Pekin. Zakazane Miasto

Wiosna, moja ostatnia wiosna w Delhi, minęła galopem i znowu ulice opustoszały, okna zatrzasnęły się z hukiem, zasłony szczelnie otuliły wnętrza kojącym cieniem, a w tle pojawił się szum klimatyzatora, jedynego naprawdę skutecznego sposobu na delhijskie upały. Jest 15.00 i właśnie widzę na termometrze 45 °C. W nocy spadnie do 30°C, ale nawet to nie pozwoli wodzie w rurach wystygnąć do orzeźwiających temperatur. Elektryczny bojler już kilka tygodni temu został wyłączony. Wisi zbędny przez kilka miesięcy w roku na balkonie (sic!) pokrywając się kurzem z piaskowych burz.Swego czasu zapoczątkowałam serię porad na oswojenie upałów Jak na lato i choć dwa najbardziej uciążliwe klimatycznie indyjskie miesiące spędzałam zazwyczaj w szokująco dla […]

Continue Reading

Delhi. Gurudwara Bangla Sahib, czyli święty basen w środku miasta

Pakuję kartony, chociaż na razie tylko mentalnie. Mam nadzieję, że zdążę wrzucić tutaj przed wyjazdem opisy wszystkich tych miejsc, które – moim zdaniem – warto wziąć pod uwagę gdy w Delhi. Bo to miasto to nie przelewki i trzeba mieć dobry plan. Niezbyt obszerny, niezbyt rozwleczony w przestrzeni (korki!), ale konkretny. Oczywiście jakaś świątynia musi być! Przyznaję, że większość hinduistycznych to nie moja bajka. Przypominają raczej disneyowskie scenografie. Muzułmański meczet na Old Delhi Jama Masjid, chociaż największy w Indiach, od dawna omijam szerokim łukiem. Każda próba wejścia kończyła się długim targowaniem – za wejście tyle, za „szlafrok” – którego w ogóle nie potrzebowałam, bo byłam zakryta od stóp do […]

Continue Reading

Hipsterski Pekin. 798 Art District

Pekin. Moje turystyczne priorytety chyba nigdzie się tak dobitnie nie ujawniły, jak tam. Mając do dyspozycji jedynie dwa dni, zamiast wdrapywać się na Wielki Mur, pojechałam powłóczyć się po artystycznej i tak, owszem, bardzo hipsterskiej, dzielnicy artystycznej 798 Art District. Mieści się wśród blokowisk poza centrum miasta, na terenie byłego kompleksu fabrycznego. Ani przez moment nie pożałowałam, chociaż czułam, że pełen potencjał tego miejsca można lepiej docenić przy temperaturach bardziej dodatnich niż te, które panowały w chińskiej stolicy pod koniec grudnia i zieleni bujniejszej niż ta, która nam się zaprezentowała wówczas z przyczyn oczywistych. Zupełnie się czegoś takiego po Pekinie nie spodziewałam, więc był […]

Continue Reading

Crafts Museum – oaza w środku Delhi

Delhi to zlepek osiedli, dzielnic, siedlisk zupełnie do siebie nieprzystających. Zaledwie kilka stacji metra dzieli wymuskaną lutyensowską część, gdzie jadąc ocienionymi alejami widzimy tylko mury rządowych bungalowów od Starego Delhi z wąskimi uliczkami zapchanymi do granic możliwości i chylącymi się ku upadkowi urokliwymi ruinami. Osiedla Południowego Delhi zamieszkałe przez średnią i wyższą klasę to już prawdziwy miszmasz wystawnych rezydencji, całkiem przyzwoitych domków i betonowych klocków skleconych naprędce bez ładu i składu. Między nie wciskają się osiedla slumsów albo po prostu obozowiska z szałasów i resztek czegokolwiek, czym można odgrodzić się od świata. Wśród tego chaosu można znaleźć spokojne oazy – ekskluzywne jak kluby i pola golfowe czy […]

Continue Reading

Pekin. The Bookworm, czyli pekiński mól książkowy

The Bookworm przewijał się na stronach z programami kulturalnymi w Pekinie i zaintrygował mnie na tyle, że uparłam się tam pójść wcześniej nawet niż do Zakazanego Miasta. Księgarnia, biblioteka (!!), kawiarnia, restauracja, bar i miejsce imprez kulturalnych – wszystko w jednym, ale sporym, lokalu z trzema salami. Na dodatek książki po angielsku, a nie w miejscowym, jakże dla mnie hermetycznym, języku. Wiedziałam, że z zewnątrz nie prezentuje się zbyt efektownie i tak było. W środku jest za to dużo lepiej – przytulnie, przestronnie, ciepło – co nie bez znaczenia po godzinnym spacerku na mrozie. W świąteczne popołudnie nie było w nim tłumów, ale […]

Continue Reading

Pekin – hot or not?

Pekin wynikł nam zupełnym przypadkiem. Po prostu najtańsze opcje lotnicze Delhi – Tokio wiodą przez Chiny, a skoro już musieliśmy lądować… Znowu postanowiliśmy wykorzystać przesiadkę do odwiedzenie nowego miejsca. Dwa dni to mało, bardzo mało, aby móc poznać miasto tak odległe kulturowo, ale pierwsze wrażenie jest pierwsze i wypadło ono nadspodziewanie dobrze! Rzeczywistość okazała się o wiele łaskawsza niż moje oczekiwania, a zaskoczenia w zasadzie tylko pozytywne. Co w sumie tyleż mówi o Chinach, co o moich wyobrażeniach. Tak, przeczuwałam KOMPLIKACJE! WIZY – w Chinach ktoś odpowiedzialny za turystykę poszedł po rozum do głowy i takim, jak my – kilkudniowym tranzytowcom – zaoferował opcję darmowej 72-godzinnej […]

Continue Reading

Madryt. Jak się nie zgubić

Nie wiem, czy już jestem post-turystką, czy tylko turystką leniwą. Faktem jest, że listy typowych miejsc MUST SEE wzbudzają we mnie coraz większy opór, a kolejki do turystycznych atrakcji potrafią skutecznie odstraszyć. Czasami przeglądam sugerowane plany zwiedzania miast w 48 godzin i włosy stają mi dęba. 3 duże muzea w ciągu jednego weekendu? Do tego pałac, spacer (a raczej chyba sprint) po parku, posiłek i przejazd do następnego miejsca. Serio?? Zdarza nam się, że poświęcamy pół dnia na sam obiad, wliczając w to trzy godziny krążenia po mieście, zaglądania do kuchni i obwąchiwania ich przez półotwarte okna. A tu mam właśnie przed sobą ofertę hiszpańskiego biura podróży: […]

Continue Reading

Nie pytaj. Moja długa europejska podróż

„Corto Maltese, zapomniałem Cię zapytać, gdzie się podziewałeś ostatnio” „Zapominaj dalej, jeśli mianujesz się moim przyjacielem” Na taki szyld natknęłam się włócząc uliczkami Walencji. Widocznie Corto Maltese nie był blogerem. Blogerzy opowiadają nawet bez pytania. I ja też opowiem bardzo chętnie, jak tylko pozbieram nieco myśli (i zdjęcia!), bo chociaż minęły  ponad 2 miesiące od mojego wyjazdu z Indii, to wydaje mi się, jakby to było co najmniej pół roku. Było bardzo intensywnie. Kto śledził w tym czasie mojego Insta czy Fejsa, ten wie. Ale to nie tylko była podróż przez kilka krajów, miast i wiosek, a przede wszystkim przez kilka prywatnych […]

Continue Reading

A Coruña 1

Nie od dziś wiadomo, że mam słabość do nadmorskich miast. A Coruña (po galicyjsku) czy La Coruña (po kastylijsku) – to nie jest nawet miasto NAD morzem. To jest miasto NA morzu, a dokładniej na półwyspie, otoczone przez Ocean Atlantycki. Smagane wiatrem, uderzane falami, nie skąpiło nam słońca podczas naszego pobytu w lipcu zeszłego roku, a przecież słońce w Galicji to nie jest taka znowu oczywistość. Mogliśmy jednak odetchnąć po estremadurskich (i indyjskich) upałach, zaczerpnąć rześkiego, morskiego powietrza. Gdy wysiadamy z pociągu, zdumiewa mnie bryła tutejszego dworca – posępna, monumentalna, ponura. Potem dowiaduję się, że powstał w 1935 roku i […]

Continue Reading

Awarie i awanturki

Jak niektórzy z Was zauważyli (dzięki za wszystkie maile i zapytania!!), na początku marca mój blog wystrzelił w kosmos i przebywał tam ładnych kilka dni. Szok! Jak on mógł? Sama go porzucam na długie miesiące, ale żeby on mnie? Tego się nie robi blogerce! W końcu prośbą i przekupstwem (nowy serwer) udało się go sprowadzić z powrotem na łącza. Miejmy nadzieję, że już nie będzie wywijał takich numerów, ale kto wie, kto wie… Zaskoczyło mnie (sama siebie zaskoczyłam), że bardzo się tą awarią nie przejęłam i zamiast obgryzać paznokcie oraz rwać włosie z głowy, poczułam się trochę jak uczeń na wagarach, zwłaszcza, […]

Continue Reading