Wyprawa po złote sari cz. 1

sari 4

Gdybym wiedziała, czym to się skończy, może opierałabym się skuteczniej. Od dwóch lat powtarzam, że ja i sari to NO NO konstelacja. Zbyt dużo, zbyt strojnie, zbyt niewygodnie! W końcu jednak uległam (Wasza też w tym zasługa! ;) ) i szybko umówiłam się na zakupy z koleżanką Induską, prawdziwą sari-holiczką! Co ciekawe, na codzień nosi salwar kameez (bo wygodniej), ale stos sari w jej szafie rośnie i jeszcze nigdy nie widziałam jej dwa razy w tym samym. Nie dziwne! Podczas, gdy ja wybierałam „to jedyne”, ona skusiła się na cztery!

Obiecała mi, że pewnego dnia pokaże mi całą swoją kolekcję. Okazała się świetną doradczynią, wytłumaczyła mi różnice między różnymi ich rodzajami, które najczęściej noszą nazwę od regionu pochodzenia. W sklepie, do którego mnie zaprowadziła, były cztery piętra zabudowane regałami i wypełnione materiałami. Trzy z nich – samymi sari!

„Najpierw oglądamy!” – zakomenderowała S. i ze swobodą dobrze urodzonej Induski wydawała dyspozycje kolejnym subiektom. Chociaż od początku uprzedzałam, że szukam czegoś niebiesko-zielonego, kazała rozkładać przed nami materiały we wszystkich kolorach tęczy! „Kupowanie sari to rytuał, niesamowicie mnie odstresowuje” – uśmiechała się S. promiennie, chociaż miała za sobą wyjątkowo intensywny dzień pracy. „Nie możesz kupić, zanim nie przejdziemy wszystkich pięter”. Te poniżej to żorżety – miękko układające się, ale niestety nie mogące poszczycić się szlachetnością kolorów prawdziwego jedwabiu.

Jedwab z południa Indii. Był jednym z moich faworytów. To ten reprezentacyjny koniec, który przewiesza się przez ramię, czyli palav.

sari 6

Tutaj sari mniej błyszczące (raczej nie nadaje się na wesele), ale ręcznie haftowane, co można sprawdzić po jego lewej stronie. W dotyku sprawiało wrażenie delikatnego pergaminu – sztywne i szeleszczące – jakby za chwilę się miało złamać.

sari 5

Szafy wypełnione cudownościami – widać czerwone tabliczki z nazwami materiałów i przedziałem cenowym.

sari 7

Urzekł mnie ten grafitowy kolor. I cóż za epicki „border”!

sari 2

sari 3

Czym się skończył ten nasz wypad? Totalnym zauroczeniem! Nie sądzę, żebym nagle zaczęła nosić sari świątek i piątek, ale spróbuję inaczej wykorzystać bogactwo tych kolorów.

sari, compra, delhi, noviembre, 2012 035

fot. Sir

Komentarze
Gość: joa, 21-47-19-81.rychlydrat.cz
2012/11/22 13:31:04
A jakie kupilas i kiedy Cie w nim zobaczymy?!?!?!
2012/11/22 15:16:48
No wlasnie, jakie wybralas? :)
Jakie piekne kolory! :))) Ja to bym mogla miec prawie wszystkie :)
A swoja droga Twoja kolezanka musi byc bardzo odstresowana :) Ja tez tak bym chciala sie odstresowac :)
2012/11/22 15:22:44
Wlasciwie wskazowka dotyczaca sari jest w tytule, no i ze bedzie cz. 2, wiec uzbrajam sie w cierpliwosc :)
Gość: askag12, 39.45.30.16*
2012/11/22 16:47:54
ja tez w ferworze zakupow, o losie :))) 2 wesela w grudniu :))
przyznalam Ci tez serduszko-wyroznienie, jesli masz ochote je przyjac – szczegoly u mnie na blogu –mojedwaslonca.blogspot.com/2012/11/11-pytan.html?showComment=1353598882038#c1053063574661984610
2012/11/22 20:20:16
Joa, na FB zamieściłam małą fotkę, więc mniej więcej możesz się zorientować. Tak naprawdę przymierzyłam tylko raz, i to bez tej bluzki, którą się szyje na miarę. Sama jestem ciekawa, jak to będzie wyglądało jak to wszystko poupinam. Kusi mnie, żeby czymś przełamać ten tradycyjny sposób noszenia (np. założyć pasek!), ale Sir twierdzi, że to herezja!
Fajny masz adres IP ;))
2012/11/22 20:44:37
Spacery, toż Ty masz gdzie się w Paryżu odstresowywać, choćby oglądając wystawy świąteczne :)) Będzie więcej zdjęć, ale muszę je jeszcze obrobić. I tak, oczywiście, że złote, a przynajmniej z dużą zawartością złota. Na wesele musi być ;) Chociaż podobało mi się też kilka bawełnianych, mniej błyszczących, ale równie kolorowych sari – do chodzenia na codzień.
2012/11/22 20:57:40
Asiu, my na szczęście tylko jedno, uff uff :) Kupujesz sari czy salwar? Musisz mieć na każde wesele nowe?
Dziękuję Ci bardzo za miłe wyróżnienie :) Jako, że już połowę zadania wypełniłam przy poprzednim, odpowiem tylko na pytania (niezłe są!), OK? :)
2012/11/23 00:23:51
Najgorsze co mnie moze spotkac to koniecznosc kupna nowego stroju, ale koleja para butow nie pogardze:)Przy tak wielliej palecie barw mialabym problem z wyborem. Gratuluje udanych zakupow!
2012/11/23 04:35:37
Duo.na, też się długo od tego wykręcałam jako, że szafa mi pęka w szwach. Nie da się jednak ukryć, że sari w niej nie było ;) Radość z kupowania butów w Delhi znacząco mi spadła – po jednym wyjściu na zakurzoną, zaśmieconą ulicę wyglądają jak po kilku miesiącach eksploatacji „normalnej”. Poza tym fasony tutaj to zdecydowanie zaprzeczenie mojego gustu – lubię solidne (i w miarę możliwości stabilne) buty z dobrej jakości materiałów, a tutaj raczej na topie jest – za przeproszeniem- plastikowy badziew z mnóstwem błyskotek. Czasami widzę jakieś ciekawe (najczęściej haftowane!) buty na ulicy, ale to wyjątki!
To co, przyłączasz się do zabawy? :)
2012/11/23 08:47:36
no wiesz, skoro juz ta karma. To moze za 10 lat w jakies drodze przez Indie znajdziemy Cie zaczytana w cieniu jakiegos drzewa w bursztynowym sari obszywanym srebrna nitka :)
2012/11/23 08:49:45
gdzie jest to sari do ogladania na FB?
2012/11/23 09:10:21
Zzzzłotą nitką, moja Droga! Srebro nie cieszy się tu poważaniem. Nawet ostatnio usłyszałam, że może bym sobie w końcu kupiła jakąś porządną biżuterię (czyt. z żółtego złota). Kiedyś zebrałam mnóstwo komplementów za jedne kolczyki. Zachwyty kończyły się zazwyczaj po udzieleniu przeze mnie informacji, że kruszec wcale nie jest szlachetny :)). Posłałam Ci zdjęcie na FB!
2012/11/26 18:38:53
odkąd obejrzałam „Monsunowe wesele” marzę aby chociaż RAZ znaleźć się w takim sklepie;) Dziękuję Ci, właśnie mi to umożliwiłaś!!!
2012/11/26 19:49:24
Chiaro, oj, jak mi miło, cieszę się :)) Fascynuje mnie bogactwo wzorów i rozmach tych zdobień. Na pewno wiele zestawień wykracza poza granice mojej estetyki i nie zdecydowałabym się ich nosić, ale samo patrzenie sprawia mi wielką przyjemność!
Też lubię „Monsunowe wesele”, aczkolwiek sezon na wesela zaczyna się po monsunie ;)
2012/11/26 21:12:35
Zazdroszcze, ze twoja kolezanka moze sie odestresowac przy kupnie sari… dla mnie, jako zupelnego amatora i dyletanta, to byl stres nieziemski. Szczegolnie, jak chcialam kupic 2 identyczne sztuki… co okazalo sie niemozliwe. A ja juz mialam wizje zaslon;). Z Indii przywiozlam kilkanascie sari i nie ma chyba funkcji, ktorej by sari nie sprawowalo… byly zaslonami, obrusami, „spodnica dla choinki”, nakryciem na lozko, strojem na halloween…. pomyslow bez liku. Jedyne czym sari nie bylo u mnie to… sari…. nigdy nie nosilam jako tradycyjnego stroju bo po prostu nie umiem sie fachowo owinac;) Pozdrawiam… super jest twoj blog.
2012/11/27 05:30:50
Edi, dziękuję bardzo :))
Rzeczywiście, ja też nigdy nie widziałam dwóch identycznych sztuk! Zanim kupiłam to sari, oczywiście zastanawiałam się, na co je wykorzystam później i jest to jednak kawał szlachetnego materiału. Upinanie – jeśli chce się to zrobić dobrze – rzeczywiście jest skomplikowane i znam Induski, które same tego nie zrobią. Bardzo popularna opcja to zamawianie do domu pani „beautician”, która upnie sari, ułoży włosy, zrobi makijaż itp. Ja skorzystałam z tej opcji, postaram się to opisać, bo kupa śmiechu była :)
2012/12/06 18:51:10
piękne sari i piękne zdjęcia… przypomniała mi się moja wycieczka do CHennai, sklep niemal identyczny, panowie też :)
moge spytać jak robiłaś te zdjecia? z lampą zewnętrzną czy na długim czasie? bo sa piękne…
2012/12/06 19:28:53
Aleksandro, dziękuję! :) Być może byłaś w sklepie tej samej marki, która nota bene pochodzi z Chennai. Nalli ma ponad 20 sklepów w całych Indiach, z czego 3 w Delhi.
Kupiłaś sobie sari? Jak Ci się nosiło?
Zdjęcia tym razem (ja byłam przecież zajęta ;)) robił mój mąż, aka Sir :) Na dodatek miał ten aparat pierwszy raz w ręku, więc się trochę nim bawił wypróbowując różne opcje. Ale nie używał ani lampy zewnętrznej, ani statywu. Oświetlenie w sklepie było zresztą trochę problematyczne (bardzo żółte). A później ja się pobawiłam ze zdjeciami w fotoszopie :)
2013/04/28 19:27:48
Bardzo mi sie to grafitowe sari podoba, a takze to jedwabne niebiesko-zlote. Sama mam juz chyba ponad 20 sari i polowy z nich nigdy nie mialam na sobie… Ale ostatnio mnie kusi by je nawet zalozyc w Stanach i wyjsc tak na ulice :) Na pewno juz bym to dawno zrobila, ale nie wiem czy chce byc w centrum uwagi. Moze czas na jakas hinduska impreze :)A ty juz zalozylas swoje sari? Pierwszych kilka razy pewnie bedziesz potrzebowac pomocy kolezanki by je poprawnie ulozyc.
2013/04/28 19:48:40
Mi też :)) Mam tylko jedno sari i założyłam je tylko raz na wesele hinduskie. Nie trafiła się jak na razie inna okzja.
Co do zakładania, to koleżanka zamówiła mi panią do domu, która jej też upina sari. DO tego też jest kosmetyczką i wizażystką, maluje panny młode itp. Więc jeszcze za jednym zamachem pomalowała mnie i nawet ułożyła włosy :)) Zrobiliśmy takie pre-party u nas ze znajomą parą, która też była zaproszona na to samo wesele. Panowie w salonie, panie w sypialni, przegryzki, drinki, kupa śmiechu. Fajnie było :))

You may also like