Walencja. Ruzafa

Walencja Ruzafa 1

W kwietniu w Delhi powinniśmy już ochładzać się co najmniej wiatrakami – zanim na długie miesiące uzależnimy się od klimatyzacji. Tymczasem w tym roku pogoda bawi się z Delhijczykami w ciuciubabkę. Gdy już, już słupek rtęci skoczy dziarsko powyżej 30 stopni, znienancka nadchodzą szare, deszczowe dni oraz rozszalałe burzą noce. Podoba mi się to! Co prawda ogromne drzewo naprzeciwko mojego domu straciło wszystkie liście, ale poza nim parki i skwery rozbujały się zielenią, jakby to był środek monsunu. Nawet komary zaczęły atakować – ogłupiałe przez pogodowe anomalie. Na szczęście temperatury w tych dniach są bardziej polsko-jesienne niż delhijsko-monsunowe. I można oddychać. Zimą w Delhi powietrze jest bowiem żółto-szarą masą, ale ostatnie deszcze wyprały porządnie atmosferę i przez chwilę – choć nie jest idealnie – możemy przestać patrzeć z przerażeniem na czerwone cyferki raportów.

Wcale mi więc tutaj nie jest teraz źle, ale powspominać wakacje zawsze miło, zwłaszcza, że w tym roku Wielkanoc spędzamy w domu. Znaczy w Delhi. Ubiegłoroczny Hongkong był strzałem w dziesiątkę i mam nadzieję tam wrócić, ale najbardziej chyba chciałabym być teraz w Hiszpanii. Teraz, na wiosnę, kiedy temperatury w Andaluzji przyjazne, ulice kolorowe od procesji, a bary i restauracje pełne od rana do bardzo późnego wieczora.

Walencja, którą odwiedziliśmy zeszłego lata, zapadła mi w serce. Konkretnie zapadła mi jej jedna dzielnica, o której wcześniej w ogóle nie słyszałam, a gdzie znaleźliśmy uroczy nocleg w bardzo przystępnej cenie. Okazało się, że nieświadomie zamieszkaliśmy w najlepszej części miasta. Dlaczego najlepszej? Jestem święcie przekonana, że najbardziej wartymi grzechu i wizyty dzielnicami wielkich turystycznych miast są te, które właśnie przechodzą proces rewitalizacji czy gentryfikacji – gdzie czuć energię nowego, kreacji. Gdzie z każdym miesiącem, ba!, tygodniem wyrasta nowy lokal, hotel, sklep. Nie sławne i popularne, a te tuż obok, ukryte w ich cieniu. Jeśli tradycja – to w świeżym, unowocześnionym wydaniu. Żadnego folkloru i cepeliady! Czasami najbardziej turystyczne części miast tracą swój pierwotny charakter właśnie z powodu ogromnej popularności wśród przyjezdnych. Tam znajduje się nawięcej punktów do zaliczenia z większości przewodników, tam co druga restaracja jest tradycyjna i sprzedaje typowe lokalne dania. Na szczęście w Hiszpanii, choć ten kraj rocznie przyjmuje więcej turystów niż ma obywateli, typowe turystyczne getta łatwo ominąć. Kiedy w sierpniu 2014 padł tam rekord (9 mln turystów w miesiąc – więcej, niż w sześciokrotnie większych Indiach przez cały rok!!), my w Walencji – turystycznym przecież mieście nad morzem, w środku sezonu – wcale tego nie odczuliśmy.

W ciągu dnia eksplorowaliśmy centrum czy Miasteczko Sztuki i Nauki, jednego wieczoru wypuściliśmy się miejskim autobusem na plażę, ale większość czasu spędzaliśmy w „naszej” dzielnicy tuż obok dworca kolejowego – Ruzafa. Ta intrygująca nazwa wywodzi się z arabskiego słowa oznaczającego ogród, bo i jej początki sięgają czasów muzumańskiej dominacji na Półwyspie.

Obecnie jest dzielnicą zróżnicowaną narodowościowo i etnicznie, gęsto zabudowaną pięknymi kamienicami, elegancką i przystępną zarazem. Wieczorem chodniki zapełniają się stolikami restauracyjnymi, a różnorodność oferowanych tam kuchni zadowoli każde podniebienie. Tutaj nie ma dominacji tradycji i kuchni hiszpańskiej, choć jak wiadomo, każdy Hiszpan za swoją kuchnię dałby się pokroić. Są restauracje rodem z północnej Europy, są wegetariańskie, są hamburgerownie, jest jedna, która specjalizuje się w… konserwach (bo też konserwy w Hiszpanii to bardzo rozwinięta gałąź przemysłu gastro), jest krokietownia i czego tam jeszcze nie ma!! Przy tym ceny są bardzo, bardzo przystępne – o wiele niższe niż w centrum. Wiadomo – tutaj walczy się o klienta stałego, lokalnego. Obiad z trzech dań + napój za 10 EUR? Proszę bardzo! Tapasy od michelinowego szefa kuchni, które nie drążą dziury w kieszeni? Jest! Czuję, że o smakołykach w Walencji będę musiała napisać osobno, bo skończy się suwak do przewijania postu.

Tymczasem sami popatrzcie. Czyż nie jest tam rajsko? Tak po miejsku rajsko?

Na dodatek Walencja połączona jest z Madrytem szybką koleją, a dla mnie każdy pretekst do przejażdżki pociągiem jest dobry.

Szybka kolej w Hiszpanii Walencja Ruzafa 3

Ławki pod palmą okupowane cały dzień.Walencja Ruzafa 4 Walencja Ruzafa 5Wakacje 2014 12 Walencja Ruzafa 6 Walencja Ruzafa 7Biznesy z pomysłem i poczuciem humoru – tutaj przeróbki krawieckie pod hasłem: „Twoja babacia ma już dosyć!!”Walencja Ruzafa 8 Walencja Ruzafa 9
Walencja Ruzafa 10 Walencja Ruzafa 11 Walencja Ruzafa 12 Uśpiony niedzielą, choć na codzień bardzo gwarny – dzielnicowy targ. Okoliczne restauracje z dumą podkreślają, że zaopatrują się właśnie tutaj.Walencja Ruzafa 13 Walencja Ruzafa 14 Walencja Ruzafa 15 Walencja Ruzafa 16 Walencja Ruzafa 17 Walencja Ruzafa 18 Walencja Ruzafa 19 Walencja Ruzafa 20 Walencja Ruzafa 21 Walencja Ruzafa 22 Walencja Ruzafa 23 Walencja Ruzafa 24 Walencja Ruzafa 25 Walencja Ruzafa 26Wakacje 2014 13 Walencja Ruzafa 27 Jeszcze jeden księgarnio-restauracjo-kawiarnio-bar, czyli idealne miejsce, gdzie spędzić cały dzień i pół nocy – Ubik Café.Walencja Ruzafa 28 Walencja Ruzafa 29 Walencja Ruzafa 30 Walencja Ruzafa 32Walencja Ruzafa 31

Rozgość się, wpadaj, kiedy chcesz! Posłać Ci zaproszenie, kiedy pojawi się tu coś nowego?

Zostaw namiary!

 

You may also like

  • Adrian

    pięknie tam…. mogłoby i u nas tak być cały rok….

  • asiaya

    U Was/ u nas też jest pięknie!! :) A może być jeszcze bardziej, jak się postaramy. Ja np. baaardzo czekam na ustawę krajobrazową! esołych Świąt raz jeszcze!!

  • Adrian

    no tak, racja…. ale w pierwszej kolejności poproszę o taką pogodę … hehe

  • Pingback: Walencja. Co jeść? Co pić? Co zobaczyć? ⋆ asiaya.pl()