Poranki z balkonu cz. 1

Jakoś tak ostatnio kultura obrazkowa panuje na blogu. Słowo jeszcze wróci, ale tymczasem, korzystając z pięknej aury (ok 23-25 stopni), staram się codziennie gdzieś wychodzić, a i sposobności ku temu coraz więcej.

Tymczasem następny okruch delhijskiej codzienności – coś, co uwielbiam. Codziennie rano na balkonie znajduję świeżą prasę. Co prawda zamówiłam tylko jeden tytuł, ale dostaję dwa: „Times of India” i „Hindustan Times„. Raz w miesiącu przychodzi pan z fakturą – na całe 110 rupii ( ok. 7 PLN – tak, za cały miesiąc :)) ). Zgłosiłam mu nawet, że dostajemy dwa tytuły zamiast jednego, ale popatrzył na mnie zdziwiony i wyjaśnił, że przecież faktura jest na jeden. Ja, że tak, zgadza się, faktura nie jest problemem, tylko, że dostaję może czyjąś gazetę. On na to, czy rozmawiałam z sąsiadem :) Mhm, sobie myślę, nie będę Ci facet biznesu pilnować. On chyba też nie i nadal dostaję dwie…

AKTUALIZACJA: Po siedmiu miesiącach przyszedł pan z rachunkiem za dodatkową gazetę… Oczywiście posłałam go… tam, skąd przyszedł.

Delhi febrero 2011 gazeta

You may also like