3 filmy z Mumbajem w tle

Czasami tęsknię za Mumbajem. Mam do niego nieporównanie więcej sentymentu niż do Delhi. Wspominam naszą krótką wizytę, przeglądam zdjęcia, ale najbardziej lubię sięgnąć sobie po film czy książkę, której akcja rozgrywa się w tym mieście. Na obrazy w nich nakładam te własne, już nieco przykurzone. Myślę, że wyhodowałam sobie na prywatny użytek piękny mit. Mumbaj jak z filmu. Filmy o Mumbaju to przede wszystkim historie Mumbajczyków – tych od pokoleń i całej masy nowych, napływowych – Indusów z całego Subkontynentu. Potężna metropolia wchłonie wszystkich – brutalna, ale obiecująca wiele – jak każdy imigrancki „raj”. Zaglądanie pod kolejne podszewki jej codziennego życia […]

Continue Reading

Mumbaj. Biblioteka z duszą

Właśnie dlatego lubię się szwendać w obcych, ale też tych całkiem – wydawałoby się – swojskich miastach!! Za każdym rogiem może czekać niespodzianka! W Mumbaju też się tak stało. Szliśmy Dadabhai Naoroji Road ( w skrócie D.N. Road), zaglądając do okien i podwórek, kiedy natknęliśmy się na bibliotekę. Mieściła się na górnych piętrach, a napis przy wejściu głosił, że jest dostępna tylko dla członków. Oraz, że intruzi będą ścigani. „Prosecuted”. Postałam chwilę pod tablicą, obmyślając strategię, po czym podeszłam do recepcjonisty i spytałam, czy jeśli wejdę, to będę „EXECUTED”. Parsknął śmiechem i zapewnił mnie, że włos mi z głowy nie spadnie! […]

Continue Reading

Mumbaj. Reszta

Na spacery nie było wiele czasu, dlatego korzystaliśmy chętnie z taksówek. Jedyną różnicą między nimi, a tymi delhijskimi były zewnętrzne liczniki. Nawet w Colabie można było spotkać miejsca ze stertami śmieci, ale powiedzmy, że były one pod kontrolą,… … czego raczej nie można powiedzieć o innych częściach miasta. Nie wywarło to na nas wielkiego wrażenia – chyba już się przyzwyczailiśmy do takich widoków w Delhi. Mi natomiast bardzo podobały się mumbajskie kamienice, nawet te w opłakanym stanie. Zawsze się zastanawiałam, po co tyle krat w tych indyjskich oknach. I to wcale nie bogatych domach. Czasami muszą chronić przed wszędobylskimi i […]

Continue Reading

Mumbaj. Fort

Z Colaby skierowaliśmy się na północ, w stronę dzielnicy Fort… … zatrzymując się po drodze w słynnym Cafe Mondegar, założonym przez Irańczyków ponad 140 lat temu, a przez Mumbajczyków pieszczotliwie zwanym “Mondy’s”. Nie mam żadnego zdjęcia jego wnętrza, ale można je obejrzeć tutaj. Tuż przed nim rozciąga się Colaba Causeway z całym mnóstwem sklepików i straganów. Na jednej ze spokojnych ulic spotykamy grupkę dzieci chlapiących się wodą i kąpiących się w kałuży utworzonej w wyrwie chodnika. Miały przy tym tyle uciechy, jakby co najmniej bawiły się w jakimś wodnym parku rozrywki z wybajerzonymi ślizgawkami! Jeszcze jeden dowód na to, że […]

Continue Reading

Mumbaj. Colaba.

To było prawie rok temu. Wpadliśmy do Mumbaju na chwilę, w drodze do Kerali.  Trudno mi wytłumaczyć, co ma Mumbaj, a czego nie ma Delhi, a co sprawiło, że wolałabym mieszkać tam, a nie tu. To na pewno bliskość morza, które ma dla mnie nieodparty urok. Ale nie tylko. Bieda i brud jest tu tak samo widoczna, jak w Delhi, a może nawet bardziej, więc dlaczego? Myślę, że to sama struktura miasta – no właśnie – bardzo „miejska”. Oczywiście udało nam się zobaczyć jedynie kawałeczek centrum i o nim mówię. Jednak nawet taki kawałek w Delhi bardzo by mnie uszczęśliwił. […]

Continue Reading

Uziemienie

Mam słabość do porządnych butów: wygodnych, stabilnych, koniecznie z elastyczną podeszwą (stopa się zgina, więc podeszwa też musi!). Przekonałam się na własnej skórze, a raczej stopie, że kompromisy w kwestii obuwniczej bardzo szybko się mszczą. Kiedyś np. kupiłam taniutkie sandałki w jednym z tych sklepów na Oxford Street w Londynie, gdzie brodzi się po kostki w walających się po podłodze produktach, a klientki robią zakupy chyba dla całej dzielnicy. Owszem, z założenia miały być „na jeden raz”. Nie miałam jednak na myśli jednego tygodnia, a raczej jeden sezon. Wytrzymały jeden miesiąc, podczas którego zresztą nie przekonałam się o żadnych ich […]

Continue Reading

Mumbaj na chwilę

O Mikołajkach przypomniałam sobie dopiero wieczorem, zaglądając na internet. „Co dostałaś od Mikołaja?” – czytam. „Dużo, więcej niż prosiłam” „A konkretnie dzisiaj?” „Dzisiaj?… noo… cały dzisiejszy dzień!” O Mikołajkach przypomniałam sobie dopiero wieczorem, zaglądając na internet. „Co dostałaś od Mikołaja?” – czytam. „Dużo, więcej niż prosiłam” „A konkretnie dzisiaj?” „Dzisiaj?… noo… cały dzisiejszy dzień!” Pozdrawiam Was gorąco z Mumbaju, który mnie zauroczył. Cały dzień dzisiaj myślałam, o ile fajniej by było mieszkać tutaj, a nie w Delhi. Ale… „Be careful what you wish for!!”   Komentarze Gość: Ania, 112.198.173.4* 2012/12/07 04:14:58 Samych przyjemności życzę! I w Mumbaju wszędzie tam, gdzie […]

Continue Reading

Był Bombaj, jest Mumbaj!

Dobra wiadomość dla tych, których irytowały różnice w obowiązujących nazwach indyjskich miast w języku polskim i angielskim/ew. w językach indyjskich (TUTAJ mała dyskusja na temat sprzed roku). Otóż Komisja Standaryzacji Nazw Geograficznych poza Granicami Rzeczypospolitej Polskiej dokonała w maju 2012 rokuzmian obowiązujących egzonimów  odnoszących się do kilku indyjskich miast. I tak po 17 latach od oficjalnego przemianowania miasta Bombay na Mumbai główna jego nazwa w języku polskim została zmieniona na Mumbaj, przy czym nadal dopuszczalne jest użycie nazwy Bombaj. Podobnie stało się z Kolkatą (dawniej Kalkuta) i Ćennaj (dawniej Madras). Teraz wypadałoby, żeby IATA zmieniła również swoje kody lotnisk, bo kod mumbajskiego nadal brzmi BOM! Problem jednak w tym, że MUM jest już […]

Continue Reading

Freddie Mercury był Indusem…

… z pochodzenia. Przypomniało mi się dzisiaj, gdy na googlach zauważyłam grafikę upamiętniającą jego 65 urodziny. Naprawdę nazywał sięFarrokh Bulsara i urodził się w rodzinie gudźarackich Parsów na Zanzibarze, gdzie jego ojciec pracował jako brytyjski urzędnik. Parsowie to stosunkowo nieliczna grupa wyznawców zaratusztranizmu, którzy w VIII w. uciekli z Iranu przed muzułmańskimi prześladowaniami, zamieszkująca głównie w Bombaju*. Młody Farrokh uczęszczał swego czasu do szkoły w Indiach, gdzie zaczęto nazywać go Freddie i gdzie stawiał pierwsze kroki w muzyce. Kto jeszcze ma indyjskie korzenie? Np. brytyjska rodzina królewska ;) Wszyscy oprócz księcia Karola. Zresztą zobaczcie sami: Rzeczywiście, wszystko się zgadza: mieszkają wszyscy w jednej chacie, prowadzą biznes rodzinny, […]

Continue Reading