Walencja. Ruzafa

W kwietniu w Delhi powinniśmy już ochładzać się co najmniej wiatrakami – zanim na długie miesiące uzależnimy się od klimatyzacji. Tymczasem w tym roku pogoda bawi się z Delhijczykami w ciuciubabkę. Gdy już, już słupek rtęci skoczy dziarsko powyżej 30 stopni, znienancka nadchodzą szare, deszczowe dni oraz rozszalałe burzą noce. Podoba mi się to! Co prawda ogromne drzewo naprzeciwko mojego domu straciło wszystkie liście, ale poza nim parki i skwery rozbujały się zielenią, jakby to był środek monsunu. Nawet komary zaczęły atakować – ogłupiałe przez pogodowe anomalie. Na szczęście temperatury w tych dniach są bardziej polsko-jesienne niż delhijsko-monsunowe. I można oddychać. Zimą […]

Continue Reading

A Coruña 1

Nie od dziś wiadomo, że mam słabość do nadmorskich miast. A Coruña (po galicyjsku) czy La Coruña (po kastylijsku) – to nie jest nawet miasto NAD morzem. To jest miasto NA morzu, a dokładniej na półwyspie, otoczone przez Ocean Atlantycki. Smagane wiatrem, uderzane falami, nie skąpiło nam słońca podczas naszego pobytu w lipcu zeszłego roku, a przecież słońce w Galicji to nie jest taka znowu oczywistość. Mogliśmy jednak odetchnąć po estremadurskich (i indyjskich) upałach, zaczerpnąć rześkiego, morskiego powietrza. Gdy wysiadamy z pociągu, zdumiewa mnie bryła tutejszego dworca – posępna, monumentalna, ponura. Potem dowiaduję się, że powstał w 1935 roku i […]

Continue Reading

Madryt. Księgarnia/kawiarnia La Central

Od pierwszej wizyty w tym mieście poczułam się jak w domu. Jak u siebie. Madryt pachnie starymi murami i gdy złapię ten zapach w nozdrza, ogarnia mnie błoga świadomość bycia we właściwym miejscu. Wielokrotnie byłam pytana, czy chciałabym zamieszkać w Hiszpanii. I chciałabym, i boję się. Taki związek na odległość bardzo mi odpowiada: jest tęsknota, jest pasja i jest duża radość z każdego dnia spędzonego razem. Czy nie przysłoniłyby mi jej zwykłe utrapienia codziennego dnia? Wtedy, za pierwszym razem, z oszołomienia zostawiłam w taksówce reklamówkę z zakupami z wolnocłowego sklepu. Nawet nie zdążyłam się zorientować, kiedy zadzwonił telefon w hotelowym […]

Continue Reading

Mumbaj. Reszta

Na spacery nie było wiele czasu, dlatego korzystaliśmy chętnie z taksówek. Jedyną różnicą między nimi, a tymi delhijskimi były zewnętrzne liczniki. Nawet w Colabie można było spotkać miejsca ze stertami śmieci, ale powiedzmy, że były one pod kontrolą,… … czego raczej nie można powiedzieć o innych częściach miasta. Nie wywarło to na nas wielkiego wrażenia – chyba już się przyzwyczailiśmy do takich widoków w Delhi. Mi natomiast bardzo podobały się mumbajskie kamienice, nawet te w opłakanym stanie. Zawsze się zastanawiałam, po co tyle krat w tych indyjskich oknach. I to wcale nie bogatych domach. Czasami muszą chronić przed wszędobylskimi i […]

Continue Reading

Mumbaj. Colaba.

To było prawie rok temu. Wpadliśmy do Mumbaju na chwilę, w drodze do Kerali.  Trudno mi wytłumaczyć, co ma Mumbaj, a czego nie ma Delhi, a co sprawiło, że wolałabym mieszkać tam, a nie tu. To na pewno bliskość morza, które ma dla mnie nieodparty urok. Ale nie tylko. Bieda i brud jest tu tak samo widoczna, jak w Delhi, a może nawet bardziej, więc dlaczego? Myślę, że to sama struktura miasta – no właśnie – bardzo „miejska”. Oczywiście udało nam się zobaczyć jedynie kawałeczek centrum i o nim mówię. Jednak nawet taki kawałek w Delhi bardzo by mnie uszczęśliwił. […]

Continue Reading

Pola kwitnące billboardami

Dawno mnie nie było na blogu, ale nadal jestem w Delhi – choć już niedługo. Pakuję walizkę, planuję, wertuję, mailuję… Indii w tym mało, ale one przecież są zawsze i podejrzewam, że nawet wyjeżdżając się od nich nie uwolnię. Zauważyłam jednak, że gdy jestem w Europie, wydają mi się one bardzo, bardzo odległe i nierzeczywiste. Jakby były tylko niewyraźnym snem, po którym ciężko się otrząsnąć z uczuć, o których nie wiadomo, skąd się wzięły. „Indie? Jakie Indie?” Przygotowuję się zatem na mój mały Reverse Culture Shock, chociaż doskonale wiem, czgo się mogę spodziewać. Pierwsze momenty są bezcenne, ale i bezlitosne – rzeczywistość […]

Continue Reading

Bez sensu, a/więc cieszy!

Gdy słyszę o akcjach wokół słynnej tęczy na placu Zbawiciela w Warszawie i przypominam sobie plastikowy koszmarek z placu de Gaulle’a, ręce mi opadają. Dorabia się paskudztwom ideologię, stawia pośrodku miasta i już jesteś „za” albo „przeciw”. Mamy chyba największy zbiór pokracznych pomników Jana Pawła II (tutaj i tutaj). Motyw aborcyjny też jest – nomen omen-  płodny (tutaj i tutaj). Zresztą nawet pomnik książki można schrzanić koncertowo. Zastanawiam się, dlaczego? Może to nadmiar idei i czci szkodzi estetyce? Może, gdybyśmy stawiali pomniki bez sensu i idei – może wtedy nie straszyłyby przechodniów? W Delhi bardzo lubię instalację metalową na węźle drogowym w pobliżu kampusu Akademii Medycznej (AIIMS flyover). Dodaje temu […]

Continue Reading

Nad dachami Delhi

Podczas, gdy na dole gwar i ruch, pokrzykujący obwoźni sprzedawcy i klaksony aut, tam na górze, ponad dachami budynków, można przypatrywać się temu ulicznemu spektaklowi przefiltrowanemu przez odległość kilku pięter. Długo szukałam w Delhi kawiarni z ogródkiem. Jest takich kilka ( np. w India Habitat Centre, Włoskim Instytucie Kulturalnym, czy restauracji w Ogrodach Lodhi). Wszystkie jednak znajdują się na ogrodzonym terenie, bez widoków na ulicę. Delhi ma inny patent na kawiarnie i knajpy: tarasy dachowe! Niemal wszystkie budynki w mieście mają płaskie dachy. Wiele restauracji wykorzystuje je jako dodatkową powierzchnię. Tarasy nad budynkami mieszkalnymi często są terytorium „służby” – tam […]

Continue Reading

Keralski kozi raj

„Mutton family” Jeśli Stambuł jest kocim rajem, to Kerala na pewno jest takim miejscem dla kóz. Bardzo dużo widzieliśmy ich w Fort Cochin, który te zwierzęta sobie upodobały szczególnie – podobnie jak my. W odróżnieniu jednak od kotów, kozy hodowane są dla bardziej utylitarnych celów, a ich masowa obecność świadczy o licznej społeczności muzułmańskiej. Jeden z rikszarzy, wioząc nas, zatrzymał pojazd na widok ich gromadki rozłożonej na chodniku, pokazał nam je, mlaskając przy tym z upodobaniem i mrucząc: „Mutton family! Delicious!” Kozy natomiast, ignorując wyzywanie ich od baranin i kulinarny harassment, nadal leniwie skubały trawę. Takie to są zen zwierzęta! Co nie […]

Continue Reading

Mumbaj na chwilę

O Mikołajkach przypomniałam sobie dopiero wieczorem, zaglądając na internet. „Co dostałaś od Mikołaja?” – czytam. „Dużo, więcej niż prosiłam” „A konkretnie dzisiaj?” „Dzisiaj?… noo… cały dzisiejszy dzień!” O Mikołajkach przypomniałam sobie dopiero wieczorem, zaglądając na internet. „Co dostałaś od Mikołaja?” – czytam. „Dużo, więcej niż prosiłam” „A konkretnie dzisiaj?” „Dzisiaj?… noo… cały dzisiejszy dzień!” Pozdrawiam Was gorąco z Mumbaju, który mnie zauroczył. Cały dzień dzisiaj myślałam, o ile fajniej by było mieszkać tutaj, a nie w Delhi. Ale… „Be careful what you wish for!!”   Komentarze Gość: Ania, 112.198.173.4* 2012/12/07 04:14:58 Samych przyjemności życzę! I w Mumbaju wszędzie tam, gdzie […]

Continue Reading