Klub

Z sygnałów, jakie do mnie docierają, wnioskuję, że największą ciekawość czytelników bloga wzbudza kwestia, jak się w Indiach znalazłam i „co ja tam robię?”. Zgodnie z prawdą wyjaśniam, że przyjechaliśmy tutaj z powodu pracy mojego męża i wtedy od razu słyszę: „A Ty pracujesz?” Gdy odpowiadam przecząco, wiele osób czuje się w obowiązku zachęcania mnie, abym znalazła sobie „jakieś zajęcie”. Co dziwne, w większości są to osoby, które trafiły do mnie przez mój blog, więc teoretycznie powinny wiedzieć, że „jakieś zajęcie” – i to całkiem czasochłonne  –  mam. Sytuacja i problemy partnerów ekspackich pracowników (bo to nie tylko kobiety) to […]

Continue Reading

Masala sernik – zapis eksperymentu

Masala sernik powstał w mojej głowie już dawno. Wyobrażałam sobie mleczną, kremową konsystencję ciasta o smaku masala czaju. Aby ta wizja znalazła ucieleśnienie, potrzebowałam jednak pomocy osoby doświadczonej w piekarskim fachu. Moje umiejętności cukiernicze bowiem nigdy nie objawiły się światu i tak to już pewnie pozostanie. Kiedy B. wspomniała kiedyś, że wyprowadzając się do Delhi, zabrała ze sobą ukochany mikser, który zajął jej połowę limitu bagażowego, pomyślałam: „To musi być pasja!”. Innym razem wpadła z pysznym ciastem drożdżowym. W końcu zwierzyłam jej się z tego pomysłu, a ona chętnie na niego przystała. Ba!! Sama przygotowała fantastyczny domowy twaróg! To było […]

Continue Reading

Warzywa w Indiach #2

Poprzednio pisałam, jakie mniej więcej warzywa mamy do dyspozycji. Od tamtej pory udało mi się przetestować kilka razy okrę (piżmian jadalny), która tym razem okazała się strzałem w dziesiątkę. Niestety nie mogę powiedzieć tego o kareli, czyli przepękli ogórkowatej, która jest NAPRAWDĘ gorzka! Muszę ją kiedyś wypróbować w restauracji, bo w głowę zachodzę, jak to warzywo przygotować, aby się dało je przełknąć. Można zatem stwierdzić, że jarzyn nam nie brakuje. Jednak i w tym względzie rzeczywistość delhijska jest nieco bardziej problematyczna złożona, niż się to wydaje na pierwszy rzut oka. Wieść gminna (a i ta prasowa również) niesie, że wiele warzyw dostępnych […]

Continue Reading

Vedż czy nie vedż? Czy można kupić mięso w Indiach?

Słyszę często od wegetarian, że Indie to ich kulinarny raj. Nie tylko mają ogromny wybór w każdej restauracji (niektóre są wyłącznie wegetariańskie), ale też każdy produkt spożywczy (i nie tylko, bo pasta do zębów też, jak widać poniżej) oznaczony jest na opakowaniu czerwoną lub zieloną kropką (niewegetariański/wegetariański). Jajka są oficjalnie non-veg, ale trwają na ten temat zaciekłe dyskusje. Póki co, mamy majonez zarówno z czerwoną, jak i zieloną kropką, a także wegetariańskie, bezjajeczne wypieki. Szacuje się, że w Indiach mieszka ok. 400 milionów wegetarian. Wielu z nich na pewno zwyczajnie nie stać na spożywanie mięsa, ale czynnik kulturowy jest tu ważniejszy. R., […]

Continue Reading

Domowa guma do żucia

Szukam. Eksperymentuję. Próbuję. Dzisiaj zakupiłam owoce chiku/chikoo. Po polsku pigwica właściwa. Nie mylić z pigwą pospolitą czy pigwowcem. Dojrzałe chiku smakuje jak bardzo, bardzo dojrzała gruszka i krówka z miodem. Wszystko razem. Bajecznie pachnie. Niestety, dostało mi się również kilka niedojrzałych owoców. Są twarde, kwaśne, bardzo cierpkie. Postanowiłam zrobić z nich kompot. Pokroiłam, zalałam wodą, wstawiłam na gaz i poszłam. Gdy wróciłam, nieźle już bulgotało w garnku. Wystarczy zatem. Zdjęłam z ognia, ale moją uwagę przykuła biała piana unosząca się na powierzchni mętnego wywaru. „Rosół raczej, a nie kompot” – pomyślałam. Dziubnęłam pianę łyżką, przykleiła się. Zajrzałam do Wikipedii. NO JASNE!!! W korze, gałęziach i młodych owocach znajduje […]

Continue Reading

Kuchnia à la à la

Zaśmiewałyśmy się ostatnio z Chihiro ze starych PRL-owskich komedii, a dokładniej z pokładów kreatywności kulinarnej społeczeństwa w warunkach wiecznych deficytów zaopatrzeniowych, która objawiała się w stosowaniu dostępnych zamienników, a przede wszystkim odpowiednio dobranej nazwy dania! „Sandacz à la szczupak”, „indyk à la łosoś” były dowodem na to, że fantazja w narodzie nie umarła, a już na pewno nie aspiracje. Poetyka tych dań wyrażała ducha walki, więź z zachodnią cywilizacją, ale niestety też boleśnie uświadamiała braki i skazanie na erzace. W pewnym momencie zdałam sobie sprawę, że niechcący kontynuuję tradycję kuchni à la à la! Oczywiście nie można porównywać zaopatrzenia w delhijskich sklepach do PRL, aczkolwiek wybór jest mocno […]

Continue Reading

Przypaliłam kabuli chanę

Nie, to nie jest to, co Palikot chce zapalić w pokoju 143 :)) Kabuli chana to biała ciecierzyca. Od początku wiedziałam, że nie będę się w Indiach uczyć hindi. Za dużo już tych języków mam „pozaczynanych” (a przecież nauka języka końca nie ma nigdy), żeby się teraz pakować w następny. Na dodatek nie bardzo widzę jego użyteczność, nawet mieszkając w Indiach. Nie mogę co prawda chodzić na bollywoodzkie filmy do kina, bo większość nie ma napisów po angielsku, ale jeśli mi na którymś zależy (rzadko), mogę poczekać na edycję DVD. Zazwyczaj osoby, z którymi mam kontakt, mówią po angielsku. W […]

Continue Reading