Zimno

Środa była najzimniejszym dniem w Delhi od 44 lat. Temperatura maksymalna wynosiła 9,8 st. Celsjusza, minimalna – 4,8 (dzisiaj 2,7). Dobra, dobra – powiecie – cóż to w porównaniu do polskich mrozów? Zgadzam się, to byłyby naprawdę przyjemne temperatury, gdybyśmy dysponowali ogrzewaniem, szczelnymi oknami, a może jeszcze cieplejszą od kamiennej, drewnianą podłogą. Tymczasem panuje u nas 16-stopniowy chłodek.

Dla nas zdecydowanie za mało, więc się wspomagamy dwoma grzejnikami, co pozwala z trudem dobić do 19-20 st. Rano naprawdę wracam 2 razy pod kołdrę, zanim się sama wygonię z pieleszy do lodowatej łazienki. Ręczniki w niej nie wysychają, więc rozwieszam je w pokoju, w którym akurat przebywamy i grzejemy – zupełnie jak w internacie/akademiku.

Zgrzeszyłabym jednak, gdybym narzekała. Wprost przeciwnie, zdaję sobie sprawę, że jestem w sytuacji, o której miliony (dosłownie!) Delhijczyków może tylko pomarzyć.

Delhi jest ok. 18-milionowa metropolią, w której prawie połowa mieszkańców żyje w slumsach. 300 tys. to bezdomni. Zazwyczaj są to mężczyźni, którzy przyjechali do Delhi z często bardzo odległych zakątków kraju w poszukiwaniu przynajmniej skromnego zarobku. Nawet jednak pedałując cały dzień na wydzierżawionych rikszach rowerowych, nie są w stanie zarobić na dach nad głową. Czasami mają rodzinę, przyjaciół, z którymi mogą rozbić skromne obozowisko na chodniku, za którego tolerowanie muszą codziennie zapłacić kilka rupii haraczu miejscowym policjantom. Często jednak nie mają nic więcej, niż plastikowy worek do okrycia. Zresztą sami popatrzcie:

Zmierzenie się z ogromem ubóstwa jest największym wyzwaniem dla mnie w kontekście zamieszkania w Delhi. Gdy wpadasz z Europy w ten kocioł, masz bardzo żywo w pamięci obraz społeczeństw, w których to problem marginalny i masz jasną wizję, jak rzeczy powinny wyglądać. Może nawet buńczucznie zawołasz: „Niech ktoś z tym coś zrobi do cholery!” No właśnie – ktoś. W Polsce bieda to sprawa dla urzędu, pomocy społecznej etc. Płacisz podatki i wymagasz, żeby odpowiednie służby „załatwiły problem”. I słusznie!

W Indiach ponad 80% społeczeństwa (czyli prawie miliard ludzi) żyje za mniej, niż 2,5$ na dzień (ok. 8 PLN), w tym 33% populacji (jakiś 400 mln ludzi) – za mniej niż 1,25 $ na dzień. Już słyszę głosy, że przecież tu w Indiach tanioszka. To jest kolejny bardzo rozpowszechniony mit na temat Indii, z którym się kiedyś rozprawię. Za 70 rupii (1,25$) w Delhi mogę kupić 2 kg ziemniaków albo kilogram ogórków. Ewentualnie karton mleka lub pół kg jabłek, które – nie wiedzieć czemu – są tu bardzo drogie. Oczywiście można trochę zaoszczędzić, kupując np. tańsze mleko w torebce czy ryż z worka, ale wciąż jednak poruszamy się w obrębie zupełnie podstawowych produktów spożywczych, a gdzie pozostałe wydatki?

Nawiasem mówiąc, połowa ludzi na świecie żyje za mniej, niż 1,25$, a w Indiach mieszka 1/3 tej grupy. Po prostu tutaj zdajesz sobie sprawę, że to, co w Europie jest wyjątkiem – jest tak naprawdę reguła tego świata. Można zwątpić.

Wielu obcokrajowców ma za złe zamożnym Indusom, że nie pomagają swoim biedniejszym rodakom. Bardzo się tej kwestii przyglądam, podpytuję. Mam wrażenie, że nie bardzo się z nimi identyfikują, traktują ich bardzo z góry. Twierdzą też, że nie są w stanie pomóc w obliczu powalającej skali problemu, z czym zresztą trudno się nie zgodzić.

Ostatnio miałam jednak okazję być świadkiem, a nawet uczestniczką bardzo budującego doświadczenia. Przy świątecznym obiedzie znajomy zwierzył się, że od kilku lat zimą kupuje koce, które następnie sam rozwozi potrzebującym. Oświadczyliśmy, że chętnie przyłączymy się do jego akcji – finansowo i czynnie. Następnego dnia ok. 22.00 wyjechaliśmy w miasto z bagażnikiem załadowanym setką koców. A. doskonale wiedział, dokąd jechać. Wyszukiwaliśmy małe grupki śpiących na chodnikach czy na rikszach. W większych było o tyle gorzej, że wszyscy rzucali się naraz i robiło się niebezpiecznie. Wielu z nich było pod wpływem alkoholu lub narkotyków, co mnie wcale nie dziwi. Takiej rzeczywistości nie da się znieść na trzeźwo. Wielu dziękowało składając ręce i pochylając głowę. Kilku pytało gestem, czy mamy coś do jedzenia. Początkowo A. odłożył 10 sztuk, które miał zabrać ze sobą do domu. Często przychodzą do niego biedacy z sąsiedztwa, prosząc o koc – wieści się szybko rozchodzą w dzielnicy. Jednak widząc, że zapas się skończył, a w naszą stronę nadal wyciągały się ręce – oddał im te ostatnie. Gdy zabrakło i tych, kilku ostatnim wręczył pieniądze.

Na dodatek okazało się, że nie byliśmy sami. Po drodze mignął nam inny samochód w takiej samej akcji.

Gdy skończyliśmy, usiedliśmy na chwilę napić się kawy w sieciówce. „Za te dwie latte mógłbym kupić jeszcze jeden koc” – westchnął A.

Przysięgam, nigdy w życiu tak nie doceniłam mojego łóżka, gdy w końcu dotarliśmy do domu. Czego i Wam gorąco życzę.

Zimno (2)
Zimno
Zimno (3)
Zimno (6)
Zimno (4)
Zimno (5)
Komentarze
2013/01/05 06:07:27
Nie wiem, co powiedziec. jest tak, ja opisujesz :((( mimo tego ze mieszkam na innym kontynencie i w innej kulturze i kraju :(((

Jestem wredna krowa bo CIESZE SIE ze urodzilam sie tu, gdzie sie urodzilam :(((
Nawet nie moge sobie wyobrazic co by bylo, gdybym sie urodzila ciemnoskora TU. I to by bylo na tyle w temacie dyksryminacji….

2013/01/05 12:04:55
Wstrząsające. Ale wiesz co mnie jeszcze zastanawia? Okrucieństwo policji. Nie rozumiem tego. Przecież to, że nie pozwolą jakiemuś biedakowi rozłożyć płachty na chodniku czy zapalić ogniska nie pomoże w pozbyciu się problemu, tych ludzi jest trzy miliony!
2013/01/05 13:59:03
rzeczywiscie przejmujacy i prawdziwy wpis. To co robicie to wlasnie pomoc, nie jakies NGO ktore ma szefa zarabiajacego $150k/rocznie z armia sluzby. Albo pomoc polegajaca na wyjazdach do Indii i uczeniu dzieci angielskiego czy podobne glupoty.
2013/01/05 14:28:31
Nino, ale ja uważam, że wręcz należy się cieszyć, bo to znaczy, że doceniasz i nie uważasz za oczywiste. Trzeba sobie uświadomić, że należymy do elity świata, chociaż Polacy często patrzą raczej w stronę tych bogatszych. Kwestia rozwiązywania tych problemów jest niesamowicie złożona, to nie jest tak czarno-białe, jak by się wydawało. Póki co, staram się zebrać informacje na ten temat, bo przecież wiele osób się naad tym głowi na ziemi, nie będę udawać, że odkrywam Amerykę.
2013/01/05 14:35:30
NS, na ulicy panuje prawo dżungli. Policja łupi, bo może, jeden żebrak drugiego wygania z intratnego miejsca (tutaj panują mafie), mężczyźni wykorzystują bezbronne kobiety. W Indiach słabość nie jest cnotą, lawina upokorzeń i wyzysku leci z góry na dół społecznej lawiny: ktoś z góry wykorzystuje Ciebie, a Ty tego z dołu. I dotyczy to również biedaków – bieda naprawdę NIE uszlachetnia!
2013/01/05 15:02:40
straszne, co piszesz….
Z pozoru odbierany jest ten kraj jako miejsce miłości, dobroci, medytacji, ciepłego klimatu, pięknych, kolorowych strojów. A tak naprawdę dżungla…
Mimo to bardzo interesujący post :)
2013/01/05 15:29:04
Agradablo, tylko, że to nie jest nawet kropla, to jest jakiś ułamek kropli. Trudno mi się cieszyć z tego, że kilku osobom dałam koc, skoro one nadal muszą spać na ulicy. Na pewno NGO mają większy zasięg, ale wiele osób im nie ufa, zresztą nie bez przyczyn często. Ja akurat mam okazję pomóc bezpośrednio, ale też szukam osób, które są w tym temacie zorientowane (np. żona A. odradziła mi dawać jałmużnę dzieciom-żebrakom, które stukają do okien samochodów na światłach- to tylko czyni je atrakcyjniejszymi dla żebraczych mafii). A tak naprawdę uważam, że najważniejsze są działani apolityczne, a nie charytatywne. W Indiach SĄ pieniądze, np. na wyprawy na księżyc, a na cele społeczne nie ma. Albo się rozpływają w powietrzu – ponoć każda rupia, która dociera do potrzebującego, kosztuje państwo dodatkowe 4 – koszty „tranzytu”.
2013/01/05 16:12:26
Ewa, dziękuję :)
Dużo jest stereotypów na temat Indii. To jest taki ogromny kraj, bardzo zróżnicowany – znajdziesz i miłość, dobroć, ale też nienawiść i zło. Na Zachodzie pokutuje też stereotyp „biedny, ale dobry”, tymczasem wiele patologii rodzi się z biedy. Mnie osobiście najbardziej boli fakt, że zwykły, skromny człowiek nie jest zbyt poważany. W Indiach, żeby Cię szanowano, musisz być „kimś” – bogatym, sławnym, białym itp.
Ale ciepłu klimat jest! Miesiąc temu spacerowałam po plaży w Kerali – było 32-34 st. C W Delhi zima trwa bardzo krótko, ok. 2 miesięcy. Może właśnie dlatego jest tak uciążliwa – ludzie wolą ją przetrwać niż przystosować domy do niej. Od kwietnia do czerwca jest baaaardzo gorąco, od lipca do września – ciut mniej gorąco, ale za to wilgotno (monsun). Najlepsze miesiące to luty i ewentualnie marzec (zależy od roku) oraz październik i listopad.
Kolorów też tu nie brakuje, co zresztą się staram pokazać na blogu.
2013/01/05 18:55:54
Wstrząsające to co napisałaś. Obejrzałam kilka bollywoodzkich produkcji i, jak to w filmach, wyobrażenie o indiach miałam inne niż to, o którym piszesz.
ciekawostką dla mnie jest to, że jak zaczynam narzekać na moje życie (nie mogę znaleźć pracy) to zawsze przeczytam coś, co ustawia mnie do pionu i pozwala cieszyć się z tego co mam.
Pozdrawiam
2013/01/05 20:16:47
KUDOS
Pomimo tego że to tylko parę kocy myślę że należą ci się gratulacje, jeśli każdy by zrobił tyle co ty to problem bezdomnych można by dosyć szybko rozwiązać.
W Europie kojarzymy bezdomnego z bezrobotnym alkoholikiem, mnie w bezdomności w Indiach najbardziej zadziwia to że często są to zwykli mający pracę ludzie. Może nie śpią wtedy na chodniku tylko w eternitowych chatkach ale nie jest to duża różnica. Na dworcu w Bombaju jest ogólnodostępna łazienka z prysznicem i co rano możesz tam spotkać bezdomnych w trakcie porannej toalety przed rozpoczęciem pracy. Niby pracują i zarabiają a nadal na nic ich nie stać.
Indyjska klasa średnia odpłynęła i jej życie ma niewiele wspólnego z życiem pozostałych Hindusów teraz ma inne zmartwienia niż zajmowanie się bezdomnymi. Ja mam wrażenie że oni się w dużym stopniu wstydzą się tego że są takimi samymi ludźmi jak ci w mniej uprzywilejowanej sytuacji. Nigdy nie udało mi się tego rozkminić bo na pytania zadane wprost padają gładkie odpowiedzi o tym jak wspaniałe są Indie i jak bardzo porusza ich los bezdomnych, mam jednak wrażenie że najchętniej wyeksportowali by wszystkie niższe kasty do Bangladeszu i wprowadzili angielski jako jedyny obowiązujący język żeby było jak „na zachodzie”.
2013/01/05 22:42:45
Hej!
Czy wspomniane w telewizyjnym materiale „over 3 lakh homelss” to nie jest aby 300 tys. zamiast wspomnianych przez Ciebie 3 mln?
2013/01/05 23:34:20
Oaza, rzeczywiście można sobie trochę priorytety poprzestawiać, gdy się człowiek na to wszystko napatrzy. Jednak szukanie pracy to też poważnyy problem, absolutnie rozumiem, więc życzę Ci jak najszybszego jej znalezienia!
2013/01/05 23:51:47
lazy_sod, tylko że koce problemu tak naprawdę nie rozwiązują, bo oni nadal są na ulicy. Masz rację, to chyba jest najbardziej frustrujące – pracują i ledwo z tego mogą wyżyć. Niestety, przy takim przeludnieniu i niskim poziomie wykształcenia (czyt. analfabetyzmie) rzesza ludzi nie będzie nawet w stanie wykonywać lepszej, lepiej płatnej pracy.
A klasa średnia bierze udział w wyjątkowo agresywnym wyścigu szczurów i dodatkowe obciążenia im nie w smak. Natomiast chętnie korzystają z ich półdarmowej pracy. Też mam wrażenie, że uważają ich za inny, zacofany i niecywilizowany gatunek.
2013/01/05 23:57:54
Cyfranek, dziękuję za czujność! :) Oczywiście, że lakh to 100 tys. – często używane określenie w cenach czynszów (niestety!)! Tylko ja to sobie zapisałam cyferkami i machnęłam się o jedno „0”, a potem przerobiłam z błędem na słowo. Najgorsze jest jednak to, że wcale nie wydało mi się to nieprawdopodobne :((
2013/01/06 14:09:14
Nie rozwiązują problemu i sama tego problemu nie rozwiążesz ale poprawiłaś czyjś dobrostan o jeden koc. Zmieniłaś czyjeś życie na lepsze. Jeśli będziesz na to patrzeć z perspektywy 300 000 bezdomnych to jest to przysłowiowa kropla w morzu potrzeb ale z punktu widzenia kogoś kto nie ma nic taki jeden koc to dużo. Wystarczyłoby żeby pozostałe 13 000 000 mieszkańców Delhi zdobyło się od czasu do czasu na taki sam gest dobrej woli.
2013/01/06 18:22:10
Przeczytałam właśnie artykuł o testach niebezpiecznych leków na indyjskich biedakach i myślę, że masz rację – w tej części świata biednych naprawdę chyba uważa się za ludzki podgatunek, który nie musi mieć takich praw jak reszta. Strasznie to wszystko w boli.
Ja natomiast w Polsce nigdy nie spotkałam się z takim ubóstwem, jak w Paryżu, paradoks. Na pewno nie na taką skalę jak opisujesz, ale ludzie śpiący na ulicach to tutaj norma. Często są bardzo czyści, a ich legowiska mają znamiona domostwa, stoi jakiś czajniczek, radyjko, pościel, na dzień się to zabezpiecza folią. Nikt tego nie ruszy, ani służby sprzątające, ani policja.
Z drugiej strony, tajemnicą poliszynela jest, że choć problemy z lokalami mieszkalnymi są tu ogromne (nie tylko dla ubogich zresztą), to jednak ludzie żyjący na ulicy potrafią się całkiem nieźle finansowo urządzić, korzystając z najróżniejszych źródeł dopływu gotówki, o żebractwie nie wspominając. Symptomy więc podobne ale realia od tych indyjskich skrajnie różnie.
Rozgadałam się, a chciałam jeszcze napisać, że u mnie też marne 19 stopni ;) Zima w Paryżu łagodna, ale z ogrzewaniem w starej kamienicy też mamy problemy, 15-16 stopni rano to u nas norma. Ale pewnie łatwiej się w tym klimacie przyzwyczaić do takich temperatur, amplitudy za dużej nie ma.
Pozdrawiam Cię i dziękuję za Twoje ciekawe artykuły, pełne informacji i wrażliwości.
2013/01/06 18:37:10
brawo za tę akcję! Ja sama, oglądając wideo, pomyślałam o tych kocach, że porozwoziłabym je ludziom. Wiadomo, że z biedy ich nie wyciągniesz, ale z pewnością niejednego uratujesz od wyziębienia.A ja narzekam, że w domu za zimno…(mam 19stopni…). Ale ja to wyjątkowo ciepłolubna jestem, jak byłam w Delhi w czerwcu to Hindusi narzekali, że żyć się nie da w tym upale, a ja jak ryba w wodzie się czułam i łaziłam po ulicach z krótkimi przerwami w klimatyzowanych sklepach.
2013/01/07 22:08:44
Lazy_sod, już mi tu, proszę, nie mieszaj z tymi zerami ;) Według spisu ludności to nie jest 300 tys. tylko ok. 70 bodajże.
A o 3 milionach się mówiło po CWG 2010. Pamiętam, jak ich wtedy upychali za krzaki i billboardy, żeby broń Boże z ulicy nie było widać. Co się więc z nimi stało? Wrócili do wiosek?
thediplomat.com/2010/10/04/delhi-games%E2%80%99-homeless-legacy/
13 mln. powiadasz? Ponoć w Delhi jest 18 mln. mieszkańców, z czego prawie połowa mieszka w slumsach. Obawiam się, że wielu z nich za bardzo nie odczuwa różnicy od mieszkania na ulicy, więc na nich nie można liczyć? Nie mam pojęcia, ile jest w Delhi klasy średniej. Widziałam różne, bardzo różniące się od siebie szacunki – od 30 do 300 mln w skali całego kraju. Co do samego Delhi nie mam pojęcia. Ach te Indie, nie tylko wymykają się definicjom, ale jeszcze policzyć się nie dadzą ;)
2013/01/07 22:29:21
Czaro, dzięki, niesamowicie mi miło :)
Uwielbiam stare kamienice, ale problem z ogrzewaniem czy innymi instalacjami potrafi skutecznie zepsuć przyjemność z takiego lokum, zwłaszcza, jeśli właściciel nie jest zainteresowany inwestowaniem w modernizację. W Pradze mieszkaliśmy w kamienicy, ale w mieszkaniu, które zostało wybudowane na strychu od nowa i nie było aż takie wysokie, jak na niższych piętrach. Ogrzewanie było indywidualne gazowe, więc temperatura zależała od nas.
Pamiętam Twoje notki na blogu o paryskich bezdomnych :). Myślę, że i oni ciągną do bogatych ośrodków, tam się łatwiej wyżywić. Tutaj np. kompletnie się nie muszę martwić recyclingiem, bo cokolwiek wystawię na ulicę zniknie w try miga, nawet jeśli to będzie obtłuczony talerz czy sterta gazet. Mi się wydaje, że w każdej populacji jest jakiś procent ludzi, którzy nie nadają się do pracy, albo sobie sami nie radzą. Nie wyobrażam sobie zostawić ich na pastwę losu. Z drugiej strony jest pełno nadużyć, zwłaszcza na Zachodzie. Znajomy mi mówił, że widział w DE samochód z naklejką „Kupiony z zasiłku” czy jakoś tak. Mam nadzieję, że to żart…
Pozdrawiam serdecznie, Czaro! :)
2013/01/07 22:33:51
Emi, ja się cieszę, że mogliśmy się „podpiąć” pod tego znajomego, bo on to wszystko zorganizował, wytargował dobrą cenę, zakupił :)), a przede wszystkim wiedział gdzie i komu się te koce najbardziej przydadzą.
Gdy jestem w domu i coś robię, się krzątam, 19 stopni jest OK, gorzej, gdy sidzisz godzinami, wtedy nawet 23 może być ledwo ledwo. Ale na szczęście można się zakutać w koce :)
W czerwcu w Delhi jest dla mnie ZDECYDOWANIE za gorąco, zazwyczaj wtedy uciekam do Polski :))
2013/01/10 02:09:24
Asiu, wzruszająca akcja i podoba mi się, że trzeźwo widzisz, że parę kocy może komuś ocieplić życie, ale go nie zmieni. Bieda, jak pisała m.in. Boo, to tak złożony problem, że nie wiadomo dokładnie, z której strony go ugryźć. Czemu niektórzy potrafią z niej wyjść, a inni tkwią przez pokolenia i ona do nich przyrosła jak druga skóra…
Przyglądałam się biedzie w Kambodży, która generalnie jest ubogim krajem, ale nie ma tam tak koszmarnej przepaści między bogatymi a biednymi. Nie ma też tego porażającego ubóstwa, slumsów, tej rozpaczy, jaką widać wszędzie w Indiach (może na południu Indii mniej). Olbrzymia większość Kambodżan jest biedna, ale nie widziałam nikogo żyjącego na ulicy, a chadzałam w kilku miastach też bocznymi ulicami, zupełnie nieturystycznymi szlakami. Na pewno bezdomni są – bo gdzie ich nie ma? – ale jednak ich liczba musi być proporcjonalnie mniejsza niż w Indiach. Zresztą to mniejszy kraj i miejsca starczy dla każdego.A swoją drogą to u mnie też zimno – w sypialni mamy 13 stopni, nie włączamy tam ogrzewania (mamy zainstalowaną klimatyzację razem z ogrzewaniem, ale to taka dmuchawa, jakiej nie lubię), odpowiada nam niska temperatura, choć ze 3 stopnie więcej mogłoby być. W salonie mamy ogrzewanie podłogowe, więc jest przyjemne 21-22 stopnie (ale oczywiście wyłączamy je na noc). Cierpię w łazience czasami, bo tam podłoga kamienna, zimna, co jest rozkoszą latem, ale zimą przyprawia o dreszcze. I ogrzewania w łazience, tak jak Wy, nie mamy. Na zewnątrz jednak temperatury 6-10 stopni, więc jest bardzo przyjemnie. I też myślę o tokijskich bezdomnych, jak oni cierpią w swoich namiotach (jeśli je mają), i rozumiem, że niektórzy jeżdżą metrem do ostatniego pociągu, by pobyć w cieple i móc w spokoju poczytać przy normalnym świetle.
2013/01/10 05:45:07
Chihiro, bieda rzeczywiście jest skomplikowanym problemem. Już rozmawiałyśmy o tym, jak schematycznie i stereotypowo się ją traktuje. I najgorsza jest właśnie nierówność, która na dodatek wzrasta. www.bbc.co.uk/news/world-asia-india-16064321
Nie jestem zwolenniczką akcji charytatywnych, co jest bardzo popularne w społeczeństwach anglosaskich. Uważam, że tzw. system powinien działać i zapobiegać takim sytuacjom, a nie obywatel na własną rękę. Wolałabym, żeby odpowiednie służby, poznawszy dogłębnie problemy, zaproponowały funkcjonalne i skuteczne rozwiązanie, a przede wszystkim ustaliły priorytety. W pomocach charytatywnych zazwyczaj jest tak, że dostaje ten, kto wzruszy opinię społeczną. Trochę racjonalności by się w tym przydało. Jednak w Indiach biedni mogliby tego nie doczekać.
Ja też nie lubię tych dmuchaw z ogrzewaniem – moim zdaniem to siedlisko bakterii nawiewanych wprost na twarz. Okropność! Przydałoby się podłogowe grzewanie w łazience też :) Na pewno jednak macie podgrzewany kibelek, prawda?
Czy w Tokio nie ma schronisk dla bezdomnych? Jednak u Was temperatury są jeszcze niższe, nie wyobrażam sobie spać w namiotach przy minusowych temperaturach (ok. na wyprawach polarnych tak, ale to inna kwestia).
Pozdrawiam serdecznie!
2013/01/10 07:45:20
Rozmawialysmy, dobrze pamietam :) Fatalnie prezentuja sie Indie w tych statystykach i prognozach, a nierownosci widac golym okiem. Moim zdaniem dopoki wielu osobom decydujacym o sprawach kraju te nierownosci sa na reke (bo oni na tym korzystaja) wiele sie nie zmieni.
Ja mam mieszany stosunek do akcji charytatywnych, bo to tez kompleksowe zagadnienie i nie da sie jasno stwierdzic, czy jest sie za czy przeciw. Jestem za dawaniem wedki, a nie ryby, poza oczywiscie wypadkami szczegolnymi (np. gdy uchodzcy masowo uciekaja z kraju, bo wybuchla tam wojna i trzeba dac im dach nad glowa i jedzenie). I generalnie tez uwazam, ze rola panstwa jest zapewnienie swoim obywatelom godnego zycia i przyzwoitego poziomu zycia. Glosno o tym pisze i mowi odnosnie Afryki, ktora jest szczegolnym kontynentem (wiele panstw jest uzaleznionych na niewyobrazalna skale od pomocy charytatywnej, a ich prezydenci sami oplywaja w luksusy i korupcja rosnie jak na drozdzach) Dambisa Moyo. Nadmierna pomoc powoduje czesto, ze rzadzacym nie oplaca sie budowac drog, poprawiac systemu sluzby zdrowia czy edukacji, nie mowiac o jakichkolwiek swiadczeniach socjalnych. Mam ksiazke Moyo, jeszcze nieprzeczytana, podobnie jak „Karawane kryzysu” (nie pamietam autorki). W kazdym razie jesli pomagam, to staram sie to robic w sposob przemyslany (np. przez wieloletnie wspieranie jednej dziewczynki poprzez PLAN, co w praktyce oznacza poprawe sytuacji calej wioski – w Kambodzy widzielismy, jak swietnie PLAN pomaga ubogim dzieciom pozostac w szkolach i ksztalcic sie, w przeciwnym razie czesto bylyby zmuszone isc do pracy).
Oj, przydaloby sie ogrzewanie podlogowe w lazience! Tam chyba najbardziej, bo tam przeciez czlowiek przebywa bez ubrania. No i reczniki by wysychaly :( – mam ten sam problem co Ty, pozostawienie tam mokrych recznikow, ktore nie moga wyschnac, powoduje, ze po kilku dniach smierdza i trzeba je prac o wiele czesciej. Toalete mamy podgrzewana, ale nie wlaczamy tej funkcji :) Pare dni temu spedzilismy pol dnia w Seulu w temp. – 9 stopni. Nie mialam kurtki, tylko t-shirt, na to t-shirt z dlugim rekawem i kardigan i tak lazilam zasniezonymi seulskimi ulicami (dawno nie zebralam tylu spojrzen). Bylo koszmarnie zimno i jak w kawiarni, nierozgrzana dwoma kubkami goracej herbaty, usiadlam na podgrzewanej toalecie, to myslalam, ze nie wstane :)))
W Tokio sa schroniska dla bezdomnych, jest calkiem niezle zorganizowana pomoc, a te namioty tez wygladaja calkiem porzadnie (o wiele porzadniej niz wiele slumsow czy zwyklych domow w Indiach). Byc moze jednak nie ma ich wystarczajaco, a sytuacja ekonomiczna w Japonii jest raczej nieciekawa i coraz wiecej ludzi traci prace (w spoleczenstwie bardzo malo mobilnym i elastycznym to prawdziwy dramat, szczegolnie jak dotyka starszych osob) i niekiedy dach nad glowa. Wiem, ze niektorzy tez wstydza sie prosic o pomoc – byla taka sprawa jakis czas temu, ktora wstrzasnela Japonczykow, o starszym malzenstwie z doroslym synem, ktorzy zmarli w Tokio z glodu! Odkryto ich ciala dwa miesiace po smierci, oni zwyczajnie wstydzili sie skrajnego ubostwa i wstydzili prosic o pomoc. Takie rzeczy w Japonii, kraju relatywnie zamoznym, sa ewenementem. Inna kwestia jest ta, ze Japonia nalezy do czolowki krajow, w ktorych marnuje sie najwiecej jedzenia. Nie znam szczegolow, ale wiem, ze wiele supermarketow czy restauracji raczej wyrzuca jedzenie niz dystrybuuje je potrzebujacym. W moim parku dwa razy w tygodniu (chyba) bezdomni dostaja darmowy posilek, ale to nie wystarcza. Na pewno mozna by marnowane jedzenie wykorzystac…
Sciskam mocno!
2013/01/10 21:35:17
Liczby zależą od tego kto liczy ;) Ja bym ostrożnie podchodził do słowa slums w przypadku Indii. Z naszego punktu widzenia duża część nawet relatywnie bogatych Hindusów mieszka w slumsach. Pamiętam moją znajomą Amerykankę która przez dwa tygodnie mieszkała na warszawskim Ursynowie i za każdym razem wchodząc do windy oczekiwała że ją zaraz zgwałcą i zamordują. Dla nas normalny 10 piętrowy blok dla niej to były slums/ ghetto.
Możemy prowadzić długie akademickie dyskusje kto się powinien tym problem zająć, czy akcje charytatywne mają sens, czy lepsza jest wędka czy ryba ale to nie ma większego sensu. Jestem zwolennikiem poprawiania otaczającego mnie świata i siebie nawet poprzez małe kroki. Poprawiłaś otaczający nas świat i dzięki temu jest on odrobinę lepszy ;)
2013/01/11 09:27:01
@Lazy_sod, przykro mi to pisac, ale dla mnie typowe polskie bloki, w ktorych na klatce schodowej smierdzi, a sciany windy sa pobazgrane, to tez slumsy. Na pewno nie normalny budynek, w ktorym mieszka sie bezpiecznie i wygodnie. Jest takie ciekawe zdanie w powiesci „Piaskowa Gora” Joanny Bator o nowoczesnych polskich osiedlach zamknietych, ze w Polsce to symbol pewnego luksusu, a na Zachodzie tak wygladaja szpitale psychiatryczne albo wiezienia. Bardzo adekwatne porownanie!
Dlaczego dlugie dyskusje nie maja wiekszego sensu? Wlasnie o tym trzeba rozmawiac, by ludzie umieli pomagac z rozsadkiem i nie usprawiedliwiali niemocy panstwa, ktore ma pewne obowiazki wzgledem obywateli.
2013/01/11 11:01:00
@chihiro2 Niech ci nie będzie przykro. Ja się nawet z tym zgadzam i na temat zamkniętych osiedli mam dokładnie takie samo zdanie. Jeśli jednak bym nigdy nosa z tego kraju nie wystawił to możliwe że uważałbym takie zamknięte osiedle za szczyt sukcesu.
Definicje dotyczące warunków życia a tak naprawdę wszystkiego powinny być dostosowane do miejscowych warunków i kultury. Mieszkanie w warszawskim bloku może być slumsem albo cudownym darem bo jest prąd i woda w kranie.Długie dyskusje mogą mieć jak najbardziej sens miałem na myśli dyskusje akademickie z których nic nie wynika. Asiaya dała komuś koc i moim zdaniem liczy się to że czyjeś życie zostało poprawione o jeden koc i zastanawianie się na tym jak ten koc ma się do X tysięcy bezdomnych, czy rząd Indii pomaga czy nie, jak to jest z tymi organizacjami charytatywnymi jest właśnie taką dyskusją akademicką która może przyjemnie połechtać nasze intelektualne ego ale z której naprawdę nic nie wynika.
2013/01/12 06:07:27
@Chihiro: ja bym taki spacer przypłaciła chorobą, mam nadzieję, że Ty nie :)
Szokujący jest ten przypadek japońskiej rodziny, a najbardziej to, że otoczenie nic nie zauważyło czy może nie miało odwagi interweniować. Przypomina mi to film „Tokyo sonata” o mężczyźnie, który traci pracę, ale nie mówi o tym rodzinie.
www.youtube.com/watch?v=lyWp__jXNRw
Co do marnowanego jedzenia – domyślam się, że tak się dzieje. Japonia to jednak bogaty kraj, a w takich marnuje się najwięcej czegokolwiek. W Indiach oczywiście marnuje się o wiele mniej, z konieczności. Czasami wystawiam jakieś stare rzeczy typu poobijane talerze, stary kosz czy sprane ubrania i znika to w ciągu godziny albo i mniej. Wszystko.
2013/01/12 06:08:46
@lazy_sod, wiem o co Ci chodzi – lepsze mniejsze konkretne działanie niż długie „jałowe” dyskusje. Moim zdaniem potrzebne jest to i to. Oczywiście, ani Chihiro, ani ja nie zarządzamy milionowymi budżetami pomocowymi, więc teoretycznie co nas to obchodzi, kto, po co i jak z tego korzysta. Jednak nawet, gdy się ma do dyspozycji nieporównywalnie mniej (a może właśnie dlatego), chciałby człowiek, żeby to jak najlepiej, jak najefektywniej wydać. Tak jak już pisałam – w Europie może nie nie byłby to dla mnie priorytet, ale tutaj, gdzie bieda wręcz puka do Twoich drzwi, trudno się nie zastanawiać nad tymi kwestiami. A jak wiadomo, najlepiej zastanawiać się wspólnie, bo co dwie głowy, to nie jedna :) I mogłybyśmy to robić w prywatnych mailach, ale z drugiej strony chciałabym, żeby te tematy zaistniały w publicznej przestrzeni (chociaż na moim blogu jest dość kameralnie, ale zawsze sobie to gdzieś wisi i jest do dyspozycji). Zawsze jest szansa, że ktoś dołączy, co pozwoli spojrzeć na sprawę OOTB. Nigdy chyba tego nie napisałam, ale jestem ogromnie wdzięczna za KAŻDY komentarz. Dzięki!!
2013/01/12 14:18:47
@Chihiro, Lazy-sod:
Może to dziwne, ale ja bardzo lubię bloki :)) Spędziłam w nich dzieciństwo i byłam bardzo nieszczęśliwa z powodu wyprowadzki do domu, chociaż tylko kilkaset metrów dalej. Nigdy nie marzyłam o domu z ogródkiem.
Oczywiście można powiedzieć o niektórych blokach, że wyglądają jak slumsy, ale to raczej tylko metafora, bo slumsy to z definicji tzw. samowolki, czyli konstrukcje wzniesione z przypadkowych, znalezionych materiałów, bez odpowiednich instalacji. Bloki je jednak mają.
W Indiach jakość nawet nowych, baaaardzo kosztownych domów woła o pomstę do nieba. Na dodatek Indusi nie dbają o mieszkania i to pomimo zatrudniania służby. Odnosi się to zwłaszcza do łazienki i kuchni, które – wg. mnie – wymagają właśnie szczególnej dbałości. Aż przykro patrzeć, jak szybko się zapuszczają.
2013/01/14 18:29:07
@asiaya
wątki się mnożą więc po kolei1 Ja też spędziłem dzieciństwo w bloku i szczęśliwie załapałem się jeszcze na czasy kiedy pierwsze lekcje w interakcjach społecznych pobierało się na podwórku. Polskie bloki są dla mnie przykładem tego jak różnie można postrzegać warunki mieszkaniowe w zależności od otoczenia. Może to być ghetto albo cud budownictwa bo schody są proste a w kranie ciepła woda.2 Hindusi i dbanie o własne otoczenie to może być temat na książkę dla mnie jest to niezbadana tajemnica bo z jednej strony dbają o higienę osobistą, dzieci nawet w biednych wiejskich obszarach w szkole będą miały czyste i schludne ubranie natomiast nie są zupełnie zainteresowani stanem swojego nawet najbliższego otoczenia. Kuchnia nawet w „zachodnich” drogich restauracjach jeśli jest niewidoczna dla klientów to mokry sen pracownika sanepidu ;) Myślę że składa się na to parę czynników. Wszelkie prace typu sprzątanie są postrzegane jako odpowiednie dla niższych kast kiedyś w jakimś kolorowym piśmie był wywiad ze znaną bolywoodzką aktorką o prowadzonej przez nią akcji że jak się idzie w gości to trzeba po sobie posprzątać w toalecie bo nikomu nie przychodzi to do głowy.
Dodatkowo inna etyki pracy i to niezależnie od stanowiska od informatyków do sprzątaczy podstawowym zagadnieniem jest co zrobić żeby się nie narobić. Co działa też w drugą stronę że nikt nie oczekuje że jakakolwiek praca będzie wykonana szczególnie starannie nie mówiąc o tym że jest często wykonywana przez osoby nie mające ku temu żadnych kwalifikacji. Ostatnim elementem jest pewnie różna definicja tego co oznacza słowo czyste ;)3 Tobie należą się podziękowania za prowadzenie tego bloga. Potrafisz zachować rozsądne spojrzenie bez popadania w schematy typu jak „piękne i cudowne” albo jak „straszne i beznadziejne” są Indie.
2013/01/16 00:27:01
Lazy_sod, przede wszystkim: dziękuję :)) Nie powiem, czasami mam skrajne odczucia, ale z reguły, gdy się zdecyduję opisać, emocje opadają. Mam też spore doświadczenie z reakcjami obcokrajowców na Polskę i mniej więcej wiem, jakich postaw chciałabym uniknąć. Z drugiej strony cieszę się, że piszę ten blog po polsku, bo obawiam się, że miałabym tu wielu oponentów :)
Co do czystości – nic dodać, nic ująć. Rozmawiałam nawet kiedyś z jednym kucharzem z Hiszpanii, który przyjechał na wymianę i gościnne występy do hotelu pięciogwiazdkowego. Pierwsze 3 dni poświęcił na mycie kuchni. Jednej z wielu, bo to przecież kombinaty są. I o tym też kiedyś muszę napisać :)

You may also like