Tiziano Terzani – „W Azji”

w-azji-terzani1971-1975 – Singapur

1975-1979 – Hong Kong

1979-1984 – Chiny

1984- 1985 – Hong Kong

1985-1990- Tokio

1990 – 1994 – Bangkok

od 1994 – Nowe Delhi.

To tylko miejsca, w których mieszkał Tiziano Terzani, europejski korespondent w Azji przez ponad 30 lat. Kraje, które w tym czasie odwiedził, trudno zliczyć. „W Azji” to zbiór wybranych tekstów z lat 1965 (pierwsza podróż do Japonii, jeszcze jako reprezentant firmy Olivetti) – 1998, który nie tylko daje świadectwo wszechstronnej znajomości problematyki azjatyckiej autora, ale przede wszystkim jego wielkiej pasji do tego kontynentu i jego mieszkańców. Wojna wietnamska (zwana w Wietnamie wojną amerykańską), śmierć Mao Zedonga, przejęcie Hong Kongu przez Chiny, śmierć japońskiego cesarza Hirohito, obalenie filipińskiego dyktatora Marcosa – Terzani jest wszędzie, gdzie dzieją się rzeczy ważne, epokowe, wstrząsające światową historią. Patrzy na nie z bliska i patrzy na nie z perspektywy ludzkiej, z perspektywy ich uczestnika. Jeśli dodać do tego malownicze, wręcz poetyckie opisy (chociaż w niektórych przypadkach raczej turpistyczne), można mieć niemalże wrażenie uczestniczenia w opisywanych wydarzeniach.

Kilka tekstów poświęca opisom odmiennej codzienności – szczególnie tej japońskiej. Widać jednak, że żywiołem Terzaniego jest dziennikarstwo wojenne, sytuacje ekstremalne, przewroty i rewolucje. Sam twierdzi, że tęskni „za przygodą”, jakkolwiek wątpliwie etycznie brzmi to określenie w odniesieniu do np. rzezi niewinnych ludzi. To takie „męskie” dziennikarstwo, które potrzebuje adrenaliny i silnych emocji.

Terzani nie kryje swojego emocjonalnego stosunku do Azji, leży mu na sercu jej przyszłość. Obserwuje zachodzące zmiany cywilizacyjne z troską. Widzi, jak szybko i łatwo przejmowane są najgorsze „zdobycze” Zachodu, jest świadkiem upadku lokalnych kultur. Szczególną rolę w obronie wschodniej „duchowości” przed zachodnim „materializmem” przypisuje Indiom. Mawiał:

Indie są ostatnim bastionem opierającym się globalizacji, jedyną kulturą powstrzymującą obłędne parcie naprzód materializmu.

Myśl, że Indie, odwieczny cel pielgrzymów ducha, nagle miałyby być wyłącznie „rynkiem do rozwijania”, wydawała mi się nieodrzeczna, świętokradcza. Plan upodobnienia tego niezwykłego, ogromnego kraju o tysiącu twarzy do innych małych cudów gospodarczych Azji Południowo-Wschodniej i samych Chin – wielkich, ale zbanalizowanych i kulturowo nadwątlonych przez komunizm – nie mógł się powieść.

Dzisiaj, po 14 latach od napisania tych słów i 7 latach od śmierci Terzaniego, jesteśmy świadkami dzikiego pędu indyjskiego społeczeństwa w kierunku, którego się obawiał. Shopping stał się jedną z ulubionych rozrywek bogacącej się (choć stosunkowo niezbyt licznej) klasy średniej. Importowane dobra, choć obłożone wysokimi cłami i często droższe niż na Zachodzie, są nowymi obiektami pożądania. Można kupić nawet Barbie w indyjskich strojach regionalnych! Jeśli kogoś stać na rower, marzy o motorze, posiadacz motoru już myśli o samochodzie, a dumny kierowca Taty Indica marzy o Toyocie Innova.

Tiziani przytacza słowa sąsiada, któremu skarży się na nieudolne instalowanie telefonu:

Gdyby pan mieszkał w Stanach Zjednoczonych, potrzebowałby pan dolarów, ale pan przyjechał do Indii. Tutaj potrzebuje pan czasu.

Dzisiaj to już nieaktualne. Ceny rosną jak oszalałe, w umowach o wynajem zawarty jest punkt o corocznej podwyżce czynszu o 10 %, cena usług taksówek wzrosła w ciągu ostatniego roku o ok. 20%, o tyle samo ma wzrosnąć energia elektryczna, choć jakość i częstotliwość jej dostaw nie zmienia się wcale na lepsze. Kawa w sieciówkach kosztuje od ok. 6 PLN, kieliszek wina ponad 30, środki czystości i kosmetyki są często droższe niż na Zachodzie. Nie, dzisiaj czas to stanowczo za mało w Indiach, potrzebne są RÓWNIEŻ pieniądze!

Wbrew temu, co twierdzi Terzani, nie sądzę, aby w ogóle istniała opozycja między „indyjską kulturą”, a „zachodnim materializmem”. Czytałam nieraz samych Indusów, że ta duchowa otoczka Indii, przypisywana im przez grono ich zachodnich wielbicieli, co prawda mile łechce ich ego, ale z rzeczywistością nie ma wiele wspólnego. Indusi to zazwyczaj ludzie mocno stąpający po ziemi. Jeśli w grę wchodzą pieniądze, najbardziej pobożni odkładają religię na bok (np. nasz broker pracował w święta, bo, jak sam przyznawał, biznes jest biznes). A takiego skąpiradła, jak babka Veena, nie widziałam w życiu :) Spotkałam się też z opinią, że samo bogacenie się nie stoi w sprzeczności z hinduizmem. Wprost przeciwnie!

Myślę zatem, że Terzani w swoim wręcz panicznym strachu przed nowoczesnością i postępem, niesłusznie utożsamia Zachód z materializmem niszczącym jak walec tradycyjne wartości. To jest duże uproszczenie, które, jak zauważyłam, często charakteryzuje np. Europejczyków mieszkających od kilkudziesięciu lat w Indiach. Wydaje się, że w miarę poznawania i przyswajania nowej kultury, ich własną zaczynają postrzegać coraz bardziej schematycznie.

Mimo tego, że nie podzielam antypostępowej histerii Terzianiego, gorąco polecam „W Azji” każdemu. Choć upłynęło już sporo czasu od napisania tych tekstów, czyta się je z nie mniejszym zainteresowaniem. Dodatkowo tłumaczka uzupełnia tu i ówdzie informacje o dalszym przebiegu niektórych wydarzeń. Jest to też świetna książka „do torebki”. Pojedyncze teksty są krótkie i na tyle wciągające, że można się na nich skupić podczas krótkiej jazdy autobusem czy metrem.

Komentarze archiwalne (nowe w Disqusie poniżej):
la_polaquita
2011/09/19 14:07:26
U mnie na półce czekają na swoją kolej dwie książki Terzaniego „Koniec jest moim początkiem” i „Powiedział mi wróżbita”. Jestem ich bardzo ciekawa, jesli mi się spodobają, sięgnę też po „W Azji”.
asiaya
2011/09/26 06:14:10
Witaj, Polaquito! „W Azji” podobala mi się bardzo, ale nawet tutaj widać skłonności Terzaniego do ucieczki w rejony, które tak ogólnie nazywam „Mistyka”. Niestety mi się to też kojarzy z oszołomstwem, dlatego, zanim kupię te książki, o których mówisz, muszę zobaczyć, w jaką stronę w nich poszedł. O przepowiedni wróżbity wspomina też w „W Azji”. Albo może Ty mi powiesz, jak przeczytasz :)
la_polaquita
2011/09/27 23:11:10
Ja te książki kupiłam na polecenie koleżanki. Mówiła, że autor, chory na raka, jeździ po tych wszystkich wróżbitach i szuka leku dla siebie, ale zawsze zachowuje wobec tych szamanizmów i mistycyzmów sceptycyzm. Może dlatego żadnego leku nie znajduje… No, ciekawa jestem.
asiaya
2011/09/28 07:02:28
Jak będę miała okazję, na pewno je przejrzę. Co do jego sceptycyzmu – dziwne, bo np. w tej książce wspomina, że bodajże 1993 w ogóle nie wsiadał do samolotu, gdyż wróżbita przepowiedział mu śmierć w katastrofie lotniczej właśnie w tym roku. Dla reportera rezygnacja z tego środka transportu musiała być nie lada komplikacją :)
lilithin
2012/08/29 17:56:02
Takie przywiązanie do indyjskiej, czy w ogóle wschodniej, duchowości trochę kojarzy mi się z wręcz stereotypowym europejskim turystą, za którymi przecież Terzani nie przepadał – o czym pisała Kamila na fb, który przyjeżdża do ashramu, zapuszcza włosy i brodę, przywdziewa szyte dla turystów pseudo-tradycyjne ubrania i szuka oświecenia.
„W Azji” przyniosłam dziś z biblioteki :) Biblioteki, która jest w odległości 15min spaceru od mojego domu i za którą nie muszę płacić – w przeciwieństwie do odległych i drogich bibliotek w Indiach ;)
asiaya
2012/08/29 18:14:41
No właśnie, i sama wiesz jak Indusi na to patrzą :) Mój znajomy (Indus) po śmierci Sai Baby powiedział, że on się nie dziwi niepiśmiennym indyjskim wieśniakom, ale co do diaska robią tam ludzie z Zachodu. Sama rozmawiałam z taką nawiedzoną Europejką i ona w pewnym momencie powiedziała, że jej guru wie, że teraz o nim rozmawiamy. 50-letnia kobieta z wykształceniem dziennikarskim. A, i jeszcze opowiadała jak to materializuje zegarki :)
Ale „W Azji” mi się podobało! Mam nadzieję, że Tobie też się spodoba!
Masz na myśli biblioteki British Council w Indiach? One są bardzo drogie, ale np. w Polsce BC chyba w ogóle nie ma bibliotek, tylko wydzieloną część w niektórych bibliotekach publicznych. A byłaś może w bibliotece publicznej w Indiach? Znaczy w miejskiej, nie uniwersyteckiej.
lilithin
2012/08/29 21:40:57
Materializuje zegarki? Aż się boję zapytać o szczegóły ;)
Nie, poza British Council nie pofatygowałam się nigdzie indziej. Może niesłusznie, ale zniechęciłam się do całego systemu bibliotecznego w Indiach ;)
British Council ma sieć bibliotek w Polsce. Byłam w dwóch, w Katowicach (lekkie rozczarowanie) i we Wrocławiu (pełen zachwyt) i były to osobne, pełnoprawne biblioteki. Tej katowickiej zdecydowanie przydałby się remont, a i księgozbiór nie należał do najbogatszych. Byłam tam z 4 lata temu i może już coś się zmieniło. Wrocławski oddział za to był po prostu świetny!
asiaya
2012/08/29 21:57:40
Lilithin, a ja widzę na ich stronie, że wszędzie są gdzieś „przyklejeni”, a to do uniwersyteckich bibliotek, a to do publicznej ( w Wawie): Universities in six Polish cities run partner centres in association with us.
www.britishcouncil.org/poland-partner-libraries-network.htm
No, ale OK, to kwestia organizacji. I pewnie taniej ;)
Prawdę mówiąc, publiczną bibliotekę w Delhi widziałam tylko jedną, może kiedyś się wybiorę, aczkolwiek wielkiej potrzeby nie mam :)

You may also like