Targi zatargi

Nigdy nie chodzę nigdzie „tylko” po to, aby robić zdjęcia. Ale fakt, prawie wszędzie, dokąd chodzę, je robię. Motywuje mnie to do uważności, do zatrzymania się, do wydobycia detalu. Potem takie patrzenie staje się nawykiem, nawet bez aparatu. Wymaga to jednak innego rytmu niż zwykły spacer. Muszę się zatrzymać, czasami podejść, czasami przesunąć w lewo. Albo poczekać, aż nikt nie będzie mi wchodził w kadr. Nie dla wszystkich jest to jednak naturalne.

Na zwiedzanie niedzielnych targów umówiliśmy się z dwójką znajomych, a oni z kolei dokoptowali jeszcze jedną koleżankę. Pięć osób i kilka wielkich hal do eksplorowania to przepis na konflikt. Każdy chce oglądać coś innego, w innym tempie. Osobiście nie mam problemów z czekaniem w takich sytuacjach, jest mi to na rękę. Siadam sobie w kącie i pstrykam. Gorzej znosili moi znajomi czekanie na mnie. Gdy w końcu dochodziłam do ładu z ustawieniami, oni już chcieli się przenosić gdzie indziej. Nie zauważyłam nawet, że część zdjęć zrobiłam na najmniejszym formacie :/ Równie dobrze mogłabym pstrykać komórką.

Rok temu byłam na targach dwa razy po kilka godzin i miałam poczucie niedosytu (pisałam tutaj, i tutaj, i tutaj). Poznałam jednak mniej więcej ich strukturę, więc ostrzegałam, że wszystkiego nie damy rady obejrzeć dokładnie, a najlepsze hale mamy na końcu. Trzeba do tego podejść strategicznie :). Przynajmniej w tym przyznali mi rację. Szkoda, że poniewczasie. Przez najciekawsze stoiska pędziliśmy poganiani burczeniem w brzuchu.

Do tego frekwencja w niedzielę była chyba rekordowa. Pogoda dopisywała, słońce świeciło pierwszymi wiosennymi promieniami, a bilety wstępu kosztowały złotówkę z groszami. Dla porównania: te na Targi Sztuki – ok. 18 PLN). Nie mówiąc już o tym, że i towary były tu w o wiele bardziej przystępnych cenach! Wydaje mi się, że było też więcej promocji, niż rok temu. Niektóre nawet na 40%! Na całą ofertę danego wydawnictwa, nie na wybrane tytuły! Ludzi było zatrzęsienie! Trudno było spokojnie stanąć, co rusz ktoś mnie potrącał. Do półek z książkami czy kas ciężko się było dopchać.

Nie zrealizowałam zatem mojego planu rozejrzenia się za porządną książką o indyjskiej kuchni, a szczególnie o tutejszych przyprawach. Kupiłam jedynie dwie małe książeczki z serii Oxford India Short Introduction. W ogóle mam wrażenie, że mało co widziałam! Niedosyt okropny!

Ale wyciągam wnioski: następnym razem pójdę sama w tygodniu na oglądanie książek, w weekend z Sir’em na oglądanie zwiedzających. A ze znajomymi umówię się na kawę. Bez aparatu :)

W powietrzu unosiło się dużo pyłu. Nawet na zdjęciach go widać. To w Delhi powszechne zjawisko.

Indyjski Harlequin!

Na stoisku Arabii Saudyjskiej strzeliłam gafę. Widząc powyższe paczuszki, zapytałam: „To czekoladki?” „To Koran!” usłyszałam karcący głos. Nie za bardzo wyobrażałam sobie Koran w takiej miniaturze. Po odpakowaniu okazało się, że jest nagrany na… kasetę.

Targi ksiazki 1.2

Utarg na targach chyba był spory – sądząc po kolejce do bankomatu. Objazdowego bankomatu.

Niektórzy przyszli, bo przykazali. Ale chyba nie narzekali.

Każdego roku targom przyświeca hasło tematyczne, a jeden z krajów jest gościem specjalnym. Rok temu tematem było 100 lecie kina indyjskiego, w tym roku indyjska literatura plemienna. W związku z tym w jednej z sal wybudowano mini wioskę z lepiankami. Prawdę powiedziawszy, wychodzą mi bokiem wystawy i kartonowe instalacje udające coś tam. To dobre na zajęcia techniczne dla dzieci, a od profesjonalnyh wystaw oczekiwałabym trochę lepszej koncepcji.

Krajem zaproszonym była Francja, której też poświęcono wystawy. Zauroczyło mnie to ogromne zdjęcie oparte o drzewo. Mogłabym mieć takie w domu!

Ale to pseudojeziorko z kwitnącymi książkami odstraszyło! Było jednak obleganym celem fotograficznym.

Stoisko Francji z obowiązkową kawiarnią! Rok temu Niemcy nie wpadli na ten pomysł. A szkoda!

Na francuskim stoisku polski akcent. Prawie jak zapowiedź. Tak! Za rok to właśnie Polska będzie się prezentować na targach w pełnej krasie. Z tej okazji życzę sobie, aby statystyki czytelnictwa w naszym kraju skoczyły przynajmniej te 6%. Do tej magicznej 50%!

Komentarze
2013/02/14 07:57:20
super, super, super wpis;))))) uwielbiam!!!
I cieszę się z tej Polski za rok. Będę niecierpliwie czekać na relacje.
2013/02/14 09:03:01
Chiaro, to się cieszę, dziękuję! Prawdę powiedziawszy nie miałam przekonania do tego wpisu, bo wydaje mi się, że się po tych targach ledwo prześliznęłam i nie mam za dużo do powiedzenia. Potem jednak pomyślałam, że od sprawozdań to jest PAP, a ja po prostu napiszę, jak spędziłam ten dzień :)
Mam nadzieję, że polska obecność będzie mniej kartonowo-kiczowata :) Póki co polska literatura jest tu nie za bardzo obecna. Mam na myśli indyjskie wydania polskiej literatury, bo te zagraniczne nie są na przeciętną indyjską kieszeń.
2013/02/14 18:31:33
Na wystawie tulipanów w Keukenhoff Polskę rok temu przedstawiono następująco: na wejściu Wielki Polak, czyli Mariusz Pudzianowski w skali 1:1 wycięty z kartonu. Kawałek dalej kolejny Wielki Polak, czyli Jan Paweł II trójwymiarowy, niebywale podobny do Piotra Adamczyka. A na koniec jeszcze jeden Wielki Polak – żubr. Cepelia, mały fiat i ogólna wiocha.
2013/02/14 20:30:14
Zmiano, nie strasz!!! Ładne buty…. I co to w ogóle za zestaw?
2013/02/20 21:38:51
Gafa z czekoladkami i Koranem – uśmiałam się :)
Bardzo ciekawe jak się Polska zaprezentuje za rok i jaką literaturę tam się będzie promować. Mam nadzieję, że uda mi się na nie wpaść :)
2013/02/21 04:29:59
Lilithin, co byś proponowała? Serio pytam, sama się zastanawiam :)

You may also like