cię zapytać, gdzie się podziewałeś ostatnio” „Zapominaj dalej, jeśli mianujesz się moim przyjacielem” Na taki szyld natknęłam się włócząc uliczkami Walencji. Widocznie Corto Maltese nie był blogerem. Blogerzy opowiadają nawet bez pytania. I ja też opowiem bardzo chętnie, jak tylko pozbieram nieco myśli (i zdjęcia!), bo chociaż minęły  ponad 2 miesiące od mojego wyjazdu z Indii, to wydaje mi się, jakby to było co najmniej pół roku. Było bardzo intensywnie. Kto śledził w tym czasie mojego Insta czy Fejsa, ten wie. Ale to nie tylko była podróż przez kilka krajów, miast i wiosek, a przede wszystkim przez kilka prywatnych […]

Continue Reading