Po weekendzie

W czwartek żegnaliśmy R., naszego przyjaciela i pierwszego przewodnika po indyjskiej rzeczywistości. R. postanowił zostawić ojczyznę w potrzebie i nas (też w potrzebie) i wyemigrować na australijskie plaże. Rozumiem, ale nie wybaczam ;)

Następnie była ekspacka domówka, która niespodziewanie skończyła się w dyskotece. Ciekawe doświadczenie, ale powtórek nie planuję. Dyskoteka dla milionerów – jak mi ją zachwalano po drodze – przypominała z powierzchni i wystroju raczej pizzerię w Koluszkach. Nie było oddzielnego parkietu, więc ludzie gibali sobie między stolikami, przy barze i gdzie tylko udało im się wcisnąć. Przeważali Indusi płci męskiej (dużo Sikhów) podrygujący do muzyki Jacksona i Madonny. Zauważyłam kilka grupek bardzo młodych Indusek w miniówkach i szpilkach oraz pojedyncze blondynki w towarzystwie Indusów. Jedna z nich, sympatyczna Irlandka, nie dość, że prezentowała dość odważny tutaj strój, tzn. obcisłą koszulkę na ramiączkach, spod której widać było stanik, to jeszcze wyginała się dosyć śmiało. Miałam tylko nadzieję, że nie jest tutaj od wczoraj i wie, co robi. Indie to może nie jest muzułmański kraj i nikt Cię z pałą nie pogoni za dekolt, ale nie oszukujmy się, delhijska ulica nie jest przyzwyczajona do takiego eksponowania wdzięków, jak. np. w Warszawie. Trzeba uświadomić sobie, że ogromna większość Indusów nie była nigdzie poza swoim krajem i wiedzę na temat obcokrajowców czerpie z amerykańskich filmów, a potoczna opinia o cudzoziemkach z Zachodu (i Zachodzie w ogóle) jest zredukowana do kilku stereotypów, np. o „seksualnym wyzwoleniu”. Po prostu wielu Indusów myśli,  że określony strój (obcisły, skąpy) jest równoznaczny z przyzwoleniem na traktowanie kobiety jak seksualnego obiektu. Jeśli do tego dojdzie alkohol, a Indusi niestety nie potrafią pić – sytuacja może się wymknąć spod kontroli. Miesiąc temu odbył się nawet w Delhi tzw.Slutwalk , podczas którego protestowano przeciwko takiemu traktowaniu kobiet, niezależnie od jej stroju. Pojawiły się np. transparenty z hasłami: „Przestań się na mnie gapić. Mój strój nie jest zaproszeniem do gwałtu” itp. Postulaty postulatami, ale, zanim zmieni się myślenie, upłynie sporo wody w Jamunie.

Poza tym znowu nacięłam się na „europejskich odruchach”. Gdy w środku tłum coraz bardziej się zacieśniał i zaczęło być po prostu duszno, wyszliśmy zaczerpnąć powietrza na zewnątrz. Aaaa! Na zewnątrz było jeszcze bardziej gorąco i parno!!

I już wiem, dlaczego ta dyskoteka jest dla milionerów. Piwo kosztuje tam prawie 10 EUR. Małe :) Tym samym pobiło mój dotychczasowy rekord z pewnego weneckiego hotelu (7 EUR). Przy czym okoliczności przyrody były jakby przyjemniejsze w Wenecji :)

Następnego dnia mogliśmy więc BEZ bólu głowy popędzić na indyjski obiad do znajomych, gdzie pochłonęliśmy mnóstwo pysznych parath z kalafiorem i soczewicą. Na koniec poszliśmy całą grupą na pobliski bengalski rynek. Podstawą kuchni bengalskiej są ryby, więc rynek w tej delhijskiej dzielnicy, zamieszkanej przez wielu imigrantów z Kalkuty i okolic, słynie właśnie z ryb. Tymto sposobem wróciliśmy do domu z taką jedną w reklamówce :)

Na dodatek to jeszcze nie koniec zaproszeń – w tym tygodniu kończy się ramadan (święto Id al-Fitr). Dla wielu to dzień wolny od pracy, a dla prawie wszystkich świetny pretekst do imprezowania :)

Komentarze:
Gość: , wyst.mtp.com.pl
2011/08/29 09:50:04
Nic dodać, nic ująć. W tym poście i tym poprzednim też. Oby więcej takich.
Jeśli tylko mógłbym prosić, wnioskuję o wyzbycie się wszelkiej, najdrobniejszej formy eufemizmu jeśli chodzi o opis ewentualnych skutków różnic kulturowych i sugeruję podejście realistycznego dramatyzmu.
(Były już) mieszkaniec Delhi.
asiaya
2011/08/29 10:01:57
Sugerujesz, żebym używała więcej słowa na „K”? :))
Gość: , wyst.mtp.com.pl
2011/08/29 10:21:27
Co tam „K”. Niczym prawdziwy Sikh… zacznij od razu od „5 razy K” :)
A tak poważnie…. to sugeruję „wyzbycie się wszelkiej, najdrobniejszej formy eufemizmu jeśli chodzi o opis ewentualnych skutków różnic kulturowych„.
Np. jak taka Irlandka będzie traktowana, a właściwie jak grupa indusów ( 1)niegrzeszących inteligencją, 2)mała litera zamierzona) będzie się w jej towarzystwie i wobec niej zachowywać. Czy to w takiej dyskotece, czy też na ulicy, czy (prawie) gdziekolwiek. I dlaczego taka (niegrzesząca inteligencją) Irlandka w ogóle nie zda sobie z tego nawet sprawy.
Gość: , 83.70.171.2*
2011/08/29 11:19:01
10 jurkow za piwo:) wow, to Dublin wydaje sie tanim miejscem do imprezowania:)
Pozdrawiam
asiaya
2011/08/29 11:53:39
@BMD: Jeśli ona się nie zorientuje, to pół biedy. Ja się raczej obawiam sytuacji, w której nie będzie już miała wątpliwości :/
asiaya
2011/08/29 12:05:19
Wbrew pozorom Indie nie są tanie. A przynajmniej nie Delhi. Na wszystkie importowane towary nakładane są drakońskie podatki, a na alkohol to już w ogóle. Oczywiście są też tańsze knajpy niż ta, ale generalnie żaden tam bargain. Dlatego też wszelkie Happy Hours cieszą się popularnością. Goa ponoć jest tania pod tym względem, ale jeszcze tam nie byłam, więc nie wiem.
Pozdrawiam również :)
Gość: braworka, 77-45-63-215.sta.asta-net.com.pl
2011/08/29 19:59:47
sdze ze panienka w krótkim stroju wszędzie wzbudzi takie same myśli/zachowanie. ze wyszła na podryw;) a co zrobiliście z rybką? pochwalisz sie swoim gotowaniem?
Gość: , wyst.mtp.com.pl
2011/08/30 10:19:40
Braworka: Mylisz się.
(Były już) mieszkaniec Delhi.
asiaya
2011/08/31 16:57:07
Braworko, nie do końca to to samo, postaram się to wytłumaczyć w następnych postach.
BMD: Rozwiń myśl :)
asiaya
2011/08/31 16:59:25
Aaa, rybka w zamrażarce, chyba ją upieczemy po prostu :)

You may also like