Jak na lato. Medea, upał i wachlarze w Méridzie

Wachlarze są tradycją w wielu kulturach o nieco cieplejszym, niż Polska klimacie. Są częścią tradycji i bywają obiektami sztuki w Japonii, Chinach czy Hiszpanii. Zastanawiające jest to, że nie widuję ich praktycznie w Indiach – może dlatego, że bardzo rozpowszechnione są tu wiatraki sufitowe. Wcześniej za to bogaci Indusi (oraz kolonizatorzy) byli chyba zbyt leniwi na własnoręczne wachlowanie się, skoro istniała instytucja punkawallah, czyli służącego obsługującego wachlarze ;) W Hiszpanii za to każda szanująca się dama niezależnie od wieku w ciągu lata nie rozstaje się z abanico. Występują one (wachlarze, nie damy) we wszystkich kolorach i niezliczonych wzorach. Mogą kosztować […]

Continue Reading

Jak na lato. Café con hielo. Kawa z lodem

„Dla mnie kawa z lodem. Nie, nie z lodami!” „Ice cubes, not ice cream” „Eiswürfel, nicht Eiscreme” – nie wiem, ile razy musiałam tłumaczyć, o co mi chodzi z tą kawą z lodem. W końcu doszłam do najłatwiejszej do wyjaśnienia wersji: „Poproszę podwójne espresso i szklankę z lodem”. Ponieważ rzadko kto poza Hiszpanią, gdzie to standardowy napój, potrafi sobie wyobrazić, że można pić coffee on the rocks. „Przecież to nie ma smaku!!” – usłyszałam od pewnego kelnera w Niemczech. Kawy na zimno zazwyczaj są serwowane z potwornymi ilościami cukru, mleka, śmietany i Bóg wie, czego jeszcze. Najeść się tym można. Tymczasem ja tylko […]

Continue Reading

Jak na lato. Hiszpańskie patio

W północnej Kastylii wiele wiosek systematycznie się wyludnia. Najpierw młodzi ludzie pouciekali do miast w poszukiwaniu wykształcenia i pracy, teraz większość starszych osób też się stamtąd wynosi. Coraz trudniej im samodzielnie funkcjonować w miejscach, gdzie nie ma sklepów, przychodni, a czasami nawet zasięgu w komórkach. Autobusy kursują z rzadka i nawet kościoły otwierają swoje podwoje od wielkiego dzwonu. Wioski te jednak bardzo często ożywają latem, bo wielu mieszkańców nie tylko nie pozbyło się swoich starych domostw, ale odnawia je i traktuje jako letnią lub weekendową siedzibę. Co roku zjeżdżają więc wciąż ci sami „letnicy”, którzy znają się od kilku pokoleń i jest […]

Continue Reading

Kuchnia tybetańska w Delhi. Hauz Khas. Restauracja YETI

Powinnam napisać, że słupek rtęci na termometrze rośnie, ale przyznam się, że wyrzuciłam termometr. Zresztą był elektroniczny i nie miał żadnego słupka, który dawałby usprawiedliwienie dla moich figur retorycznych, a ja nie potrzebuję już wiedzieć, czy jest 43 czy 47 stopni. Wszystko powyżej 40 kwalifikuje się jako UPAŁ NIE DO WYTRZYMANIA i WEŹCIE-MNIE-STĄD! Kuchnia tybetańska chyba nie bardzo pasuje do tego kontekstu klimatycznego, ale już sam widok ośnieżonego szczytu góry w logo restauracji podziałał na mnie ochładzająco (chociaż wygląda trochę tak, jakby się topił, prawda?) i podczas zakupów na Hauz Khas wstąpiłyśmy z M. na obiad do YETI. Będąc tam w marcu, zamawiałyśmy m.in. […]

Continue Reading

Jak na lato. Indyjskie owoce

Lato w Delhi to nie jest pora roku, na którą się cieszę. Żar leje się z nieba i sprawia, że nawet kilkuminutowy spacer okupiony jest strumyczkami potu spływającymi po skroniach. Ulice Delhi uspokoiły się nieco, gdyż nikt bez ważnej przyczyny nie wychodzi spod klimy. Uliczni kwiaciarze osłaniają kwiaty przed słońcem nakrywając je płachtami materiału, które dopiero wieczorem zostają usunięte. Niektórzy przechowują je w zamykanych pojemnikach styropianowych z lodem, a i tak szybko więdną po przyniesieniu do domu. Rynki dopiero po zachodzie słońca ruszają pełną parą. INA Market, na którym robię zakupy przynajmniej raz w tygodniu, świeci pustkami przed południem, nawet część stoisk […]

Continue Reading

Hong Kong. Mido Cafe

W poszukiwaniu poleconej i odznaczonej restauracji wywiało nas na północ Kowloon, sporo poza turystyczny szlak. Po obiedzie postanowiliśmy jednak wrócić do centrum na piechotę. Był to całkiem relaksujący spacerek, aczkolwiek po jakimś czasie zaczęliśmy się zastanawiać, jak bardzo jeszcze jesteśmy oddaleni od naszego celu, czyli przystani promu. Usiedliśmy na pierwszym lepszym swerku, jakich w Hong Kongu sporo, żeby określić nasze położenie. Naprzeciwko znajdowała się świątynia, którą odnalazłam na mapie. „Czekaj, czekaj… dokładnie przy tym placu mam na mapie zaznaczoną kawiarnię Mido Cafe, którą polecała mi K. Klimatyczna ponoć!” i rozejrzałam się wokół. Zza drzew prześwitywał charakterystyczny budynek z zielonymi oknami, którego […]

Continue Reading

Wakacje w Europie. 100 rzeczy do zrobienia

Lato tuż tuż, więc sporządziłam listę 100 rzeczy do zrobienia podczas wakacji w Europie, którą się poniżej dzielę. Wszelkie sugestie mile widziane!! Wylądować na Szopenie, zrobić zakupy w kiosku na lotnisku, usłyszeć „Drobne poproszę”. Nie mieć 1 grosza. Podziękować przypadkowej klientce, która grosz ma i da. Kupić o wiele za dużo gazet i czasopism „na drogę”. Papierowych i po polsku! Jechać autobusem na wschód. Dokładnie na północny wschód. Zachwycać się tym, jak zmieniła się Polska. Wkurzać się tym, jak zmieniła się Polska. Wypatrywać bociana w locie. Tylko w locie! Spotkać się z rodziną i przyjaciółmi – pierwsze, pierwsze i najważniejsze!! Jeść ogórki […]

Continue Reading

Madryt. Cervecería Los Gatos

Gdy krążymy w Madrycie w tzw. Trójkącie Sztuki (Muzeum Prado, Centrum Sztuki Reina Sofía, Muzeum Thyssen-Bornemisza), staramy się unikać barów i kafejek w bezpośredniej ich bliskości. Są zazwyczaj przepełnione nieco zagubionymi turystami i mają mocno zawyżone ceny. Spokojna ulica Jezusa (calle Jesús) jest od nich oddalona zaledwie o kilkaset metrów, a proporcje miejscowych do przyjezdnych są tam diametralnie różne. Pisałam już o galicyjskiej restauracyjce Taberna Maceira, która znajduje się właśnie tutaj. To dobre miejsce na obiad. W czasie upałów jednak często główny posiłek przesuwa się na wieczorną porę, a w ciągu dnia zabijamy głód tapasami. Również głód wrażeń, bo przecież wpadamy do jednego miejsca […]

Continue Reading

Chłodnik pomidorowo-arbuzowy. Jedna zupa, tysiąc możliwości

Doszły mnie słuchy, że ponoć dopadło Was lato! Jakże się cieszę! Tak jak syty nie zrozumie głodnego, tak zmarznięty nigdy nie pojmie udręk niekończących się upałów (chociaż to lato dla nas wyjątkowo łaskawe, nie mogę się skarżyć). No i w końcu mogę wrzucić coś z serii Jak na lato: mój ulubiony chłodnik pomidorowo-arbuzowy!! Nie podam tutaj przepisu, bo sama nigdy ich nie używam. Owszem, oglądam wiele książek kucharskich, stron i blogów kulinarnych, które mnie bardzo inspirują, ale nie zapisuję proporcji i kolejności. Głównie patrzę na zdjęcia, czasami przeczytam opis przygotowania i usiłuję sobie wyobrazić, jak przebiega. Jednak potem zamykam wszystko i […]

Continue Reading

Hong Kong

Więc Hong Kong. Za długo już wracał w rozmowach, przewijał się gdzieś w artykułach i ofertach linii lotniczych, byśmy mogli go dłużej ignorować. Grudniowa wizyta w Tajlandii pozostawiła jeszcze większą ochotę na poznanie Azji – tej bardziej na wschód od Indii. Nawiasem mówiąc, Indie nie kojarzą mi się z Azją. To osobne zjawisko. Gdy wracałam z Hong Kongu, nie miałam co do tego żadnej wątpliwości. Powietrze w Delhi było tak przesycone żółtawym dymem, że łzy cisnęły mi się do oczu, a palce śmierdziały, jakbym przerzucała popiół gołymi rękami. Delhi przegania już Peking w niechlubnej konkurencji zanieczyszczenia powietrza. „We are the champions!” Niestety. Wylądowaliśmy w […]

Continue Reading